Wiadomości

Klapsy to rzecz niepotrzebna

Rzeczpospolita
Rzecznik praw dziecka Marek Michalak wyjaśnia, dlaczego napisał list do uczniów i do czego potrzeba mu więcej kompetencji
Rz: Na początek roku szkolnego napisał pan do uczniów: „Nikt nie ma prawa Was bić ani poniżać. Nikt nie ma prawa Was obrażać. Macie prawo być wysłuchani w każdej sprawie, bez względu na wyniki w nauce”. Dlaczego takie słowa?
Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka: To nie jest niczym dziwnym. Te słowa są streszczeniem praw zawartych w konwencji o prawach dziecka. Przypomnieniem, że należy ich przestrzegać. Broń Boże, nie zachęcam do obniżenia lotów w nauce. Początek roku to sytuacja, kiedy mogę dotrzeć do dzieci z informacją, że mają swego rzecznika. List to akcent pokazujący: jestem dla was. Ale przypominam też dzieciom, że dorośli także mają swoje prawa, że każdy powinien być traktowany z szacunkiem. W liście podaje pan numer telefonu (022 696 55 50), na który dzieci mogą zadzwonić, gdy ktoś łamie ich prawa.
Czyli kiedy? Dziecko może dzwonić w każdej sprawie. Przy telefonie pracują prawnicy, psycholodzy i pedagodzy. Są to osoby profesjonalnie przygotowane do udzielania porad i podejmowania interwencji. A jeśli zadzwoni ze skargą, że dostało klapsa? Nie pochwalam żadnej formy przemocy, a klaps to także przemoc. Dorośli w kontaktach między sobą raczej klapsów nie stosują, a wobec słabszych dzieci – niestety tak. Wróćmy do konkretnego telefonu. Co pan zrobi? Nie sprowadzajmy tematu do absurdu. W takim razie pana słowa o tym, że klaps to też przemoc, są puste? Nie. Jeśli taki telefon będzie, wyjaśnię sprawę. Powinna wystarczyć telefoniczna rozmowa z rodzicami. A zdarzyło się panu dać klapsa swojemu dziecku? Nie. Moje dziecko nie wie, co to jest kara cielesna, a ja wiem, że nawet z kilkulatkiem można rozmawiać. Czy pana karcono fizycznie? Nie przypominam sobie takiego przypadku. Ale jako pedagog i ojciec jestem przekonany, że przemoc, a w tym klapsy, to rzecz niepotrzebna. Powiedział pan, że będzie stawał w obronie życia poczętego. Jak? W ustawie o RPD jest napisane, że rzecznik zajmuje się dzieckiem od poczęcia do pełnoletności. Jeśli będą się do mnie zgłaszały mamy w ciąży, które potrzebują pomocy, to ja im nie odmówię. Głośna była sprawa nastolatki z Lublina, która usunęła ciążę. Po której by pan stanął stronie? Nie znam tej sprawy na tyle dobrze, by się wypowiadać w sposób konkretny. Popiera pan aborcję? Nie jestem zwolennikiem aborcji. Czy rząd powinien dofinansować zapłodnienia in vitro? Nie mam jeszcze wyrobionego zdania w tej sprawie. Czekam na wyniki pogłębionych analiz naukowych. Pan pisze listy do uczniów, a rodzice sześciolatków przerażeni reformą piszą do pana z prośbą o pomoc. Pomysł posłania sześciolatków do szkół nie jest chybiony. Ale rozumiem niepokoje rodziców. Sam jestem ojcem, którego córka już w tym roku pójdzie do zerówki w szkole. Badania pokazują, że obecnie sześciolatki są na tyle dobrze rozwinięte, iż mogą iść do szkoły. Brakuje miejsc w polskich przedszkolach. Przesunięcie sześciolatków do szkół pozwoli na przyjęcie do przedszkoli większej liczby dzieci. Zgadzam się, że problemem są warunki, w jakich dzieci się znajdą. Od ministra edukacji otrzymałem zapewnienie, że maluchom stworzy się przyjazną atmosferę i optymalne warunki. Będę to monitorował. W jaki sposób? Myślę o badaniach sondażowych pokazujących, na ile szkoły są przygotowane. Liczę na sygnały od rodziców. Zależy mi przede wszystkim na dobru dziecka. W każdym przypadku zasługującym na interwencję stanę po stronie dzieci i ich rodziców. Mówił pan, że jeśli nie wzmocni się ustawowo kompetencji RPD, nie widzi pan siebie na tym stanowisku. Poda się pan do dymisji, jeśli parlament ich nie zmieni? Nie wyobrażam sobie, by parlament, który prześledził przez lata działalność rzecznika praw dziecka, nie chciał go wzmocnić. Jakich uprawnień brakuje? Rzecznik powinien móc występować w sądach w obronie dzieci. Brakuje też uprawnień do przeprowadzania kontroli. Wysłałem list do marszałka Sejmu z prośbą o rozważenie dania rzecznikowi możliwości występowania z kasacją od prawomocnych wyroków i brania udziału w postępowaniach przed Trybunałem Konstytucyjnym. W sprawach dzieci rzecznik nie może tylko prosić, ale musi posiadać skuteczne środki działania. Myśli pan o otwieraniu delegatur Biura RPD? Chciałbym, by Biuro RPD miało przedstawicieli w terenie. Ale na razie nie zapisano w projekcie ustawy takiej możliwości. Jeśli nie otrzymam uprawnień do powołania pełnomocników terenowych, rozważę możliwość stworzenia sieci społecznych przedstawicieli RPD. Myśli pan o zwiększeniu budżetu Biura RPD. Teraz to ok. 5 mln zł rocznie. Zdecydowanie tak. Będę zmuszony wnioskować o większe środki ze względu na nowe kompetencje, jakie nałoży na rzecznika ustawa. Należy także zauważyć, że Polska wydaje wielokrotnie więcej środków na instytucje obrończe dla dorosłych aniżeli na tę jedną instytucję dla dzieci. O ile budżet powinien wzrosnąć? Na początek co najmniej o 25 proc. Jak panu się układa współpraca ze związkami zawodowymi, które założyli byli pracownicy Ewy Sowińskiej związani z Ligą Polskich Rodzin? Szanuję prawa demokracji. To, co powinienem, konsultuję ze związkami. Także decyzje kadrowe. Co zrobić, by RPD nie był kojarzony z urzędem zajmującym się teletubisiami? Chcę przede wszystkim, żeby dzieci wiedziały, iż w RPD mogą upatrywać profesjonalnej instytucji broniącej ich praw.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL