fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Nie chodziło nam wyłącznie o pieniądze

Rzeczpospolita
Andrzej Rusko, prezes spółki Ekstraklasa SA. Oferta złożona przez Orange nie była fair, nie można było spełnić zapisanych w niej warunków. Dlatego kluby ją odrzuciły
Rz: Ekstraklasa już nie jest Orange Ekstraklasą. Dlaczego najważniejsze rozgrywki w Polsce nie mają sponsora strategicznego?
Andrzej Rusko: Dobre pytanie. Oferty, które otrzymaliśmy, nie spełniały naszych oczekiwań i dlatego nie mogły zostać przyjęte. A jakie były państwa oczekiwania?
W ostatnim sezonie zamówiliśmy badania i wiedzieliśmy, jaka jest wartość ekspozycji sponsora w mediach. To między innymi wyznaczyło nam cel finansowy, jaki chcemy osiągnąć w negocjacjach. Ale oprócz pieniędzy ważny był stosunek przyszłego sponsora do nas. Chodziło przecież o firmę, z którą mieliśmy współpracować przez najbliższe trzy lata. Oczekiwaliśmy partnerskiego podejścia od kogoś, kto będzie z nami promował ligę. Prowadzimy rozmowy z kilkoma firmami i mam nadzieję, że od rundy wiosennej ekstraklasa będzie miała sponsora Orange nie spełnił tego warunku? Pracowaliście razem przez trzy lata i chyba bez istotniejszej różnicy zdań. Nowa oferta złożona przez Orange nie była ofertą fair. Z jednej strony pokazywano pieniądze, ale z drugiej – były oczekiwania, których w większości nie mogliśmy spełnić, ponieważ nie zależało to od nas. Dlatego kluby jednogłośnie, powtarzam – jednogłośnie – zadecydowały, że takiej oferty nie można przyjąć. Jakie to były warunki? Finansowo oferta Orange była niewiele wyższa od tej, którą mieliśmy do tej pory. Owszem, zaproponowano nam nieco więcej pieniędzy, ale były też wymagania. Żądano na przykład, żebyśmy z otrzymanych kwot pokryli premie dla trzech najlepszych zespołów, wręczane przez Orange w formie czeków na zakończenie sezonu. Do tej pory były to pieniądze dodatkowo przyznawane przez Orange, poza kontraktem głównym. Mieliśmy też dołożyć pakiet praw reklamowych do Pucharu Ekstraklasy. To tak jakby pan przyszedł do salonu samochodowego, uzgodnił cenę, a potem żądał jeszcze przyczepy i drugiego samochodu dla żony. Dlatego mówię, że to nie było fair. A to tylko początek. W kolejnych sezonach wypłaty uzależnione były od zdarzeń, na które jako Ekstraklasa nie zawsze mamy wpływ. O ile mi wiadomo, firmie Orange chodziło o zwiększenie poczucia bezpieczeństwa na stadionach. Pan uważa, że Ekstraklasie na tym nie zależy? Zgodnie z umową mieliśmy się zobowiązać do zmniejszenia liczby wybryków chuligańskich o dziesięć procent na sezon. Aby wywiązać się z takiego zobowiązania, musielibyśmy mieć odpowiednie narzędzia. Takie jak: dobrą, zapewniającą skuteczne egzekwowanie prawa ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych, nowoczesną infrastrukturę stadionową, systemy informatyczne pozwalające na pełną identyfikację kibiców itp. To wszystko będzie, ale za dwa, trzy lata. Sytuacja klubów jest tym trudniejsza, że wiele stadionów jest właśnie w stadium modernizacji lub buduje się nowe obiekty. Dopiero od roku 2012 będzie można mówić o normalności i dopiero wtedy mielibyśmy realne szanse na utworzenie, na przykład, sektorów rodzinnych, czy moglibyśmy myśleć o zwiększeniu liczby widzów na stadionach. Zresztą akurat pod tym względem mamy się czym chwalić. W ostatnim sezonie frekwencja na meczach ekstraklasy wzrosła o 19 procent. Inny zapis mówił o podniesieniu poziomu sportowego ekstraklasy, mierzonego dziesięcioprocentowym wzrostem liczby punktów zdobywanych przez kluby w europejskich pucharach. Takie wymagania często nie są bezpośrednio zależne od klubu. Z tego, co pan mówi, wynika, że znaleźliśmy się w sytuacji patowej. Bo od kogo sponsor ma wymagać, jeśli nie od Ekstraklasy? To nie jest sytuacja patowa. Każdy, kto zna realia polskiej piłki, powinien stawiać warunki, które są w konkretnym czasie możliwe do spełnienia. Orange się zachował, jakby tego nie rozumiał. Żądał rzeczy niemożliwych. To zrozumiałe, że jeśli sponsor daje pieniądze, to coś za nie chce. I jeśli postanowił dać 45 milionów zamiast 30, czyli o połowę więcej, to chciałby też coś więcej. Jak to o połowę więcej? Do tej pory mieliśmy 32,5 mln, ale dodatkowo były cztery miliony na nagrody dla czołowych klubów. Licząc w ten sposób, to w sumie Orange wydał około 60 mln.... Nie, bo oni, podając taką kwotę, wliczają w to całą komunikację i promocję własnej marki. A przecież pieniędzy, które trafiały bezpośrednio do klubów, było prawie dwa razy mniej. Ale tak wygląda budowanie wspólnej marki. To jest Orange Ekstraklasa. Jesteście partnerami. Oni budują swoją markę, a my często mieliśmy poczucie, że nie byliśmy dla nich partnerami. Ale nie chcę odnosić się do przeszłości, bo szanuję każdego sponsora i niczego złego o żadnym nie powiem. Za pieniądze, które nam przekazywali, otrzymywali doskonałą ekspozycję na stadionach. Owszem, na wprost trybuny głównej znajdowało się logo Orange Ekstraklasy. Ale w innych miejscach na stadionie były tablice i kubiki z napisem Orange. Oni wzmacniali w ten sposób swoją markę. Telewizja pokazując to, promowała Orange. To jest ogromna wartość naszej oferty. Tak dzieje się na całym świecie. Zgodziliście się panowie na takie warunki i do tej pory nie słyszałem narzekań ze strony Ekstraklasy. Tak, ale w obecnej sytuacji kluby mają budżety o wiele wyższe niż rok czy dwa lata temu. Po kilka, kilkanaście milionów złotych lub więcej, a od sponsora mieliby otrzymywać po kilkaset tysięcy. Są to kwoty niewspółmiernie małe w stosunku do rosnącej wartości produktu, jakim jest Ekstraklasa. Jeśli wartość sponsoringu jest na poziomie 3 – 4 proc. budżetu klubu, to nie można nawet mówić o kosztach wytworzenia. Ale powtarzam – nie tylko o pieniądze nam chodzi. Ważny był także sposób, w jaki partner z nami rozmawia. Czy ma pan innego kandydata na sponsora tytularnego ligi? Liga rozpocznie się bez sponsora, ale prowadzimy rozmowy z kilkoma podmiotami i mam nadzieję, że od rundy wiosennej ten sponsor się pojawi. Część powierzchni reklamowych przeznaczonych dla sponsora tytularnego przekazaliśmy już do dyspozycji klubów, które mogą te pola po prostu sprzedać na rundę jesienną. Nie możemy pozbawiać ich takiej możliwości i związanych z tym pieniędzy. Myśli pan, że uda się znaleźć takiego sponsora, który zapłaci więcej niż proponował Orange i nie będzie stawiał takich warunków, jak ta firma? Myślę, że tak. Jaki jest budżet Ekstraklasy? Z każdym rokiem przychody ligi rosną. W stosunku do poprzedniego sezonu zanotowaliśmy wzrost o 120 procent. Dobrze się złożyło, bo akurat mieliśmy okres sprzedaży praw telewizyjnych. Nie wykluczam, że w najbliższym czasie wykonamy jakiś inny skok tygrysa – być może będzie to związane z pozyskaniem sponsora tytularnego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA