fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Duda lepszy od siebie, ale nie od Komorowskiego

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa/Waldemar Kompała
W przeciwieństwie do niedzielnej debaty, która nie przyniosła rozstrzygnięcia w kampanii (choć tamte starcie moim zdaniem wygrał Bronisław Komorowski), dziś znajdujemy się w innej sytuacji.

Po niedzielnej dyskusji wszystko stało się znów możliwe, Komorowski odzyskał inicjatywę, przełamał złą passę z poprzedniego tygodnia. Pod tym względem czwartkowa debata wydaje mi się ważniejsza, bo kolejne zwycięstwo Komorowskiego w debacie może przeważyć o losie niedzielnych wyborów. Na korzyść prezydenta.

Andrzej Duda wydawał mi się tym razem na początku lepiej przygotowany niż w niedzielę. Wyglądał poważniej, mieścił się w czasie. Zaczął debatę od sprytnego ruchu z przekazaniem proporczyka prezydentowi Komorowskiego. Potem jednak szło mu gorzej. Choć wygrał według mnie minimalnie drugą rundę – w trzeciej się pogubił, na końcu też przedstawił gorsze expose. Zaskakujące było to, że Duda potykał się o własne pytania, jak na przykład o obchody zakończenia drugiej wojny światowej, czy o podwyższanie podatków przez Platformę. Komorowski był na te pytania lepiej przygotowany. Kandydat PiS – choć można się było takiego pytania spodziewać – nie potrafił szybko odbić pytania o swój etat uczelniany.

Ale Komorowski też był lepszy niż w niedzielę. I znacznie mocniej faulował. Zaczął od sugestii, że Duda bał się debaty, co miało wyprowadzić kontrkandydata z równowagi. Mocno faulował też w pytaniu dotyczącym relacji polsko-żydowskich ponieważ zaatakował Dudę teściem – prof. Julianem Kornhauserem, który pisał m.in. o pogromie kieleckim. Prezydent uderzył też mocno zmanipulowanym tekstem Krzysztofa Szczerskiego, na co jednak Duda też nie znalazł dobrej odpowiedzi. Boleśnie uderzył Dudę w odpowiedzi na pytanie o pomoc chrześcijanom w Syrii wytykając kandydatowi PiS, że opuścił głosowanie w PE dotyczące sytuacji chrześcijan.

Rozczarowaniem były odpowiedzi na pytanie dotyczące spraw ekonomicznych. Żaden z kandydatów nie powiedział, jak wyobraża sobie nowego szefa NBP.

Zastanawiające było również to, jak gorąco spierali się Duda i Komorowski o sprawy polskiego bezpieczeństwa, choć mówili de facto rzeczy bardzo podobne. Przedstawili inne wizje uczestnictwa Polski w UE, lecz jeśli chodzi o sprawy militarne – mówili niemal to samo.

Bardzo irytowało zaś podczas tej debaty to, że obaj kandydaci ignorowali wynegocjowane przez ich własne sztaby warunki. W pierwszej części niemal całkiem zignorowali prowadzącą i spierali się między sobą nic sobie nie robiąc z zadawanych pytań. Dlatego mam wrażenie, że ani Dudzie ani Komorowskiemu nie udało się tą debatą przekonać wyborców tzw. antysystemowych. Wręcz przeciwnie. Widząc, jak dwaj politycy spierają się ze sobą zupełnie obok pytań, które stawiali dziennikarze (którzy tu reprezentowali wyborców) mogło w ich głowach powstać wrażenie, że to właśnie symbol klasy politycznej, której chcieli pokazać żółtą kartkę głosując na Pawła Kukiza.

Komorowski być może umocnił się w elektoracie antypisowskim, nazywając poglądy swego konkurenta do średniowieczem. Duda, wypadając lepiej niż w niedzielę, też mógł lepiej zmobilizować swój elektorat. Ale żaden z nich, według mnie, nie przemówił we czwartek, do wyborców Kukiza.

Najwięcej na tej debacie straciła zaś... Platforma Obywatelska. Dlaczego. Logo PO stało się gorącym kartoflem, który Duda przekazał Komorowskiemu, Komorowski przekazał prowadzącej, ta zaś... położyła na podłodze. Czy to zapowiedź kłopotów, które czekają jesienią partię rządzącą? Wiele zależy od wyniku niedzielnych wyborów.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA