fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Książę rozminuje Polskę?

Mired Raad al Hussein
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Jordański książę Mired Raad al Hussein przybył do Warszawy, by dowiedzieć się, dlaczego Polska wciąż przechowuje milion min przeciwpiechotnych.
Książę stara się przekonać przedstawicieli MON i MSZ, by Polska ratyfikowała w końcu konwencję ottawską, którą podpisała w 1997 roku. Nasz kraj jest bowiem jedynym – poza Wyspami Marshalla – państwem sygnatariuszem, któremu wciąż nie udało się tego zrobić. Stronami konwencji jest 156 krajów, które zniszczyły miliony swoich min.
– Po prawie 11 latach wciąż słyszymy od polskich władz, że konwencja zostanie ratyfikowana dopiero w 2015 roku, bo miny stanowią część systemu obrony polskiego terytorium – tłumaczy „Rz“ Lidia Szafaryn z Polskiego Czerwonego Krzyża. Nasza armia ma obecnie prawie milion min, ale od trzech lat obowiązuje nas moratorium na ich użycie. – W UE jest jeszcze jeden wyjątek, Finlandia, która ani nie podpisała, ani nie ratyfikowała konwencji, ale zobowiązała się, że to zrobi do 2011 roku – podkreśla Lidia Szafaryn.
Rz: Na świecie jest wiele państw, które nie przestrzegają w pełni konwencji o zakazie używania i przechowywania min: Czad, Tajlandia, Zimbabwe. Dlaczego Jego Wysokość przyjechał akurat do Polski, by rozmawiać o rozminowywaniu?
Mired Raad al Hussein: Polskę od wspomnianych państw różni to, że one nie tylko podpisały konwencję, ale ją wdrażają. A Polska, choć podpisała konwencję, jeszcze jej nie ratyfikowała. Przyjechałem do Warszawy, by zapytać, dlaczego.
Jako przewodniczący 8. Spotkania Państw Stron Konwencji Ottawskiej jestem zobowiązany promować zakaz użycia min. Namawiam więc rządy do ponownego rozpatrzenia sprawy.
Ryzyko użycia min przez Polskę jest małe. Niedawno pola minowe tworzyli natomiast Rosjanie. Jego Wysokość pojedzie do Moskwy?
Rosja nie jest stroną konwencji. Oczywiście, zakaz użycia min powinien być powszechnie stosowany. Będziemy przekonywać wszystkich, by nie używali tej broni.
Czy jako absolwent studiów strategicznych w USA i brytyjskiej szkoły oficerskiej Jego Wysokość nie ma wrażenia, że misja, której się podjął, jest niewykonalna?
Trudno się spodziewać, że Rosja, Chiny czy USA zapomną o tak taniej i prostej w użyciu broni.
Oczywiście, są kraje, które trudno przekonać. Ale odnieśliśmy też wiele sukcesów. 156 państw jest już stronami konwencji, wiele zniszczyło miny. Tej broni naprawdę można się pozbyć raz na zawsze. Dla mnie to też sprawa osobista: mam wielu przyjaciół, którzy padli ofiarą min. Jeden z nich – saper – stracił ręce i oczy. Ma 31 lat i wymaga opieki jak dziecko. Wszystko przy nim musi robi jego matka. To straszne. Jeden z moich współpracowników stracił nogi. Na szczęście jemu udało się wrócić do normalnego życia. Często miny nie tylko okaleczają, ale są powodem ubóstwa i odrzucenia społecznego.
Jego Wysokość był w służbach specjalnych. Czy z wojskowego punktu widzenia miny nie są skuteczną bronią?
Przeciwnie. Sądzę, że na współczesnym polu walki są zupełnie nieskuteczne. Niby mogą służyć do odstraszania psychologicznego, ale dla nowoczesnych, świetnie wyszkolonych armii nie stanowią większego problemu. Bez specjalnego treningu można znaleźć wiele sposobów na pokonanie pola minowego.
To dlaczego Rosjanie zaminowali gruzińskie tereny?
Trzeba o to pytać Rosjan. Miny to straszna broń, która – zważywszy na tysiące ranionych i zabijanych przez nie ludzi – mogłaby być uznana za broń masowego rażenia. Do tego dochodzą zmarnowane miliardy dolarów wydawane na ich produkcję, podkładanie, a następnie rozbrajanie pól minowych – wielokrotnie droższe niż ich tworzenie – i pomoc ofiarom.
rozmawiał Jacek Przybylski
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA