fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Zapracowani biografowie. Komentarz Wojciecha Stanisławskiego

Wojciech Stanisławski
Fotorzepa/ Waldemar Kompała
"Czy muszę dodawać, że ożeniłem się z córką rabina i reakcyjnego kleru?" - to oczywiście Leszek Kołakowski w napisanym po Marcu, niezrównanym po dziś dzień "Życiorysie".

Ja zaś nie mogę powstrzymać emocji, gdy zastanawiam się, czego o życiorysie Andrzeja D. dowiemy się z poniedziałkowego wydania opiniotwórczego tygodnika Tomasza L.

Naturalnie, nie będą to żadne sprawy karalne, ani nawet pogłoski z rodzaju tych, za które miewa się kłopoty pod celą: mamy w końcu do czynienia z prasą elitarną. Zacząć wypadałoby od życiorysu: jak wiadomo, Polacy często krępują się swoich wiejskich korzeni, trzeba też jednak wziąć pod uwagę, że, jak wynika z badań opinii publicznej, żywią przykre uprzedzenia wobec różnych innych narodów. Dziadek Andrzeja D. powinien się zatem okazać bezzębnym chałupnikiem (bieda bywa upokarzająca), dorabiającym przygrywaniem na instrumentach ludowych (to tzw. obciach) i kalikowaniem na organach (tu zagra antyklerykalizm). Za sprawą jednak niezwykłych możliwości seksualnych (ta zawiść wszystkich męskich czytelników!!) uwiódł jednak zagraniczną hrabinę, osobę prawdziwie kosmopolityczną. Wpiszmy jej do rodowodu wszystkich, których elektorat D. może bać się, nie lubić lub lekceważyć, i okaże się, że babką kandydata była Tatiana Sara Samojłowa von Hohenstein z domu Lupescu.

A dalej już pójdzie... Zacząć trzeba, zgodnie z piramidą Maslowa, od fizjologii: któryś z kolegów z ławki wspomni, jak to Jędrkowi nie służyły sałatki z fasoli, pan od wuefu do dziś z pewnym skrępowaniem wspomina, że jego podkoszulki były nie tyle nawet dziurawe (choć i to się zdarzało), co - jakby rzec - nieświeże. Połowa klasy pamięta, jak na wycieczce przestraszył się ciągnika. I biedaczysko z tą alergią, ciągle ciekło mu z nosa.

Po fizjologii – socjalizacja. Trzeba opowiedzieć, jak dawał w prezencie tę samą maskotkę, którą rok temu dostał na Mikołajki. A jak zbieraliśmy się na kwiaty dla wychowawczyni, dał dwa zeta i siedemdziesiąt groszy, chociaż na komunię dostał najlepszy zegarek od. A pamiętacie, jak się śmiał z Agnieszki na ślizgawce? A jak sam zjadł całą torbę cukierków, które miał rozdać na imieniny i się pochorował? A jak razem z małym Marcelkiem obrywał skrzydełka żukom?

A przecież to dopiero pierwsze trzy klasy podstawówki. Nadchodzi liceum, studia, romanse. Siedem grzechów głównych i dziesiątki żenujących słabości: brudna chustka do nosa na maturze, zdarte obcasy butów, krzykliwy pierścionek zaręczynowy.

Zarazem - wszak nawet okładkowy tekst nie może mieć więcej niż 12 kolumn. Naprawdę, nie zazdroszczę tych wszystkich wyborów, które Tomasz L. podjąć musi dla dobra Polski.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA