fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Andrzej Tomaszek radzi młodym prawnikom

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Lepiej nastawić się na to, że słowa uznania od klienta usłyszymy rzadko. Wtedy lepiej smakują.

Rzeczpospolita: Ma pan jakąś receptę na sukces w zawodzie?

Andrzej Tomaszek, adwokat: Rzetelność i pracowitość są najważniejsze. Nie dają one jednak gwarancji sukcesu. Ważne jest też szczęście.

A pan miał szczęście?

Tak. Wszyscy, którzy rozpoczynali życie zawodowe na początku lat 90., mieli ogromne szczęście. Był to niepowtarzalny okres, kiedy polska gospodarka przechodziła transformację. Polscy prawnicy mogli mieć wówczas sprawy, projekty i zadania, na które wykonujący ten zawód na Zachodzie poza dużymi kancelariami nie mogli liczyć. Mieliśmy okazję niezwykle atrakcyjnej pracy i nie mówię tu jedynie o aspekcie finansowym. Przede wszystkim pod względem merytorycznym.

Teraz młodzi prawnicy mają ciężko.

Nie uważam tak. Oni mają po prostu trudniej niż ich starsi o 20 lat koledzy. Jeżeli porównamy ich sytuację z rówieśnikami z Niemiec czy Francji, okaże się, że wciąż mają łatwiej.

Co pan by im doradził? Jak mają sobie poradzić na rynku?

Nie ma jednej recepty. Po pierwsze, powinni szukać sobie niszy, czyli specjalizacji, w której mogą znaleźć klientów. Po drugie, powinni wiedzieć, że wykonywanie zawodu radcy prawnego czy adwokata ma sens, jeśli robi się to totalnie, nie na pół gwizdka. Trzeba być dyspozycyjnym 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu.

Ciężko mieć rodzinę, tak poświęcając się pracy.

Zgadza się. Życie zawodowe niezwykle trudno pogodzić z rodzinnym, zwłaszcza kobietom. Trzeba szukać równowagi. Może ona polegać na tym, że rodzinę zakłada się dużo później niż rówieśnicy. Może też polegać na dzieleniu się obowiązkami w małżeństwie.

Mówił pan o niszach. Czy widzi pan takie niezagospodarowane obszary prawa, którymi warto się zająć?

Nie ma tu odpowiedzi uniwersalnych. Wszystko zależy od tego, gdzie się praktykuje. Jeśli ktoś zamierza świadczyć usługi w niewielkim mieście, wąska specjalizacja nie ma sensu. Prawnik w niewielkim ośrodku musi być kimś w rodzaju lekarza rodzinnego – na wszystkim się znać.

Wydaje mi się, że godne zainteresowania są: prawo medyczne, ochrona środowiska, prawo podatkowe i prawo pracy. Takich niszowych dziedzin jest jednak dużo więcej.

Pan skończył dwa kierunki studiów. Myśli pan, że w zawodzie prawnika to przydatne?

Myślę, że tak. Studia ekonomiczne czy inżynierskie mogą się przydać w praktyce. Dużo łatwiej będzie się porozumieć z klientami z określonych branż.

Odbywał pan również zagraniczne staże zawodowe. Czy teraz warto to robić?

Tak, ale na studiach, najpóźniej na aplikacji. Potem trzeba się skupić na rozwoju własnej praktyki.

Walorem takich staży jest nabycie pewnych nawyków czy podpatrzenie, jak pracują prawnicy w krajach o wysokiej kulturze prawniczej. Potem może się to przydać.

Czy po skończonej aplikacji lepiej otworzyć własną, zatrudnić się w dużej kancelarii, czy może pracować jako prawnik wewnętrzny w jakieś firmie?

To wszystko zależy od charakteru człowieka. Są ludzie, którzy nie cierpią zwierzchnictwa. Są też tacy, którzy lubią pracować w grupie i tacy, którzy nie lubią dzielić się sukcesami. Trudno jednak mówić, że któraś z tych dróg jest łatwiejsza czy lepsza.

Jeżeli ktoś zdecyduje się na otwarcie własnej kancelarii, jak może pozyskać klientów?

To temat na podręcznik o umiejętnościach miękkich. Nie wystarczy być bowiem rzetelnym i pracowitym. Trzeba się wyróżniać. Niektórzy mają instynktowny dar zjednywania sobie ludzi i prezentowania siebie jako profesjonalisty. Trzeba słuchać tego, co mówią klienci i mieć z nimi dobry kontakt. Umiejętnie przekazywać też informacje o swoich mocnych stronach i umiejętnościach. To trudna sztuka. Dlatego nie wszyscy odnoszą sukcesy. Adwokat czy radca nie jest zawodem dla każdego. Już studentom prawa należy zatem więcej mówić o predyspozycjach do tego zawodu. Wielu zaoszczędziłoby to później rozczarowań. A przecież prawnicy mogą się sprawdzić również w administracji czy w gospodarce.

Czy miał pan trudniejsze chwile w życiu zawodowym?

Oczywiście, każdy je miał, lecz nie każdy chce o tym mówić. Trudności są immanentną cechą tego zawodu. Niełatwo na przykład pogodzić się z sytuacją, gdy odnosi się ewidentny sukces, a klient tego zupełnie nie docenia. Lepiej się nastawić na to, że słowa uznania usłyszymy rzadko. Wtedy one lepiej smakują.

—rozmawiała Katarzyna Wójcik

Andrzej Tomaszek jest adwokatem, wspólnikiem kancelarii Drzewiecki, Tomaszek

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA