fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Barbarzyńcy

Krzysztof Kuczkowski
Już wiele razy czekaliśmy na
barbarzyńców. Dawaliśmy wiarę
nawet mętnym pogłoskom i opiniom
brukowych mediów. To kwestia
uważności i czujności. Jednak
na próżno się trudziliśmy.
Obcy omijali nasze miasto
jak ognisko zarazy. W końcu
złożyliśmy w skrzyniach
haftowane szaty i złote łańcuchy
– insygnia posiadania i władzy,
które olśnić miały
barbarzyńców.
Oddaliśmy rządy niemym i
głuchym.
Wtedy przyszli.
Zastali otwarte bramy
miast, bezbronnych mężczyzn i
kobiety zdziwione, że znowu
– jak w okrutnych czasach –
muszą być ofiarami nieokrzesanych
wojowników.
Barbarzyńcy strzelali głównie
na postrach, za to z zapałem
niszczyli instalacje energetyczne
i lotniska, palili domy,
rekwirowali samochody i
rozbijali komputery.
Do stolicy nie weszli, zajęli
pozycje na przedmieściach,
z zainteresowaniem obserwowali
rozwój sytuacji międzynarodowej,
bawił ich strach mieszkańców
i wysiłki mediacyjne sąsiednich
państw. Byli na ustach całego
świata i wydawało się, że to
im wystarcza.
Nie mogliśmy nic zrobić. Mieli
miażdżącą przewagę – przecież
byli barbarzyńcami.
Postanowiliśmy czekać, mając
nadzieję, że w końcu znudzi się im
wystawanie na rogatkach, że
nasycą się naszym strachem i odjadą
naszymi samochodami do
swoich domów.
Ach, jakże doskonale czekaliśmy!
W sklepach zabrakło towaru, w
zakładach pogrzebowych desek na
trumny, w sądach ustały prace
i władze, w oknach zaciągnięto
zasłony, zamknięto oczy.
Każdego dnia po przebudzeniu
sprawdzaliśmy czy jeszcze są,
potem zaniechaliśmy i tego.
Z luster patrzyły na nas twarze
coraz bardziej dzikie, coraz
bardziej obce.
Sierpień 2008 r.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA