fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Musicie wierzyć do końca

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Awans nie zależy już tylko od piłkarzy Leo Beenhakkera. Od nich zależy jednak, czy mistrzostwa zapamiętamy tylko jako wielką porażkę, czy będziemy mówić także o wielkim pechu
W miniony piątek rano miał się odbyć trening reprezentacji Chorwacji. Dzień po zwycięstwie nad Niemcami w Bad Tatzmannsdorf pojawiło się jeszcze więcej dziennikarzy i kibiców niż zwykle. Rzecznik prasowy reprezentacji Davor Gavran przyjechał pod stadion na rowerze i powiedział, że treningu nie będzie, bo wiadomo, co się działo. Chorwaci wiedzieli, reszta nie bardzo.
Po południu Slaven Bilić zwołał konferencję prasową. Spóźnił się godzinę. Kiedy pojawił się w namiocie prasowym, powitały go brawa, zdenerwowani byli tylko dziennikarze z innych krajów. Trener mówił bardzo powoli, twarz miał niewyraźną, przyznał, że dla niektórych ta noc była znacznie krótsza niż zwykle. Chorwaci świętowali długo, bo awans do ćwierćfinału z pierwszego miejsca w grupie mają już zapewniony.
Polacy remisu z Austrią nie świętowali, rzut karny dla gospodarzy turnieju w ostatniej minucie wyprowadził ich z równowagi. Nerwy koili przy bliskich. Artur Boruc poleciał do Warszawy zobaczyć kilkudniowego synka Aleksa, Ebi Smolarek dużo czasu spędzał w położonym 400 metrów od obozu Polaków Quellen Hotel, gdzie zatrzymali się jego narzeczona i ojciec. Mariusz Lewandowski chodził po hotelu za rękę z synem. W Bad Waltersdorf jest też jego żona, która spodziewa się drugiego dziecka.Mecz z Chorwacją może mieć znaczenie, ale nie musi. Michał Żewłakow powiedział, że skoro zdarzył się kiedyś cud nad Wisłą, może teraz zdarzy się nad Dunajem. Cudem byłoby zwycięstwo Austrii nad Niemcami, zwycięstwo Polaków nad Chorwacją – może jeszcze większym. Aby awansować, musimy wygrać jedną bramką więcej niż gospodarze turnieju z drużyną Joachima Löwa.
Od kiedy drugie miejsce w grupie nie zależy już tylko od nas, Leo Beenhakker uznał, że jesteśmy poza turniejem. Podczas eliminacji zawsze uspokajał kibiców: inni też mogą przegrać w Armenii – mówił. Teraz zmienił podejście, pierwszy raz jest polskim pesymistą, a nie mędrcem z Holandii, który uczył, że wierzyć trzeba do ostatniego gwizdka.Beenhakkerowi nie brakuje jednak problemów. Kontuzje to jedno, kiepska forma liderów reprezentacji – drugie, być może ważniejsze. W dzisiejszym spotkaniu nie będzie jednak dawał szansy rezerwowym, deklaruje, że wystawi najsilniejszy skład. A to znaczy – że zmiany i tak będą.
Problemem jest obsada trzech pozycji: lewego obrońcy, lewego pomocnika i napastnika. Na pierwszej z nich w meczu z Niemcami kiepsko spisał się Paweł Golański, w meczu z Austrią nie zadziałał eksperyment z przesunięciem na lewą stronę Michała Żewłakowa, bo Mariusz Jop nie był w stanie zastąpić go na środku. Jop nie zagra teraz na pewno, Beenhakker wybiera między Golańskim i Jakubem Wawrzyniakiem.
Niewykluczone, że mecz na ławce rezerwowych rozpoczną Smolarek i Jacek Krzynówek. Obaj mieli prowadzić reprezentację do zwycięstw, obaj w finałach mistrzostw Europy zatracili walory z eliminacji. To największy zawód selekcjonera, oczywiście poza Maciejem Żurawskim, który w meczu z Niemcami po 20 minutach nie potrafił zrozumieć zmiany w taktyce, mimo że przed meczem narysowano mu na kartce, że na wyraźny znak Beenhakkera ma zacząć wracać do linii pomocy, wtedy gdy Torsten Frings włączał się do akcji rywala.
Jeśli Krzynówek rzeczywiście nie zmieści się w składzie, na treningach ćwiczono wariant z trzecim defensywnym pomocnikiem – Rafałem Murawskim, którego gra pozwalałaby rozwinąć skrzydła piłkarzom ofensywnym – Rogerowi po lewej, Wojciechowi Łobodzińskiemu po prawej i Markowi Saganowskiemu na szpicy. Smolarek, wchodząc po przerwie, mógłby zastąpić napastnika lub któregoś ze skrzydłowych.
Niebezpieczeństwo takiego zestawienia to jednak brak zrozumienia, bo tak Polacy za Beenhakkera nigdy nie grali. Jednocześnie, żeby zachować cień szansy na awans, z Chorwacją trzeba wygrać dwiema bramkami, czyli trzeba przede wszystkim atakować.
Slaven Bilić zapowiada, że w jego drużynie zabraknie piłkarzy, którzy w dwóch pierwszych meczach dostali żółte kartki. To teoretycznie dobra wiadomość, bo Robert Kovac, Josip Simunić, Darijo Srna i Luka Modrić są kluczowymi zawodnikami. – Tyle tylko, że dublerzy będą za wszelką cenę chcieli pokazać, iż należy im się miejsce w podstawowym składzie. – Martwią mnie informacje o rewolucji kadrowej u naszych rywali – mówi Saganowski.
Niewykluczone, że Bilić pozwoli także odpocząć tym najbardziej zmęczonym: Ivicy Oliciowi, Stipe Pletikosie, Vedranowi Corulce, Niko Kovacowi i Niko Kranjcarowi. W Klagenfurcie zobaczymy prawdopodobnie przegląd chorwackich rezerw.
Polacy, po konsultacjach z UEFA, dostali zgodę na odwołanie wczorajszego treningu w Klagenfurcie. Beenhakker na stadionie może trenować z piłkarzami tylko godzinę, a że potrzebował więcej czasu, zorganizował zajęcia jeszcze w Bad Waltersdorf, przed wyjazdem. – Po remisie z Austrią byliśmy w fatalnym nastroju, teraz skupiamy się już na Chorwatach. My jeszcze wierzymy, że się uda, futbol jest nieprzewidywalny. To dla nas spotkanie wielkiej wagi – mówił Roger.
Wszyscy doceniają klasę rywala. – To nie przypadek, że Chorwaci już po dwóch kolejkach zapewnili sobie awans do ćwierćfinału, zwycięstwo 2:1 nad Niemcami to dla drużyny Löwa najmniejszy wymiar kary. U nas nie ma mowy o opuszczaniu głowy i oszczędzaniu sił. W meczu Austrii z Niemcami wszystko jest możliwe – opowiadał Saganowski.
Sytuacja Polaków jest jednak beznadziejna. Niektórzy wierzą w sukces, bo ktoś musi wierzyć. Z Niemcami zagrali nieźle, przegrali wyraźnie. W spotkaniu z Austrią ich słabszą grę przesłonił kontrowersyjny rzut karny. Zwycięstwo z Chorwacją wszystkich kibiców wprawi w lepsze humory, nawet jeśli nie będzie wiązało się z awansem do fazy pucharowej.
Chociaż prezes PZPN Michał Listkiewicz zapewnił, że pozycja Beenhakkera jest niezagrożona, trenerowi lepiej pracowałoby się podczas eliminacji mistrzostw świata ze świadomością, że wywalczył cztery punkty na Euro. Jeśli zakończymy swój udział tylko z jednym punktem, drużyna, która rozbudziła największe nadzieje, zawiedzie najbardziej.
Porozmawiamy spokojnie o przyszłości
Leo Beenhakker trener reprezentacji Polski
Nigdy jeszcze nie wygrałem meczu na wielkim turnieju, jednak nie podchodzę do tego osobiście, chciałbym, żeby wygrali moi piłkarze, i na tym się koncentruję. Mistrzostwa Europy to nie jest miejsce na dawanie szans. Sprawdzać piłkarzy mogę w meczach towarzyskich, a w spotkaniach o punkty wystawiam najlepszą jedenastkę. O Chorwatach już nie myślę, nie interesuje mnie, czy zagra u nich pięciu czy sześciu nowych zawodników, musimy być przygotowani na każdy wariant i nie możemy się przestraszyć.Na równolegle rozgrywane spotkanie w Wiedniu nie mam żadnego wpływu, dlatego powiedziałem, że jesteśmy poza turniejem. Nie liczę na silną Austrię ani słabe Niemcy, liczę na swoich zawodników, a jakie skutki będzie miało nasze ewentualne zwycięstwo, okaże się w poniedziałek późnym wieczorem.
Mam podpisany kontrakt z PZPN i moją pierwszą opcją jest jego wypełnienie i prowadzenie reprezentacji Polski w kwalifikacjach mistrzostw świata. Po Euro usiądziemy jednak spokojnie, przeanalizujemy grę reprezentacji i porozmawiamy o przyszłości.
koło
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA