fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

90 minut w cyrku marzeń

Materiały Promocyjne
Poznański Festiwal Malta. Niedźwiedź wdarł się na widownię i poturbował widzów podczas występu grupy Zingaro. Oczywiście, była to zabawa. Widowisko "Battuta" jest pastiszem cygańskich komedii z szaloną bałkańską muzyką.
Tymczasem w namiocie Bartabasa świat jest piękny, kolorowy i szalony. Tu można odrodzić się jako dziecko i śmiać beztrosko, jak siedzące obok mnie na premierze 70-letnie panie i kilkuletnie dziewczynki.
Bo Zingaro opowiada o świecie Cyganów w stylu zwariowanych komedii braci Marx i Emira Kusturicy. A Goran Bregović mógłby mu pozazdrościć dwóch cygańskich kapel: pogrzebowej, złożonej z odświętnie ubranych skrzypków, i weselnej – dętej z muzykami w pstrokatokolorowych garniturach. Grając na przeciwległych stronach areny, przekrzykują się, pojedynkują na solówki i nastroje: jedni dodają cyrkowym popisom tempa, pieprzu i ognia, drudzy uspokajają emocje.
Początek jest liryczny. Spod kopuły namiotu spływa na środek areny wartki strumień wodospadu, wokół którego pasą się przepiękne konie Bartabasa. Wracając do wsi, wprowadzają nas w szalony świat cygańskich sztuczek i magii, sąsiedzkich sprzeczek, przyjaźni i miłości. Tu młodzieńcy zadają szyku przed dziewczętami, jeżdżąc z głową tuż przy ziemi lub na jednym strzemieniu.
Robiąc fikołki, lądują na końskiej szyi tyłem do kierunku jazdy i nawet na chwilę nie zwalniają galopu. Wyrzucają kapelusze o pół okrążenia areny przed siebie... Nie ma obaw, zanim spadną, chwytają je w locie.
Dobrze jest siedzieć na wprost jednej z czterech bram prowadzących jeźdźców do namiotu – wtedy widać więcej niż w spektaklu. Otwiera się perspektywa na cygańską łąkę i stajnie: prawdziwe życie.
Ale pod kopułą jest więcej poezji. Galopuje panna młoda, a za nią płynie kilkunastometrowej długości welon z sylwetami łabędzi, unoszony przez balon – piękny jak księżyc w pełni. Z rozmarzenia wybudzają nas młodsi krewni braci Marx bawiący się zamianą kapeluszy. Niczym w slapstickowej komedii, staruszek z laską przegania konkurentów starających się o rękę córki.
Finał to już czyste szaleństwo. Na arenie wirują cygańskie wozy oblepione garnkami. Gna platforma, na której rodzina zajada się spaghetti. Modnisie niech chronią szałowe ubrania, bo ani się obejrzą, a makaron wyląduje na nich jak na talerzu. Uważajcie panie na zwinnych jeźdźców, mogą bowiem nagle wychylić się z areny i drapnąć torebkę.
Pędzi też wóz z przeciekającym prysznicem, który dziwnym zbiegiem okoliczności rozchlapuje wodę na widzów. Cudów zręczności dokonuje niedźwiadek, który porwał pannę młodą i kocha się z nią na wielkim małżeńskim łożu. Zazdrosny ojciec nie ma wyboru. Musi pokochać i nakarmić trojaczki, a jest wśród nich mały miś.
I ja również tam byłem i świetnie się bawiłem!
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA