fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Adwokaci i radcy prawni: do 2020 r. będzie ich w Polsce ponad 100 tys.

rp.pl
Według statystyk w Polsce jest około 39 tys. adwokatów i radców prawnych, a mec. Andrzej Kalwas podaje, że do 2020 r. będzie ich ponad 100 tys. Dzisiaj to średnio jeden prawnik na 10 tys. ludności, włączając w to niemowlęta. W Unii Europejskiej jeden prawnik przypada na 625 obywateli. W Kanadzie jeden na 400, a w USA jeden na 250 (liczby z najnowszych dostępnych źródeł).

Przyjęta po wojnie zasada poszukiwania prawdy materialnej i chęć kontrolowania wymiaru sprawiedliwości spowodowały, że praktycznie adwokat nie był potrzebny do spraw cywilnych, a w karnych jego rola była bardzo ograniczona. Nie było więc zapotrzebowania na pełnomocników reprezentujących osoby fizyczne przed sądem. Porad bardzo często udzielały biura pisania listów i podań, a nie prawnicy.

Pamiętam, że gdy uczestniczyłem w sprawie o alimenty od dzieci na rzecz ojca, adwokat właściwie się nie odezwał, nie zadał dzieciom żadnych pytań. Wygłosił jednak mowę obrończą z dużą swadą. Nie odniosło to żadnego skutku, gdyż skład orzekający bez wahania przyznał ojcu świadczenie. Jak się po kilku latach okazało, ojciec prowadził dużą fermę kurzą, a wystąpienie do sądu o alimenty miało być karą dla dzieci za nieposłuszeństwo. Nie wiem, ile za swoją pomoc otrzymał pełnomocnik dzieci, ale zwykle było to „według taksy i między nami".

Po 1989 r. sytuacja się zmieniła i właściwie wszyscy mający ręce i nogi adwokaci brali za reprezentację – zwłaszcza od zagranicznych firm – stawki, które przekraczały honoraria najlepszych adwokatów w USA. Nie było bowiem pełnomocników, którzy mieli dostateczne kwalifikacje, by rozumieć potrzeby zagranicznych klientów. To się zmieniło i teraz wielu adwokatów i radców prawnych nie ma pracy. Za to przyzwyczajenia z poprzedniego ustroju zostały.

Podczas mojego ostatniego pobytu w Polsce uczestniczyłem jako publiczność w procesie karnym. Byłem zszokowany zachowaniem obrońców oskarżonych (chyba pięciu). Oprócz odpowiedzi na pytania sędziego, które w większości dotyczyły spraw administracyjnych, nie wykazali się żadną aktywnością. Sędzia prowadził monolog, informując oskarżonych (i adwokatów), co robi, zrobił lub zamierza zrobić. Mimo że nie specjalizuję się w sprawach karnych, przynajmniej kilka razy nie zgodziłbym się z jego propozycjami. Według mnie były niekorzystne dla oskarżonych.

Od 1 lipca 2015 r. ustawa wprowadza kontradyktoryjność procesu karnego, co oznacza, że strony procesu są sobie równe i będą toczyć spór przed sądem, którego rolą nie jest zbieranie dowodów. Jak adwokaci zamierzają skutecznie bronić swoich klientów pod nowymi przepisami k.p.k.? Jeśli sądy unikną katastrofy, to będzie cud boski.

Uczestniczyłem również w sprawie o ubezwłasnowolnienie. Nie wierzyłem własnym uszom, gdy adwokatka reprezentująca osobę, której rozprawa dotyczyła, z rozbrajającą szczerością stwierdziła, że nie dała zainteresowanej opinii biegłego psychiatry ani jej o niej nie poinformowała. Prima facie osoba ta wyglądała i wypowiadała się logicznie. Nie odniosłem wrażenia, by jej stan psychiczny nie pozwalał na zrozumienie, co się w sprawie dzieje. Sędzia, żeby nie przewlekać sprawy, ogłosił pięciominutową przerwę i polecił pełnomocniczce zapoznanie klientki (na korytarzu) z opinią biegłego psychiatry. Nigdy się nie spotkałem z podobnym podejściem w Kanadzie. Gdy reprezentowałem w Montrealu klienta, którego chciano skierować na badania psychiatryczne, sędzia nie tylko wysłuchał jego i moich argumentów, ale wdał się w dyskusję z reprezentantem prokuratora, który domagał się badań. Sędzia bez skrupułów stwierdził, że jest nieprzygotowany do sprawy, że chodzi o umieszczenie człowieka w zakładzie psychiatrycznym, czyli pozbawienie go wolności, a do tego trzeba podchodzić rozważnie, a nie traktować jako jeszcze jedną sprawę do odfajkowania. Porównując moje kanadyjskie doświadczenia z postępowaniem polskiego sędziego w sprawie o ubezwłasnowolnienie, nie mogłem zrozumieć decyzji o pięciominutowym informowaniu osoby najbardziej zainteresowanej. Przy tym klientka powiedziała, że swoją obrończynię widziała tylko raz przez kilka minut, a nie wiem, czy dobrze rozumiała instytucję ubezwłasnowolnienia. Co z tego wynika? Sędzia, by prawidłowo ocenić sytuację, powinien nie tylko dysponować opinią biegłego psychiatry (w tym przypadku), ale przede wszystkim wysłuchać osoby zainteresowanej. I, niestety, odroczyć rozprawę, bo pięciominutowa przerwa była według mnie niewystarczająca. Wszak orzeczenie o ubezwłasnowolnieniu nie tylko w sposób drastyczny ogranicza swobody obywatelskie zagwarantowane w konstytucji i kilkudziesięciu ustawach, ale ma też na celu ochronę praw i interesów tej osoby. Nie można w dzisiejszych czasach traktować klientów jak piąte koło u wozu. Ich reprezentanci muszą to zrozumieć, a sądy przestać pobłażliwie traktować profesjonalnych pełnomocników.

Autor jest adwokatem w Montrealu, prowadzi tam kancelarię

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA