fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Prorok w obcym kraju

Leo Beenhakker pracuje w Polsce już dwa lata i jest to minimalny okres, po którym można oceniać pracę każdego trenera, więc jego też.
Ocena nie może być entuzjastyczna, ba - widać coraz więcej powodów do niepokoju. Minął okres fascynacji Beenhakkerem, na którą składa się wciąż jego holenderskie pochodzenie, praca z najsłynniejszymi piłkarzami i w najlepszych klubach świata , sposób bycia. W zależności od sytuacji bywa wyniosły, wszechwiedzący, sprawia wrażenie niedostępnego, ma maniery kostycznego profesora, lubiącego nie tylko uczyć, ale i pouczać. Ale jest też dowcipny, a kiedy już zaakceptuje kogoś, nie musi się wysilać, żeby okazać mu sympatię. A więc - normalny, fajny gość.
Tyle że to wszystko ma niewielkie znaczenie. Tak naprawdę liczy się tylko gra i wyniki reprezentacji. Czy to, że Leo Beenhakker jest cudzoziemcem jeszcze pomaga naszym piłkarzom, czy już całej kadrze zaczyna przeszkadzać?
W Meksyku toczy się dyskusja wokół Svena Gorana Erikssona. Słynny szwedzki trener, pracujący do niedawna z reprezentacją Anglii (bez sukcesów), został trenerem meksykańskiej reprezentacji. Eriksson cieszy się opinią jednego z najlepszych fachowców w swojej branży, czego nie psują nawet niepowodzenia, wkalkulowane w tę pracę. Nie ma trenera, który nie przegrywa. Ale meksykańska prasa zastanawia się jaki jest sens zatrudniania choćby najlepszego trenera, nie mającego jednak większego pojęcia o kraju, do którego przyjeżdża. O mentalności jego mieszkańców, psychice zawodników (dlaczego nawet najlepsi Meksykanie nie robią karier w Europie?), specyfice tamtejszej ligi i eliminacji do mundialu w strefie CONCACAF, całkowicie odmiennych od europejskich. Samo nazwisko nie gwarantuje sukcesów.
Ponad 80 reprezentacji narodowych (na 208 federacji, zrzeszonych w FIFA) ma trenerów zza granicy. Jest wśród nich ośmiu Holendrów. Oprócz Beenhakkera: Guus Hiddink (Rosja), Arie Haan (Albania), Erwin Koeman (Węgry), Pim Verbeek (Australia), Arno Pijpers (Kazachstan), Mart Nooij (Mozambik) i Jan Mak (Seszele). Tylko Hiddinkowi nie przeszkadza miejsce pracy - jest mu równie dobrze w Holandii, jak w Korei czy Rosji. Popularni są w świecie trenerzy brazylijscy, niemieccy, francuscy. Ale gdy przychodzi do wyliczania ich sukcesów - zapada cisza. Nie zdarzyło się, żeby mistrzostwo świata zdobyła drużyna, prowadzona przez trenera zagranicznego. W mistrzostwach Europy był jeden taki przypadek.
Praca trenera zagranicznego ma sens w krajach piłkarsko zacofanych, gdzie ktoś z doświadczeniem szkoleniowym, zdobytym w wyższej cywilizacji futbolowej wskazuje drogi rozwoju. Niemal wszędzie indziej taki trener, po okresie zauroczenia nim, spotyka się z trudną codziennością i ludźmi pokroju Dariusza Dziekanowskiego, którzy z przyjemnością kąsają karmiącą ich wcześniej rękę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA