fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Spotkanie będzie krótkie – Merkel spieszy się na mecz

Władysław Bartoszewski
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Wizyta niemieckiej kanclerz w Gdańsku, to zwykłe robocze rozmowy - uważa Władysław Bartoszewski, pełnomocnik premiera ds. międzynarodowych
[b]Czy wizyta niemieckiej kanclerz w Gdańsku, mieście kojarzącym się wielu Polakom z wybuchem II wojny światowej, ma wymiar symboliczny?[/b]
[b]Władysław Bartoszewski:[/b] Gdańsk to rodzinne miasto premiera. Takie zaproszenia stały się modne, ale poza tym nie chodzi o żaden symbol. Będą to zwykłe robocze rozmowy, które mają pomóc w normalizacji stosunków polsko-niemieckich. Bez żadnych popisów, protokołów, defilad. Spotkanie będzie bardzo krótkie, bo pani kanclerz prosto z Gdańska leci do Wiednia oglądać mecz Niemcy– Austria.
[b]Czy premier przedstawi Angeli Merkel plany muzeum II wojny światowej, które ma powstać w Gdańsku?[/b]
Konkretnego projektu jeszcze nie, bo wciąż trwają nad nim prace, przedstawimy raczej plany logistyczne. Chcielibyśmy, aby kamień węgielny pod budowę muzeum, pokazującegow całości historię II wojny światowej, został wmurowany 1 września 2009 roku.
[b]Czy historia wojny „w całości“ obejmie także informacje o wypędzeniach?[/b]
Powinno się przypomnieć o wypędzeniach Polaków z Pomorza na początku wojny do obozów w Sztutowie i Dachau, a potem Żydów do gett i do nazistowskich obozów śmierci. Wypędzano też mieszkańców po powstaniu warszawskim. Z jedną sztuką bagażu musieli wynieść się z miasta, które potem zrównano z ziemią. Trzeba przypomnieć, kto odpowiadał za te wypędzenia, i że przyczyną powojennych wysiedleń Niemców był pakt Ribbentrop – Mołotow, a potem umowa między wielkimi mocarstwami. Wynikiem tej umowy było wysyłanie pociągami Niemców z terenów znajdujących się pod kontrolą Rosjan pod opiekę Amerykanów czy Anglików. To jest pokazanie wypędzeń w szerszym kontekście.
[b]Jaka jest szansa, że w ten sposób historię pokaże „Widoczny znak”, projekt niemieckiego rządu, który ma upamiętnić wypędzenia?[/b]
Na razie projektu nie widziałem, więc się nie wypowiadam. Niepokoi mnie jednak to, że we władzach placówki miałaby zasiadać szefowa Związku Wypędzonych Erika Steinbach. Na razie się na to nie odważono, ale to wisi w powietrzu. Mamy ustalenia z niemieckim rządem, że placówka nie będzie zacierała przyczyn i skutków wojny, ale obecność pani Steinbach byłaby symbolem takiego zacierania. My wycofaliśmy z różnych gremiów ludzi, którzy uchodzili za szkodliwych, dla polepszania wzajemnych relacji. Teraz czekamy na taki gest ze strony Niemiec. Nasz pogląd całkowicie podzielają władze Czech. Obiecały, że nie uczynią wobec Niemiec żadnego ustępstwa w sprawach historycznych bez porozumienia z nami.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA