fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Najbardziej typowe miasto Ameryki

W całej Pensylwanii Obama prowadzi dość wyraźnie, ale w okolicach Scranton ma zaledwie nieznaczną przewagę nad McCainem (na zdjęciu: zwolennik republikanów z Pottsville)
Reuters
Na ulicy Głównej w mieście Scranton trudno spotkać przechodnia. Panuje senna atmosfera. – Ludzie są zmęczeni. Mają dosyć tej kampanii – mówi sprzedawczyni w pustym sklepie
Takich miast są w Ameryce setki, ale to Scranton zyskało w ostatnich miesiącach niespotykany rozgłos medialny, któremu dorównuje chyba tylko wrzawa wokół miasteczka Wasilla na Alasce. Miasto wymieniane było podczas konwencji prezydenckich republikanów i demokratów oraz niedawnych debat telewizyjnych. Wcale nie dlatego, że w Scranton urodził się kandydat na wiceprezydenta Joseph Biden. Nie chodzi też o to, że w czasie prawyborów Hillary Clinton przypominała w kółko, że ze Scranton pochodził jej ojciec, a ona sama jako dziecko regularnie spędzała tu wakacje.
Miasto odwiedzali w ostatnich miesiącach i Barack Obama, i John McCain, a także Sarah Palin. Dziennikarze największych amerykańskich telewizji i gazet oraz zagraniczni korespondenci niemal stąd nie wyjeżdżają. Powód? Z racji swej historii, teraźniejszości i położenia geograficznego Scranton stało się w tych wyborach synonimem przeciętności, mikrokosmosem amerykańskiej prowincji. Białej prowincji.
[srodtytul]Ratować Main Street[/srodtytul]
Mówiąc o zwykłych obywatelach, amerykańscy politycy używają określenia Main Street, ulica Główna. Szczególnie często słychać je było ostatnio, gdy na Wall Street z wielkim hukiem pękła finansowa bańka.
[wyimek]Barack Obama jest dla większości mieszkańców Scranton „odległy kulturowo” [/wyimek]
– Ratując Wall Street, nie możemy zapominać o Main Street – mówili zatroskani politycy.
Na ulicy Głównej w najbardziej typowym z prowincjonalnych miast Ameryki nie widać jednak oznak nagłego załamania. Niska drewniana zabudowa wyglądała pewnie tak samo staro dziesięć czy piętnaście lat temu. To prawda, w samo południe, gdy restauracje i bary w zamożnych miastach wybrzeża wypełniają się ludźmi, Novack’s Pierogi Bar, stary drewniany dom stojący tuż przy szynach kolejowych, jest zamknięty na cztery spusty.
Pustkami świeci też zakład blacharski na rogu ulicy Zielonej, który wygląda tak, jakby ktoś przeniósł go w całości w dzisiejsze czasy z lat 50.
– Odkąd sięgam pamięcią, tu nigdy się nie przelewało. Ostatnie lata wcale nie były aż tak złe, przynajmniej w porównaniu z poprzednimi – mówi napotkana w niewielkim, zapyziałym supermarkecie emerytka Jane Koslowski.
Sto lat temu Scranton było w pierwszej czterdziestce najbardziej zaludnionych miast Ameryki. Nazywano je światową stolicą antracytu. Do kopalń, które dla wielu mieszkańców były źródłem pokaźnych dochodów, zjeżdżali górnicy z Polski, Włoch, Irlandii.
Ślady dawnej świetności można zobaczyć w centrum miasta. Architektura z początków zeszłego stulecia zaskakuje przybysza kontrastującymi z resztą okolicy majestatem i przepychem. Z czasem Scranton utraciło jednak swój blask, a druga połowa XX wieku spowodowała exodus ludności.
[srodtytul]Podzielony stan[/srodtytul]
Chodząc ulicą Główną, można odnieść wrażenie, że centralną postacią tych wyborów jest niejaki Kevin Murphy. Tablice wyborcze tego demokratycznego kandydata do Kongresu są niemal jedynymi, jakie spotyka się wzdłuż drogi. McCain i Obama pojawiają się rzadko i w dziwnych miejscach. Tablica demokraty stoi tuż obok halloweenowego stracha na wróble. Jedna z nielicznych reklam McCaina – przed białym budynkiem, na którym widnieje szyld: Dom Pogrzebowy Yurkanina.
Cztery lata temu David i Marah Yatko wystawili przed swym domem dwie tablice: jedną Busha, drugą Kerry’ego. On był za demokratą, ona za republikaninem. Sąsiedzi mieli o czym mówić, pisała o tym nawet prasa. W tym roku państwo Yatko nie wystawili żadnej tablicy i nie mają ochoty rozmawiać o swoich wyborczych decyzjach. – Mam już dosyć rozmów z dziennikarzami – ucina krótko pani Yatko.
[srodtytul]Nie jesteśmy rasistami[/srodtytul]
Pensylwania to stan politycznie podzielony. Przed czterema i ośmioma laty George W. Bush nieznacznie przegrywał tu z demokratycznymi rywalami po wyrównanej, ciężkiej walce do samego końca. Tym razem analitycy dawno skreślili Pensylwanię z listy stanów bitewnych: Obama osiągnął tu taką przewagę, że tylko trzęsienie ziemi mogłoby mu ją odebrać. Z ostatnich sondaży wynika jednak, że Obama, który dość wyraźnie prowadzi w całej Pensylwanii, w okolicach Scranton ma zaledwie nieznaczną przewagę nad McCainem. Ale to, że w ogóle ją ma, jest znaczące. Bo choć Scranton jest podzielone politycznie, to Obama jest dla większości tutejszych mieszkańców „odległy kulturowo”.
– Mówi okrągłymi zdaniami i jest taki sztywny. Wywodzi się z innej kultury – ocenia jeden z mieszkańców, który woli nie ujawniać swego nazwiska.
Podczas niedawnego wiecu Sary Palin w pobliskiej hali sportowej rozlegały się ponoć okrzyki: „Zabić go”, pod adresem Obamy. Wiele gazet rozpisywało się o rasizmie panującym w białych miastach prowincji, takich jak Scranton. Wielu mieszkańców uznało to za krzywdzące.
– Nie jesteśmy zachwyceni Barackiem Obamą, ale wobec tego całego gospodarczego zamieszania wiele osób będzie na niego głosować – mówi pani Koslowski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA