fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Zakaz spamu, czyli elektroniczny savoir-vivre

Corbis
Netykieta. W pionierskich czasach Internetu powstał zbiór norm określających reguły zachowań i kontaktów pomiędzy użytkownikami globalnej sieci. Stworzono je z myślą o internetowych grupach dyskusyjnych
Zasady wypracowane niegdyś przez użytkowników usenetu (bo tak nazywa się ta część sieci) rozciągają się na wszelkie formy komunikacji elektronicznej: od komentarzy pod tekstami na portalach czy w serwisach blogowych po fora internetowe.
Zakazane są tu wpisy zawierające linki i treści reklamowe czy komercyjne oraz wpisy obrażające innych uczestników dyskusji. Źle odbierane jest także wielokrotne umieszczanie swojego wpisu (zwłaszcza gdy jego opublikowanie zależy od zgody moderatora).
Netykieta obowiązuje także w codziennej korespondencji elektronicznej – w mailach czy komunikatorach internetowych. Najważniejszą zasadą jest zakaz spamu, a mianem tym określa się zwyczajowo każdą wiadomość (nie tylko reklamową), której odbiorca się nie spodziewał lub nie chciał otrzymywać. W złym tonie jest zatem pisanie listów do wszystkich pracowników firmy. Jeśli zaś musimy wysyłać e-mail do wielu odbiorców, używajmy pola "BCC" (lub "UDW" – "ukryte do wiadomości"). Nie każdy sobie życzy, by jego adres został ujawniony pozostałym.
Do spamu zaliczyć można pojawiające się (choć coraz rzadziej) tzw. łańcuszki szczęścia oraz – chyba nieśmiertelne – listy z dopiskiem "wyślij ten list do jak największej liczby znajomych". Mało kto zadaje sobie trud sprawdzenia, czy apel zawarty w liście jest aktualny, a nawet prawdziwy, i na przykład wysyłamy w świat apele o pomoc dla dziecka, które kilka lat temu chorowało na białaczkę i dawno już nie żyje.
Netykieta wzorem reguł z list dyskusyjnych określa też sposób pisania i odpisywania na listy elektroniczne. Zgodnie z jej zasadami odpowiedzi na e-maile (co wydaje się logiczne, choć dziś jest niemal niespotykane) powinniśmy umieszczać pod ich treścią, używając tylko tego fragmentu, do którego odnosi się nasza odpowiedź. Nie powinno się także nadużywać emotikonek (ozdobników i "uśmieszków") oraz – co ważne – wielkich liter. Wyrazy pisane kapitalikami w sieci traktowane są jak krzyk, a nikt nie lubi, gdy się na niego krzyczy.
Wbrew manierze obowiązującej na forach internetowych (zwłaszcza na portalach) w sieci powinno się dbać o ortografię. Pozostałością po pionierskich czasach jest co prawda reguła zezwalająca na nieużywanie polskich znaków (bo w globalnej sieci nie każdy może z nich korzystać), ale nie oznacza to zezwolenia na pisanie z błędami.
Kilka lat temu – gdy większość z nas korzystała z wolnych łącz modemowych, płacąc za każdą minutę połączenia – liczyła się oszczędność. Stąd wynikała np. reguła nakazująca użycie w listach zwykłego tekstu zamiast jego wersji HTML (z pogrubieniami, podkreślnikami, kolorami czy graficznym tłem).
Drugą, równie ważną, zasadą był zakaz wysyłania dużych załączników lub konieczność ich kompresowania (zmniejszania rozmiaru za pomocą odpowiednich programów). Zasady te wydawać się mogą archaiczne, bo w domach i biurach mamy szybki Internet. Paradoksalnie jednak, w czasach gdy coraz więcej osób korzysta z sieci na ekranie komórek, płacąc wciąż niemałe pieniądze, stają się znów aktualne.
Naczelną zasadą internetowego savoir-vivre'u powinien być zdrowy rozsądek. Wysłanego mejla czy wpisu w Internecie nie można już zawrócić.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA