Sylwetki

Klan robi turystykę

Ojciec i syn: Tomasz i Andrzej Dowgiałłowie na trybunach w Starych Jabłonkach
Rzeczpospolita, Jak Jakub Dobrzyński
W Starych Jabłonkach rusza Puchar Świata w siatkówce plażowej. Gdy pięć lat temu Andrzej Dowgiałło sprowadził imprezę nad mazurskie jezioro, wielu pukało się w głowę. Dziś przyjeżdża na nią sto tysięcy ludzi
Tomasz Dowgiałło kończy oprowadzać komisję FIVB (Międzynarodowej Federacji Siatkówki) po gotowych obiektach. Przed ruszającym w poniedziałek turniejem trzeba było wybudować trzy nowe boiska, bo po raz pierwszy w Starych Jabłonkach rywalizować będą także kobiety.
Piasek na boiska zwiozło 120 wywrotek, po 21 ton każda. Turnieje odbędą się na ośmiu „plażach” z widokiem na jezioro i w otoczeniu sosnowych lasów. Wokół głównej areny stanęły trybuny na 4300 miejsc. Przy bocznych – na pół tysiąca. – Trzeba też było powiększyć trybunę dla VIP-ów, bo na starej już się nie mieścili – śmieje się 28-letni junior klanu Dowgiałłów. W marcu został dyrektorem generalnym hotelu Anders, zastępując matkę – Wandę Dowgiałło, a także szefem polskiej edycji Pucharu Świata (za ojca Andrzeja). Dwie siostry Magdalena i Katarzyna kończą studia ekonomiczne i przyszłość wiążą z hotelarstwem. Malutkie Stare Jabłonki konkurują o miano najlepszego organizatora Pucharu z takimi sławami jak brazylijska Copacabana w Rio de Janeiro, areny w Berlinie, Paryżu, Szanghaju, na Majorce czy w austriackim Klagenfurcie. Hotel w Starych Jabłonkach to najstarsza gwiazdka w turystycznym imperium Dowgiałłów. Kiedyś był zapuszczoną willą pruskiego przemysłowca z branży drzewnej nazwiskiem Anders, która socjalizm przetrwała jako ośrodek FWP. Dziś ma 400 miejsc, mieści centrum spa i konferencyjne, może się także pochwalić terenami sportowymi tuż nad jeziorem Szeląg. Na turniej zjedzie 200 par siatkarzy i siatkarek oraz 200 osób towarzyszących. Pula nagród wynosi 200 tys. dolarów, więc przybędą najlepsi z całego świata. Przez tydzień na noclegach dla 600 osób zarobią nie tylko pensjonaty w Jabłonkach, ale i hotele w Ostródzie i Olsztynie. Za ich zakwaterowanie zapłacą organizatorzy, czyli Dowgiałłowie i sponsorzy. Tomasz Dowgiałło przyznaje, że po raz pierwszy, od kiedy organizują zawody, wyjdą na zero. Budżet imprezy to 1,5 mln zł. Kamila Kirwiel od urodzenia mieszka w kolonii Żurajny w Starych Jabłonkach. Biały dom kryty dachówką, ceglane stajnie i stary sad przytulone do jeziora Szeląg Wielki tworzą gospodarstwo agroturystyczne W Siodle. Z koloni do hotelu Anders są jakieś dwa kilometry.– Nasza wieś zawsze była turystyczna. Moja mama prowadziła wczasy pod gruszą. Jeden sklep wtedy we wsi był, a i z tego się cieszyliśmy – opowiada. Dzisiaj w Starych Jabłonkach droga z nowym asfaltem, chodniki z kostki i ścieżka rowerowa. Kilka sklepów otwartych od rana do wieczora, bary, restauracje, kwatery prywatne, trzy pola biwakowe, pensjonaty w kwiatach.Marek Brzezin, wójt gminy Ostróda, na terenie której leżą Stare Jabłonki: – Przed laty, gdy pan Dowgiałło zaczynał budowę hotelu, gmina poręczyła mu kredyt, co do dziś chyba pozostaje krajowym ewenementem. Potem sprzedaliśmy tu grunt pod i obok hotelu, i to także procentuje. Anders to dziś grupa kapitałowa. Inwestor o znaczeniu krajowym, który skutecznie przyciąga do nas świat. Dla nas to olbrzymia promocja i duże podatki do gminnej kasy, wokół wyrosły rodzinne biznesy – wylicza wójt. Dlatego samorząd wspiera siatkówkę plażową. W tym roku gmina dała na organizację Pucharu 30 tys. zł, zapewnia ochronę imprezy i dba o czystość. Jeszcze więcej wyłożyły władze Ostródy – 80 tys. zł.– Ta impreza to dla miasta element budowania marki. Od początku wiedziałem, że to, co robi Dowgiałło, ma sens. On jest bardzo kreatywny i dobrze się nam współpracuje. Świetny organizator. Myśli i planuje globalnie, wychodzi poza region, przełamuje prowincjonalne myślenie – mówi Olgierd Dąbrowski, wiceburmistrz Ostródy. W ciągu 20 lat pracy w turystycznym biznesie Andrzej Dowgiałło zainwestował w swoje pomysły około 100 mln zł. Powstała z tego grupa Anders zatrudniająca ponad 400 osób w sześciu przedsiębiorstwach: hotelu Anders, Osadzie Warmińskiej w Guzowym Piecu, Karczmie Warmińskiej w Gietrzwałdzie, krzyżackim zamku w Rynie, biurze podróży Traveland w Olsztynie i Centrum Rehabilitacji Medycznej w dawnym hotelu Miłomłyn. Każde miejsce to oferta dla innej klienteli. – Zawsze szukam pomysłu. Staram się wyobrazić sobie, co będzie za kilka lat, jak można przyciągnąć do danego obiektu klientów – opowiada Andrzej Dowgiałło. Początki jego biznesowej kariery sięgają czasów studenckich (pedagogika), gdy działał w biurze podróży Juventur. – Zobaczyłem, jak robi się turystykę na świecie, i zachciało mi się przenieść te wzory do Polski – wyjawia. Zanim w 1989 r. otworzył biuro podróży Traveland, trzy lata pracował na polskich budowach w Baszkirii jako szef zaopatrzenia i kulturalno-oświatowy. Nazywa to prawdziwą szkolą biznesu. Zarobione tam dolary zainwestował w biuro. – Wykorzystałem swoje rosyjskie kontakty. Do Soczi wysyłaliśmy jednorazowo po tysiąc ludzi. Zarabiało się szybko i dużo, ale partnerzy rosyjscy często zawodzili. A to nie było hotelu, a to samolot nie przyleciał. Zrezygnowałem z tego. Wiedziałem, że polskie biura podróży szybko opanują zagraniczne koncerny. Dlatego postawiłem na zbudowanie własnej bazy hotelarsko-restauracyjnej. Dziś to jest nasz największy atut – opowiada. Budując hotel Anders, dobrze wyczuł nadciągającą koniunkturę na niemieckie wycieczki sentymentalne. Jak mówi, po dwóch latach od startu hotelu zwróciło się 90 proc. zainwestowanych weń pieniędzy. Kolejna inwestycja była dla innej klienteli. W maleńkiej, otoczonej lasami osadzie Guzowy Piec Dowgiałło kupił od gminy Gietrzwałd starą ceglaną szkołę i kilka hektarów piachów. Zbudował Osadę Warmińską – 17 stylizowanych na warmińskie chaty domków wkomponowanych w otoczenie. Całość kosztowała ok. 15 mln zł. Podczas wyjazdu do Hiszpanii Dowgiałło odkrył kolejną prawidłowość nowoczesnego turystycznego biznesu: kompleksowe oferty. – Chodzi o to, by klient nie tylko dostał ciekawe miejsce do wypoczynku, ale także poznał lokalne atrakcje: kuchnię, folklor, historię. Inwestując w Karczmę Warmińską w Gietrzwałdzie, postawiłem na regionalne widowisko. Karczma nie tylko karmi warmińskimi dzynczałkami i pajami, ale też organizuje imprezy folklorystyczne. Rocznie odwiedza ją 40 tysięcy gości – opowiada.Karczma działa w centrum najsłynniejszej warmińskiej wioski, która zasłynęła w XIX w. z objawień maryjnych i walki mieszkańców o zachowanie polskości. Dziś jest tu sanktuarium maryjne, ciągną pielgrzymki, jest zabytkowa polska księgarnia i działa dobry amatorski Teatr bez Nazwy. Dowgiałłę ściągnął do wsi ówczesny wójt Wojciech Samulowski. Biznesmen mówi o nim „świetny gospodarz”, choć potem obu panów skonfliktowały głośna muzyka i nocne imprezy w Karczmie. Wójt mieszkający blisko domagał się nocnego spokoju i w końcu swojego dopiął. Senator PO Stanisław Gorczyca zauważa, że Andrzej Dowgiałło zawsze unikał angażowania się w politykę. Nie startował w wyborach parlamentarnych ani samorządowych, trzyma się z boku politycznych wydarzeń. – Polityka z biznesem to złe połączenie. Dlatego wolę działać w klubie biznesu czy Polskiej Izbie Turystyki (szef komisji hotelarskiej i infrastruktury – przyp. I. T.) – wyjaśnia Dowgiałło, przyznając, że były próby pozyskania go dla polityki i propozycje, by finansował kampanie wyborcze. Odmawiał. – Dowgiałło to pracoholik. Konsekwentny, przewidujący i odważny w swoich decyzjach – dodaje Gorczyca. To on przekonał biznesmena, by kupił upadły hotel Miłomłyn. Dowgiałło długo się zastanawiał, co tam zrobić. Zainwestował w nowoczesne centrum rehabilitacyjne. Teraz władze Miłomłyna starają się o status uzdrowiska. Tej odwagi najbardziej obawia się żona Wanda, która przez ponad dziesięć lat kierowała hotelem Anders. – W tej branży cały czas trzeba być aktywnym, mieć nowe pomysły. Ja się niektórych pomysłów męża boję. Najbardziej przestraszyłam się, gdy powiedział, że chce kupić i wyremontować zamek w Rynie – dodaje Wanda Dowgiałło. Od lat Ryn był najbardziej zaniedbanym miastem na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Podczas gdy niedalekie Mikołajki wykonały skok cywilizacyjny, Ryn tkwił w marazmie, a największy na Mazurach krzyżacki zamek użytkowany przez magistrat popadał w ruinę. – Ryn to rodzinne miasto męża. Zamek od dawna był jego marzeniem i obawiałam się, że to marzenie przesłoni rachunek ekonomiczny, bo inwestycja była ogromna. Myliłam się. Zamek ruszył w sierpniu 2006 r. i ciągnie za sobą całą grupę – przyznaje Wanda Dowgiałło.Przygotowania do remontu zajęły cztery lata. Najtrudniej było o kredyt. Zdecydował się Bank Gospodarstwa Krajowego i Europejski Bank Inwestycyjny. Dowgiałło wybudował m.in. nowy magistrat dla ryńskich urzędników. Sam remont i prace konserwatorskie zajęły 14 miesięcy. Koszt – ok. 40 mln zł. Dowgiałło żałuje, że współpraca z nowymi władzami miasta nie układa się najlepiej. – W lipcu, po bitwie pod Grunwaldem, rycerstwo Europy ściągnie do Rynu na I Festiwal Kultury Średniowiecza Masuria 2008. Za kilka lat chcemy być lepsi od Edynburga. Namawiałem burmistrza, by połączyć to z Dniami Rynu, ale się nie zgodził. – Zamek robi swoje imprezy, a my swoje. Dzięki temu mamy bogatszą ofertę – argumentuje burmistrz Jan Karpiński. Na początku czerwca Dowgiałło podpisze akt notarialny kupna kolejnego dużego zabytku na Warmii. – Po Rynie myślałem, by dać już spokój. Ale nie mogę.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL