fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

"Fantazy", czyli klops, który wyczuł mops

Mariusz Benoit (Major) i Paulina Holtz (Hrabina)
Teatr Powszechny/Krzysztof Bieliński
Inscenizacja „Fantazego" Michała Zadary duchowi Słowackiego „dała w pysk i poszła".

Bohaterem najnowszej premiery Teatru Powszechnego okazał się nieoczekiwanie niewielki mops, który pojawił się w pierwszej części jako zwierzątko towarzyszące córce hr. Respekta. Czworonóg, co zrozumiałe, od początku zwrócił uwagę publiczności.

Wiedziony jakimś niebywałym psim swędem po kilku minutach uczestnictwa w spektaklu robił wszystko, by jak najszybciej wycofać się za kulisy. Minę miał nietęgą, zafrasowaną. Poczuł, że najwyraźniej ktoś go robi w trąbę. Nie dość, że trawa z tworzywa sztucznego, to i ludzie po niej chodzący zachowują się jakoś sztucznie. Mówią wyraźnie, ale coś udają bez sensu.

Jeden z najbardziej ironicznych dramatów Słowackiego, w którym autor bezlitośnie rozprawia się z ideałami romantyzmu, stanowi dla reżyserów duże wyzwanie.

Przenoszenie „Fantazego" na współczesne realia może zakończyć się porażką, czego dowiodła głośna inscenizacja Jana Klaty w gdańskim Wybrzeżu. A o tym, że warto zaufać autorowi, przekonała z kolei gdyńska inscenizacja Piotra Cieplaka. Rozegrana w konwencji radiowej audycji pokazała nawet, że język Słowackiego odpowiednio podany może być atutem.

Michał Zadara kilka lat temu dzięki znakomitej inscenizacji „Aktora" stał się długo oczekiwanym „późnym wnukiem Norwida". Teraz, sięgając po Słowackiego, raczej ośmieszył wieszcza. Większość aktorów wypowiada kwestie jak w wieczorze kabaretowym. Sceny miłosne okrasza muzyka jak z melodramatu. W obnażaniu pustki romantycznych póz, opisaniu postaw ludzkich dominowały ironia i sarkazm. Zadara, który miał już sceniczne doświadczenie z „Fantazym" jako asystent Mikołaja Grabowskiego, teraz w niebywały sposób Słowackiego strywializował. Można powiedzieć, cytując Grechutę, że na scenie „wszyscy dobrze się bawili, chociaż był wyjątek": a był nim Major w wykonaniu Mariusza Benoit. Jedyny, który nie poddał się bezmyślnej koncepcji reżysera.

U Słowackiego Major był symbolem tradycji rewolucyjnej, brał udział w antycarskim spisku dekabrystów, za co trafił na Sybir. Rodzinę Respektów otaczał opieką. Kiedy było trzeba, potrafił złożyć ofiarę z własnego życia. W kreacji Benoit, zwłaszcza w scenie śmierci, jest wielka siła i prawda. Bez cienia patosu. Dla tej sceny i dla tego aktora warto obejrzeć to przedstawienie.

—Jan Bończa-Szabłowski

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA