fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Dyplomata dyktatora czeka na wyrok

Tarik Aziz nie czuje się odpowiedzialny za żadne zbrodnie reżimu. Twierdzi, że pracował „tylko na polu politycznym”
Fotorzepa
Po egzekucji Saddama Husajna jego były minister spraw zagranicznych Tarik Aziz rozpłakał się w swojej celi. W zakończonym tygodniu sam stanął przed sądem.
Wraz z kilkoma innymi ludźmi reżimu Aziza oskarżono o współudział w doprowadzeniu do egzekucji 42 kupców, którzy w 1992 roku, w dobie ONZ-owskich sankcji przeciw Bagdadowi, sprzedawali żywność po spekulacyjnych cenach. Były minister nie czuje się za to odpowiedzialny, podobnie jak za inne zbrodnie reżimu, w tym masakry Kurdów i szyitów. Zaklina się, że pracował „tylko na polu politycznym”.
– To zasadnicza kwestia w jego procesie. Trzeba rozstrzygnąć, czy rzeczywiście było tak, jak mówi Aziz, czy też Saddam wciągnął go w podejmowanie decyzji prowadzących do zabijania ich współobywateli – mówi „Rz” Joseph Logan, ekspert organizacji praw człowieka Human Rights Watch, śledzący w Bagdadzie proces Aziza. – Rozumiem pokusę, by w sprawie ludzi Saddama ferować od razu wyroki, ale ja na razie powstrzymuję się od osądzania, jak było – dodaje.
72-letni obecnie Aziz był przez wiele lat twarzą reżimu Saddama Husajna. Mówiący biegle po angielsku, chętnie pozujący do zdjęć w przyciemnionych, markowych okularach i z kubańskim cygarem w ustach, symbolizował nowoczesność i zachodni sznyt irackich władz. Z początku nic nie zapowiadało, że zajdzie tak wysoko. Urodził się w skromnej rodzinie chaldejskich katolików, jego ojciec był kelnerem. Z Saddamem zetknął się po raz pierwszy w latach 50., gdy obaj byli młodymi działaczami nielegalnej wówczas partii BAAS.
Podczas gdy Saddam skupił się na bezpardonowej walce o władzę, „intelektualista” Aziz studiował literaturę angielską na bagdadzkim uniwersytecie. Po studiach został dziennikarzem – redagował główny organ BAAS-istów. Praca w propagandowym medium okazała się trampoliną do kariery ministerialnej: w 1970 roku mianowano go ministrem informacji. Współpracownicy z dawnych lat wspominają Tarika Aziza jako spokojnego, uprzejmego i jednocześnie bardzo przebiegłego. Piął się po szczeblach kariery i po siedmiu latach wszedł w skład Rady Dowództwa Rewolucyjnego – biura politycznego partii BAAS.
Jako chaldejski katolik stał jednak nieco na uboczu, nie wchodząc do „grupy trzymającej władzę”, składającej się wyłącznie z członków sunnickiego klanu Tikriti. Prawdopodobnie dzięki temu udało mu się wyjść cało z saddamowskich czystek wewnątrzpartyjnych. Przeżył też próbę zamachu dokonanego przez proirańskich bojowników w 1980 roku.
To właśnie podczas krwawego konfliktu iracko-irańskiego w latach 80. Aziz rozwinął skrzydła jako rasowy dyplomata. Ponieważ Saddam obawiał się zamachu i niechętnie jeździł za granicę, Aziz w jego zastępstwie brylował na zagranicznych salonach. Udało mu się jednocześnie zapewnić Irakowi silne wsparcie ekonomiczne ze strony ZSRR, jak i pomoc wojskową USA. W 1984 roku Ronald Reagan przyjął go w Białym Domu, po czym Waszyngton ponownie nawiązał z Bagdadem stosunki dyplomatyczne, zerwane w czasie wojny arabsko-izraelskiej w 1967 r. To był duży sukces. Choć oficjalnie administracja Reagana potępiała używanie przez armię iracką gazu musztardowego i sarinu, Waszyngton zaczął potajemnie dostarczać Bagdadowi informacje na temat ruchów wojsk irańskich, a prywatne firmy amerykańskie, za cichą zgodą rządu, wysyłały Saddamowi komponenty do produkcji broni chemicznej. Aziz umocnił swą pozycję w reżimie, ale na świecie nie był jeszcze szeroko rozpoznawany.
Medialną osobowością stał się dopiero podczas irackiej inwazji na Kuwejt w 1990 roku. Śledzony przez ekipy telewizyjne z całego świata, jeździł od stolicy do stolicy, zabiegając o poparcie dla Bagdadu w obliczu wojny z USA. Podobną aktywnością wykazał się w przededniu kolejnego konfliktu z Waszyngtonem w 2003 roku.
Trafił wtedy m.in. do papieża Jana Pawła II, zdecydowanego przeciwnika wojny. Wysiłki te nic jednak nie dały i wkrótce, w zajmowanym przez Amerykanów Iraku, minister stał się numerem 43. na liście najbardziej poszukiwanych ludzi reżimu.24 kwietnia 2003, zaraz po upadku Bagdadu, oddał się w ręce Amerykanów. W zamian za dobrowolne poddanie się przewieziono jego rodzinę do bezpiecznego schronienia w Jordanii.
Zamknięty w pojedynczej celi bazy Camp Cropper coraz bardziej podupadał na zdrowiu. Według jego syna Ziada, cierpi na poważną chorobę płuc. Amerykanie dobrze go traktują: ogląda arabskojęzyczną telewizję, dostaje od rodziny paczki, może rozmawiać 30 minut miesięcznie przez telefon. Nie żałuje 35-letniej służby dla Husajna, którego nazywa swoim „przyjacielem”. – Gdy zabili Saddama, ojciec się popłakał – powiedział Ziad Aziz w wywiadzie dla „The Times”. Przeciągający się areszt wywołał krytyczne głosy obrońców praw człowieka.
– Podejrzanego powinno się albo zaraz oskarżyć, albo wypuścić. Niestety w Iraku są z tym problemy – mówi Joseph Logan.
W ubiegłym miesiącu proces wreszcie ruszył, ale trzeba go było przerwać, bo adwokat wycofał się w obawie o bezpieczeństwo. Kolejnym prawnikom, którzy zgodzili się występować po stronie Aziza, w tym znanemu Jacquesowi Vergesowi, władze irackie nie wydały wiz. Jego proces zaczął się więc we wtorek bez udziału obrońców.
Były dyktator Iraku Saddam Husajn został powieszony 30 grudnia 2006 roku po uznaniu przez sąd winnym zbrodni przeciwko ludzkości. W procesie oskarżono Saddama i jego współpracowników o masakrę 148 szyitów z Dudżailu w odwecie za zamach na dyktatora w tej miejscowości w 1982 r. Za tę zbrodnię na powieszenie skazano również przyrodniego brata Saddama – Barzana Ibrahima at-Tikriti, byłego szefa irackiej służby bezpieczeństwa, oraz Awada Hamida al Bandara, szefa Sądu Rewolucyjnego. Były wiceprezydent Iraku Taha Jasin Ramadan został skazany na dożywotnie więzienie. W procesie o pacyfikację irackiego Kurdystanu, podczas której zginęło ok. 180 tysięcy Kurdów, karę śmierci przez powieszenie otrzymał „Chemiczny Ali” – kuzyn Saddama Ali Hasan al Madżid. Kary dotychczas nie wykonano, a Madżid jest oskarżonym również w obecnym procesie Aziza. Za ludobójstwo na Kurdach skazano też na śmierć byłego irackiego ministra obrony Sultana Haszima Ahmada al Tai i byłego dyrektora generalnego ds. operacji wojskowych Raszida al Tikritiego. Karę dożywocia otrzymali Sabir al Duri, były szef wywiadu wojskowego, oraz Farhan Mutlak Saleh, szef wywiadu wojskowego wschodniego Iraku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA