fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Powder Her Face Mariusza Trelińskiego

„Powder Her Face" to spektakl inny od tych, jakie Mariusz Treliński dotąd reżyserował. Intrygujący, choć nie wszystkim się spodoba.

To nie jest rzecz dla fanów wielkich widowisk operowych. Publiczność siedzi na scenie, w przestrzeni jak na gmach Opery Narodowej kameralnej, choć wciąż większej od wielu teatrów. Scenografia Borisa Kudlički – skrzyżowanie angielskiego domu z amsterdamską dzielnicą erotycznych uciech – zagarnia widzów, którzy czują się jakby byli w jednym pokoju z bohaterami.

Jest w tym coś z podglądactwa „Big Brothera", ale też bohaterów „Powder Her Face" Thomasa Adésa cechuje podobny ekshibicjonizm. I jak w telewizyjnym show zakładają oni różne maski, by się pod nimi ukryć, gdyż są obserwowani.

Główna bohaterka jest wzorowana na Margaret Campbell, księżnej Argyll, która w połowie XX w. szokowała brytyjską opinię wyuzdanym stylem życia. To historia Don Juana w spódnicy, prekursorki celebrytów, kogoś, kto ze szczytów spadł na dno.

Portret „kobiety o mentalności materaca", jak w scenie rozwodu nazywa Księżnę Sędzia, przepełniony jest seksem. Śpiewają o nim wszyscy. Adés dał wspaniały muzyczny zapis aktu seksualnego, a Treliński pokazał go na scenie, zapominając, że opera to sztuka metafory, a nie realizmu.

Czegoś takiego nie było wcześniej w Operze Narodowej, choć na tle tego, co oferuje dziś teatr pełen nagości, seksu, brutalności, spektakl Mariusza Trelińskiego jest stonowany. Jego wartość polega na sile unikających dosłowności obrazów, jakie ten artysta potrafi wykreować. Mają wszakże różną wartość: od intrygującego, początkowego ukazania Księżnej na tle półnagich mężczyzn w witrynach ulicznych po tanią symbolikę z małą dziewczynką w finale.

W „Powder Her Face" Treliński przypomina ponadto widzom, że potrafi operować zbliżeniami, bliskim kadrem. Tu ważny jest gest czy grymas na twarzy wyłonionej z mroku dzięki precyzyjnej reżyserii świateł Felice Ross.

W operze dla czworga wykonawców świetnie została poprowadzona trójka śpiewaków, którzy nieustannie muszą wcielać się w różne postaci, a dwoje z nich – Szwedka Kerstin Avemo i Amerykanin Leonardo Capalbo – robią to brawurowo. Jedynie Allison Cook pozostaje cały czas Księżną, ale ona z kolei musi pokazać ją w różnych etapach życia, aż do bezradnej starości.

Jeśli widz nie będzie się skupiać wyłącznie na sugestywnych wizjach duetu Treliński–Kudlička, doceni z pewnością niezwykłą muzykę Adésa. Tanga Gardela i Piazzolli łączą się tu z piosenką musicalową, są echa Strawińskiego, Straussa czy Schuberta, a całość jest niesłychanie zwarta, oryginalna i bogata w brzmienia, choć rozpisana tylko na kilkunastu muzyków.

Adés, komponując w 1995 r. „Powder Her Face", miał zaledwie 24 lata, dziś jest najważniejszym brytyjskim kompozytorem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA