fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Doczekam się nagrody

Łukasz Fabiański, urodzony 18 kwietnia 1985 roku w Kostrzynie nad Odrą. 11-krotny reprezentant Polski. Bronił w eliminacjach MŚ 2010 w meczach ze Słowenią i San Marino, zastępując Artura Boruca. Zawodnik Polonii Słubice, MSP Szamotuły, Lubuszanina Drezdenko, Sparty Brodnica, Mieszka Gniezno, Lecha Poznań i Legii. Od lipca 2007 roku w Arsenalu Londyn
Rzeczpospolita, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Łukasz Fabiański. Bramkarz reprezentacji i Arsenalu Londyn specjalnie dla „Rz” o byciu rezerwowym, uderzaniu pięścią w stół i o tym, że wielki klub to wielkie zobowiązanie
[b]Rz: Co pan najczęściej słyszy podczas odpraw u Arsene’a Wengera?[/b]
Łukasz Fabiański: Różnie bywa. Boss przed meczem zawsze mówi każdemu z nas, czego oczekuje. Przed ostatnim pucharowym spotkaniem z Wigan usłyszałem np., że moje polecenia wykrzykiwane kolegom mają być zwięzłe i trafne. A poza tym mam grać daleko od bramki i szybko wznawiać grę, ale to akurat żadna nowina, jeśli chodzi o sposób gry Arsenalu. U nas wszyscy muszą wszystko robić szybko i bramkarz nie jest wyjątkiem.
[b]A boss nie mówił nigdy, że jest pan za grzeczny jak na bramkarza?[/b]
Nie. A jestem za grzeczny?
[b]Ja tylko pytam.[/b]
Myślę, że jak ktoś przyjeżdża do ośrodka Arsenalu, rozgląda się i widzi, jak zachowują się piłkarze, ten szybko zrozumie, że taki klub to zobowiązanie. Zawodnicy wiedzą, jaki herb reprezentują, i mają świadomość, że trzeba trzymać poziom. Nie chodzi o to, że u nas wszyscy mają być święci, tylko o godne zachowanie. To jest szczególnie ważne dla trenera Wengera. On jest typem nauczyciela i psychologa. Wymaga od nas, żebyśmy dobrze reprezentowali Arsenal nie tylko na boisku. Ten klub na to zasługuje.
[b]Myśli pan o tym wszystkim, zakładając opaskę kapitana? Czy prawdziwą radość da dopiero bycie kapitanem w meczu, w którym Arsenal będzie w najsilniejszym składzie, a nie rezerwowym, jak ostatnio?[/b]
Byłem kapitanem dwa razy w Carling Cup i jest to miłe uczucie. Nie dodatkowa presja, tylko dość przyjemna świadomość odpowiedzialności za innych. Można powiedzieć, że czułem się jak gospodarz klasy.
[wyimek]Na dzisiaj wszystko jest OK i dlatego nigdzie się z Arsenalu nie ruszam[/wyimek]
[b]Po tamtym meczu z Wigan, wygranym 3:0, dziennikarz „L’Equipe” napisał, że wasza drużyna wyglądała na zdjęciu właśnie jak szkolna klasa, a klubowy lekarz Arsenalu częściej jest chyba zajęty leczeniem trądziku niż kontuzji.[/b]
Dziennikarz trochę przesadził, ale mamy grupę naprawdę zdolnej młodzieży. Młodzieży w dosłownym znaczeniu tego słowa, bo poza mną w składzie na mecz z Wigan było tylko dwóch piłkarzy co najmniej dwudziestoletnich. Wygranie meczu z grupą chłopców, którzy w tym składzie jeszcze nigdy nie wystąpili przed tak wielką publicznością, to jest czysta radość.
[b]Kto jest najlepszym z młodych?[/b]
Każdy ma coś w sobie. Jest Meksykanin Carlos Vela, niesamowity napastnik. Jest szesnastolatek Jack Wilkshire. Niezły kozak, podobnie jak Mark Randall. Tak naprawdę musiałbym wymieniać wszystkich po kolei.
[b]Jest pan rezerwowym bramkarzem wielkiego klubu, rezerwowym w drużynie narodowej. To jest coś, ale każdy chce być tym pierwszym. Czuje pan, że czas wreszcie zacząć żądać czegoś dla siebie?[/b]
Ale w jaki sposób?
[b]Był w Arsenalu taki niemiecki bramkarz, który podobno umiał uderzyć pięścią w stół.[/b]
Po pierwsze Jens Lehmann był w zupełnie innym punkcie kariery niż ja. Po drugie niespecjalnie wiele zyskał tym waleniem pięścią, skoro już się z Arsenalem pożegnał.
[b]Ale wracając do uderzania pięścią w stół – potrafi pan to?[/b]
Nie wydaje mi się, żebym musiał wykonywać jakieś nerwowe ruchy. Moja sytuacja w Arsenalu ciągle się poprawia, przynajmniej tak to odbieram. Byłem trzecim bramkarzem, jestem drugim. Bywam kapitanem. Ale jeżeli zobaczę, że czas mija, a nie mogę wejść do bramki na stałe, wtedy będę szukał innego rozwiązania.
[b]Pojawiły się pogłoski, że rozwiązaniem mógłby być transfer do Paris Saint Germain...[/b]
Nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał. Mój menedżer Martin Wiesner mówił mi tylko, że inne kluby pytają o mnie. Nie powiedział co to za kluby, ani z jakiego kraju. Mnie to nie interesowało. Odpowiedziałem, że na dzisiaj wszystko jest OK i dlatego nigdzie się z Arsenalu nie ruszam.
[b]Naprawdę to pana nie męczy? I w Arsenalu i w kadrze jest podobnie: na kłopoty Fabiański, ale jak tylko pierwszy bramkarz się wyleczy, albo zostawi inne problemy za sobą, to Fabiański wraca na ławkę. [/b]
Nie wiem, czy to traktować jako atut czy wadę. To przecież schlebiające, że ktoś na mnie liczy. Jako rezerwowy byłem na mundialu, na mistrzostwach Europy, jestem w jednym z najsławniejszych klubów. Przez długi czas przyjeżdżałem na kadrę tylko po to, żeby poćwiczyć, bo na grę nie miałem szans. Ale starałem się wykorzystywać każdą chwilę. Tak też można budować swoją pozycję i w końcu doczekać się nagrody. Naprawdę patrzę na to pozytywnie. Chciałbym tylko, żeby to się nie ciągnęło w nieskończoność. Musi przyjść taki moment, że będę pierwszym.
[b]Gdyby w Bratysławie w bramce stał Fabiański, a nie Artur Boruc, Polska też przegrałaby tamten mecz?[/b]
Nie chcę do tego wracać. Nie wolno tego robić, jesteśmy z Arturem w jednej drużynie. Czułem złość, że znów siedzę na ławce, ale taka była decyzja szefa. Czytaj: to było najlepsze rozwiązanie.
[b]Już drugi raz tej jesieni w kadrze nie ma Boruca i jest pan numerem jeden. Czuje pan, że mecz z Irlandią będzie decydującym sprawdzianem: świetny występ sprawi, że wiosną to Boruc będzie rezerwowym?[/b]
Futbol jest zbyt zmienny, żeby już myśleć o wiośnie. Środa wieczorem, Irlandia – na tym się koncentruję.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA