fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Ameryka potrzebuje pomocy

Hank Deerfield (Tommy Lee Jones, z lewej) wypytuje o losy syna jego kolegę, szeregowca Victora Wolfa
Materiały Promocyjne
Film Paula Haggisa jest świetnym dramatem kryminalnym. Przez pryzmat tragedii jednego człowieka pokazuje, jak niszczycielskie są skutki wojny irackiej dla Amerykanów.
W 2007 roku w Stanach Zjednoczonych pojawiła się fala filmów o konsekwencjach okupacji Iraku i walki z terroryzmem. Stopniowo docierają także na nasze ekrany. Mogliśmy już oglądać m.in. "Cenę odwagi", "Transfer", "Ukrytą strategię" i "Królestwo". Jednak żaden z nich nie analizował dogłębnie kosztów psychicznych i moralnych, jakie z powodu wojennego zaangażowania ponosi Ameryka. Filmy zamieniały się w moralizatorskie wykłady o obywatelskich powinnościach i patriotyzmie ("Ukryta strategia"), schematyczne kino sensacyjne ("Królestwo", "Transfer") lub suche paradokumenty ("Cena odwagi"). Dopiero obraz Haggisa wnikliwie opisuje sytuację, w jakiej znalazł się kraj. "W dolinie Elah" przepełnia ból, cierpienie. Emocjonalną siłę daje mu przede wszystkim gra Tommy'ego Lee Jonesa.
Aktor wciela się w Hanka. Emerytowany sierżant armii, weteran z Wietnamu, stara się rozwikłać zagadkę zniknięcia syna Mike'a, który nie pojawił się w jednostce po przylocie z irackiej misji. Podczas prywatnego śledztwa, w którym pomaga Hankowi ambitna policjantka (Charlize Theron), ojciec odkrywa przerażającą prawdę – Mike został zamordowany.
Źródłem tragedii w filmie Haggisa jest trauma, jaką przeżywa ojciec z powodu śmierci syna. Jones gra bardzo oszczędnie, ale w ten sposób kumuluje wewnętrzne napięcie. Gdy Hank pozna przyczyny morderstwa, jego świat się załamie.
Zasady, w które wierzył – honor, wychowawcza rola armii, hartowanie ducha na polu walki w starciu z jasno określonym wrogiem – nie przystają do rzeczywistości po 11 września.
Haggis sugeruje, że to jest problem całej Ameryki. Sytuację kraju wyraża metafora zawarta w tytule. W dolinie Elah Dawid pokonał Goliata. Wystarczył spryt i przezwyciężenie strachu, żeby dobro zwyciężyło zło. Biblijna przypowieść opiewała bohaterski czyn, wskazywała na wyższość moralną zwycięzcy nad pokonanym. Tymczasem reżyser pokazuje, że współczesnej wojny nie da się opisać w tych kategoriach. Jest brudna, niejednoznaczna. Niszczy elementarne wartości. Ludzie, którzy z niej wracają, są zakażeni złem, zezwierzęceni. A społeczeństwo nie umie im pomóc. Nie pojmuje ich dramatu, bo nie zdaje sobie sprawy z istoty koszmaru, jaki młodzi żołnierze przeżywają z dala od domu.
W ostatniej scenie zdesperowany Hank wywiesza przed domem narodową flagę – do góry nogami. To przejmujący sygnał. Ameryka potrzebuje pomocy.
Urodził się w 1953 roku w Kanadzie. Jest znakomitym scenarzystą, autorem m.in. nominowanych do Oscara tekstów "Za wszelką cenę", "Listy z Iwo Jimy", "Sztandar chwały", a także ostatniego "Bonda" – "Casino Royale". W 2004 roku otrzymał statuetkę za scenariusz "Crash. Miasto gniewu" – filmu uznanego też za najlepszy tytuł roku. Obraz ten był jego debiutem reżyserskim. Przy "W dolinie Elah" stanął za kamerą po raz drugi.
Haggis jest też autorem wielu popularnych seriali telewizyjnych z "Okrutnymi ulicami" i "Prawnikami z Miasta Aniołów" na czele. bh
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA