fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Bili go oboje, i matka, i konkubent

Zatrzymanie Mariusza V.
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Jerzy Haszczyński
Zarzuty za śmiertelne pobicie 3,5-letniego Bartka. Sąd na 3 miesiące aresztował matkę i jej konkubenta. Policja sprawdza, co stało się z innym dzieckiem Iwony K.
To wynik bestialskiego, wyrafinowanego i długotrwałego maltretowania – tak lekarze ocenili obrażenia na ciele dziecka. Chłopiec miał ślady po duszeniu, biciu kablem, obrażenia wewnętrzne jamy brzusznej i krwiak mózgu.
Lekarze próbowali uratować 3,5-latka, którego matka przyniosła w niedzielny ranek do szpitala w Kamiennej Górze. Mimo akcji ratunkowej Bartek zmarł.
Matka 36-letnia Iwona K., i jej 29-letni konkubent Mariusz V. twierdzili najpierw, że dziecko spadło z roweru. Dziś już zrzucali winę na siebie. Oboje usłyszeli zarzuty znęcania się ze szczególnym okrucieństwem oraz nieudzielenia pomocy. V. postawiono dodatkowo zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to do 12 lat więzienia. – Jednym dowodów winy Mariusza V. jest zeznanie sąsiadów, którym mały Bartek skarżył się, że "wujek go bije". Ale zeznania matki Iwony K. wskazują, że i ona biła dziecko – mówi Tadeusz Gąsior, szef kamiennogórskiej Prokuratury Rejonowej. – Nie wykluczamy zmiany kwalifikacji czynu, ale na razie nie ma dowodów, że chciano zabić chłopca.
Mariusz V. wyszedł 9 maja ze szpitala psychiatrycznego po 10-dniowym pobycie. Jego matka uważa, że jest chory. Ale nie broni syna. Przyznaje, że sama się go bała. – Zaburzenia osobowości, adaptacyjne, bezsenność, drażliwość. Z karty informacyjnej nie wynika, by mógł mieć zniesioną poczytalność – twierdzi prokurator Gąsior.
Choć Kamienna Góra jest wstrząśnięta, to doprowadzenia opiekunów do prokuratury przebiegły bez ekscesów. Kilkanaście osób obrzuciło Iwonę K. wyzwiskami. Policja obawiała się, że może dojść do wydarzeń, jakie miały miejsce na początku ubiegłego roku w Wałbrzychu. Tam tłum chciał zlinczować zabójcę 7-letniej Grażynki. Rok wcześniej mieszkańcy Boguszowa-Gorców sami chcieli wymierzyć sprawiedliwość trenerowi walk wschodnich, który bestialsko zamordował 10-letniego Sebastiana.
To, co działo się w mieszkaniu przy ul. Jedwabnej, dopiero po śmierci Bartka poruszyło sąsiadów. Przyznają, że widzieli posiniaczone dziecko. Mówią o awanturach, jakie urządzał Mariusz V. Zdarzały się zwłaszcza, gdy z Wałbrzycha przyjeżdżała do niego konkubina z synkiem. Według nich nieliczne interwencje policji kończyły się na pouczeniu V.
Matka mężczyzny twierdzi, że informowała dzielnicowego i prokuraturę, że syn może doprowadzić do tragedii. Ma pretensje do sąsiadów: – Musieli słyszeć płacz dziecka, nic nie zrobili.
– W naszej książce interwencji od 2005 r. odnotowaliśmy osiem interwencji w tej kamienicy. Tylko jedna dotyczyła Mariusza V., ale nie chodziło o przemoc w rodzinie, lecz głośną muzykę – mówi mł. asp. Waldemar Oszmian z policji w Kamiennej Górze.
Prokuratura będzie jeszcze wyjaśniać sprawę innego dziecka Iwony K. Miała bowiem sześcioro dzieci. – Czworo miało szczęście i trafiło do rodzin zastępczych. 3,5-letni Bartłomiej nie żyje. Było jeszcze jedno dziecko, kilkumiesięczne, z którym nie wiemy, co się stało – mówi Gąsior.
Iwona K. od czasu do czasu uciekała od Mariusza V, bo znany z agresji mężczyzna bił nie tylko dziecko, ale również ją.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA