fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Mamy jedno wyzwanie: przetrwać pandemię i odbudować gospodarkę

Fotorzepa, Piotr Guzik
Nam, przedsiębiorcom, a przynajmniej zdecydowanej większości z nas, nie chodzi o to, by w obecnej sytuacji coś od państwa ugrać – mówi Rafał Sonik, jeden z najbardziej doświadczonych liderów polskiego biznesu.

Prace nad tarczą antykryzysową wciąż trwają, ale znamy już jej główne założenia. Czy jako przedsiębiorca czuje się pan chroniony przed skutkami kryzysu?

Mogłem się tak czuć słuchając pierwszych zapowiedzi różnych działań, które były dużo odważniejsze i bardziej zdecydowane niż te ostatnie. Wprawdzie łączna kwota pomocy została zwiększona, ale o ile ona rosła, to poziom odwagi w rządowych komunikatach wręcz przeciwnie. Podczas, gdy postulaty organizacji przedsiębiorców i związków branżowych są coraz bardziej konkretne, precyzyjne, bo wynikają z kolejnych etapów diagnozy sytuacji, to w deklaracjach rządu tej precyzji brakuje. Jednak również komunikaty z innych krajów pokazują, że politycy mają z tym ogromny problem. Obecnie najbardziej konkretne i rozsądne wydają się propozycje rozwiązań w Niemczech.

Czytaj także: Niemcy szykują się na kryzys wszech czasów 

Politycy pewnie wiedzą, że przy tak dynamicznie zmieniającej się sytuacji obecne pakiety pomocowe i tak trzeba będzie zmieniać i zwiększać..

Warto byłoby zastanowić się, jak wyglądałaby sytuacja, gdyby państwo było firmą. Jestem pewien, że wtedy jej menedżer chętnie skorzystałby z gotowych pomysłów i rekomendacji rozwiązań. Najbardziej rozsądnym rozwiązaniem wydaje się więc teraz to, by rząd skorzystał z rad Polskiej Rady Biznesu, Business Centre Club Retail Institute czy inne organizacje. To one są źródłem realnej wiedzy o tym, co się dzieje w gospodarce. Można oczywiście przyjąć, że wszyscy chcą państwo oszukać i działać zgodnie z syndromem oblężonej twierdzy, w której trzeba się okopać słuchając wyłącznie własnych, rządowych doradców i traktując przedsiębiorców jako tych, którzy potencjalnie chcą państwo naciągnąć. Ale ten model nie przyniesie naszej gospodarce nic dobrego. Dodatkowo byłby też niezgodny z prawdziwymi intencjami przedsiębiorców.

Ma pan wrażenie, że rząd pomimo deklarowanych chęci wsparcia firm traktuje teraz przedsiębiorców jako naciągaczy?

Niestety, nie tylko ja mam takie wrażenie. Konsultowałem to z kolegami–przedsiębiorcami m.in. z Krakowskiego Biznes Klubu i większość z nich podziela opinię, że państwo traktuje nas jako tych, którzy próbują je na coś naciągnąć. A to z gruntu błędne założenie. Przedsiębiorcom, a przynajmniej zdecydowanej większości z nas, nie chodzi o to by coś od państwa „ugrać". Nam chodzi o przyszłość firm, które - niezależnie od ich skali – budowaliśmy przez dziesięciolecia, ponosząc gigantyczne wyrzeczenia. Nie tylko zresztą my sami, ale i nasze rodziny oraz niemal wszyscy zatrudnieni. Pracowaliśmy przysłowiowe świątki i piątki. Wszystko po to, by zbudować pozycję firmy na rynku, dobrą strukturę, by zatrudniać jak najlepszych ludzi, szkolić ich i edukować. Jako przedsiębiorcy mamy jeden cel –wybrnąć z tego kryzysu i utrzymać nasze firmy.

A ludzie? Już w połowie zeszłego tygodnia niektóre firmy mówiły o zwolnieniach pracowników, cięciach płac.

Żadna firma nie przetrwa dzięki oszczędności na ludziach. Przecież ostatnie lata, które były rynkiem pracownika, uświadomiły przedsiębiorcom, że nie wygramy kosztem ludzi; że musimy tworzyć struktury uwzględniające interesy naszych pracowników. W przeciwnym razie nie mogliśmy ich zdobyć, utrzymać ani zmotywować. Większość firm włożyła gigantyczny wysiłek w to, by znaleźć i przeszkolić dobrych ludzi. To dlatego polskie firmy tak dobrze poradziły sobie w bardzo konkurencyjnych branżach, w tym na przykład w IT, w produkcji okien czy też w produkcji mebli, gdzie rywalizujemy z konkurentami z Francji czy z Niemiec, którzy mają ponad stuletnią tradycję.

Wielu przedsiębiorców, pan również, przeżyło już niejeden kryzys gospodarczy. Czy obawia się pan, że ten związany z pandemią koronawirusa będzie dużo gorszy?

Moim zdaniem, wszystko mówi orędzie kanclerz Angeli Merkel, która stwierdziła, że jest to największy kryzys od czasów II wojny światowej. Nie ma żądnej wątpliwości - to jest gigantyczny kryzys. Kiedy ostatnio państwo musiało zamykać biznesy? Przecież nawet w czasie wojny część gospodarki funkcjonowała. Jesteśmy w sytuacji, gdy wszelkie spory polityczne nie powinny być istotne. Wobec tak głębokiego kryzysu, groźby tak głębokiej zapaści, jakie ma znaczenie, czy rządzi taka czy inna partia? Niezależnie od poglądów wszyscy mamy to samo wyzwanie - przetrwać pandemię i odbudować gospodarkę. Problem w tym, że jedyną metodą, by przetrwać - do czasu wynalezienia szczepionki na koronawirusa, co może potrwać wiele miesięcy - jest izolacja. A izolacja oznacza ustanie niemal całego obrotu gospodarczego. Wyjątkiem jest przemysł spożywczy, opieka medyczna, telekomunikacja i dostawcy mediów. Ale na tym koniec. Oznacza to, że ustanie dotychczasowy model konsumpcji i rozwoju gospodarki, bazujący na rosnącej podaży i rosnącym popycie.

Co to oznacza dla przedsiębiorców, którzy przecież rozwijali swoje biznesy w tym modelu; pan też ma galerie handlowe, restauracje..

Jestem również udziałowcem w firmie farmaceutycznej i w trzech firmach internetowych, w tym w spółce działającej na YouTube, której twórcy mocno wspierali na starcie kampanię #zostanwdomu.

Czyli sprawdza się dywersyfikacja. Nie każdy jednak ma taką możliwość niedawno pisaliśmy, że niektóre centra handlowe zmuszają swoich najemców do otwierania sklepów. Jak jest w pańskich galeriach?

Zmuszanie kogokolwiek do prowadzenia biznesu, jeśli on uważa to za niebezpieczne, jest wbrew najważniejszej teraz potrzebie, jaką jest izolacja. Musimy wyhamować kontakty i dbać o zdrowie. W tym o zdrowie psychiczne, bo za chwilę może eksplodować problem chorób i zaburzeń psychicznych wynikających z izolacji i radykalnej zmiany przyzwyczajeń życiowych.

Ta zmiana przyzwyczajeń dotyczy też przedsiębiorców, którzy muszą przestawić się na zdalne prowadzenie biznesu. Pan ma w tym spore doświadczenie - co by pan poradził innym?

Uważam, że to przestawienie nie jest specjalnie trudne i większość z nas świetnie sobie z tym poradzi. Polacy mają niesamowitą zdolność adaptacji, szybkiego uczenia się pod wpływem potrzeby - szczególnie jeśli ta potrzeba wynika z zagrożenia. Dzisiaj jedną z pierwszych rzeczy, których trzeba się nauczyć, jest zdalna i skuteczna komunikacja ze światem oraz zdalne zarządzanie procesami. I nasze firmy szybko się tego uczą. Rozmawiałem niedawno z wiceprezesem jednego z polskich banków, który w ciągu tygodnia zorganizował zdalną pracę dla pięciu tysięcy ludzi z kierownictwa banku. Przed tygodniem po raz pierwszy w historii zorganizowaliśmy przez internet wideokonferencję Krakowskiego Biznes Klubu i świetnie się udało, choć jego członkowie to ludzie w słusznym wieku. Jednak błyskawicznie, ucząc się od siebie nawzajem, odnaleźli się w nowych warunkach. Problem w tym, że samo przejście na zdalne prowadzenie biznesu nie da nam przychodu. Co z tego, że na zdalną komunikację przestawią się teraz producenci okien czy bram, skoro ludzie nie kupią ich produktów? Obrót zamarł, a za chwilę całkiem ustanie. Musimy się też liczyć z wstrzymaniem budownictwa mieszkaniowego. W jego rozwoju najważniejsza jest wiarygodność kredytowa indywidualnego kredytobiorcy, a więc perspektywa przychodów, która dla większości obywateli staje się wielką niewiadomą. W rezultacie także firmy budowlane prawdopodobnie znajdą się w tragicznej sytuacji. Czeka nas cały łańcuszek fatalnych dla gospodarki zjawisk i że nasz wolumen siły nabywczej może spaść kilkukrotnie, a może nawet kilkunastokrotnie.

Słyszymy jednak, że przestrzegając izolacji, mamy szansę pokonać epidemię, a wtedy za kilka miesięcy, może latem albo wczesną jesienią fabryki i handel ruszą..

Obawiam się jednak, że gdyby nawet za kilka miesięcy nastąpił restart produkcji i handlu detalicznego, to i tak wychodzenie z zapaści będzie wielokrotnie dłuższe niż po kryzysie finansowym. Natomiast koszty tego restartu będą kolosalne – przypuszczam, że ludzie będą zarabiać mniej więcej połowę tego, co wcześniej, a wiele osób znajdzie się na granicy przetrwania.

Takiej sytuacji nasz budżet państwa nie wytrzyma...

Może to wątpliwe pocieszenie, ale nie tylko polski, ale i żaden inny budżet tego nie wytrzyma. Niezbędny więc będzie dodruk pieniądza. Na świecie może dojść do wyścigu drukowania pieniądza, bo wszystkim państwom będzie zależało na dewaluacji swojej waluty, by utrzymać jakąkolwiek opłacalność eksportu i turystyki.

Co poradziłby pan więc teraz przedsiębiorcom, zwłaszcza tym, dla których jest to pierwszy kryzys w życiu?

Z większością ogólnych rad biznesowych jest jak z horoskopami w gazetach - są mało przydatne w konkretnej sytuacji. Sądzę jednak, że dzisiaj jedną z niewielu praktycznych rad jest ta dotycząca międzypokoleniowej wymiany doświadczeń. Jeszcze kilka tygodni temu starsi przedsiębiorcy nie byli dla swoich młodszych kolegów, żyjących w wirtualnym ekosystemie biznesowym, żadnym autorytetem. Teraz ich doświadczenia z poprzednich kryzysów stają się bezcenne. Radziłbym więc wszystkim, by wymieniali doświadczenia, błyskawicznie uczyli się i selekcjonowali wiedzę, którą dostają. Z moimi kolegami z firm z e-marketingu czy e-learningu, prawie codziennie robimy telekonferencje, podczas których konfrontujemy swoje poglądy. Ja staram się zapewnić im wiedzę, która do niedawna była dla nich zupełnie abstrakcyjna, bo i wyrośli i weszli w biznes w zupełnie innych czasach

Młodzi mogą stwierdzić, że ich e-biznesy przecież bez problemów mogą teraz działać.

Mogą, o ile ich klienci będą mieli czym płacić, a w znakomitej większość tymi klientami są firmy ze świata realnej gospodarki. Co z tego, że specjaliści od e-marketingu bardzo efektywnie pracują z domu, skoro kampanie zlecają im przecież producenci kosmetyków, sukienek czy okien. Kluczowe jest więc pytanie, jak bardzo kryzys uderzy w realne firmy.

Kreśli pan wizję gospodarczej apokalipsy - czy dostrzega pan jakieś światełka w tunelu?

Tym światełkiem może być to, że wyleczenie świata z pandemii samo w sobie będzie ogromnym biznesem i lekcją na przyszłość. Nauczy nas, jak ważna jest profilaktyka, zwłaszcza ta rozumiana systemowo. Jestem przekonany, że dzięki setkom tysięcy naukowców pracującym na całym świecie nad lekarstwem, szczepionką na koronarwirusa, znajdzie się sposób, by pokonać pandemię. Wierzę też w nasz instynkt samozachowawczy, który oznacza nie tylko fizyczne przetrwanie, ale też chęć powrotu do dobrego życia. Już wcześniej degradacja środowiska i zmiany klimatyczne, a teraz również epidemia, pokazują, że musimy ograniczyć tempo wzrostu konsumpcji. Co prawda w perspektywie kilku lat trzeba jak najszybciej odbudować gospodarkę, ale w dłuższej perspektywie musimy zastanowić się nad modelem rozwoju. Bo jeśli zużyjemy Ziemię, to i tak umrzemy.

CV

Rafał Sonik to przedsiębiorca, sportowiec i filantrop. W 1989 r. założył firmę Gemini Holding, która ma centra handlowe Gemini Park w Bielsku-Białej, Tarnowie i Tychach. Jedyny polski kierowca, który wygrał Rajd Dakar, oraz dziewięciokrotny zdobywca Pucharu Świata. Od ponad 25 lat współpracuje ze Stowarzyszeniem Siemacha. Współzałożyciel i prezes stowarzyszenia Czysta Polska, które od ośmiu lat organizuje projekt sprzątania tatrzańskich szlaków – Czyste Tatry.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA