fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Unia Europejska chce, aby do PKB wliczać dochody z prostytucji i handlu narkotykami

Rzeczpospolita
Polski PKB wyniesie w tym roku, w okrągłych liczbach, 1 bln 800 mln zł. W przeliczeniu na jednego mieszkańca jest to niecałe 50 tys. zł, a więc dość mało, przynajmniej w ocenie przeciętnego Polaka, który chciałby co najmniej takiego poziomu jak w Niemczech, czyli dwa razy wyższego.

Dlatego warto się starać, aby – wychodząc naprzeciw oczekiwaniom – maksymalnie powiększyć nasz narodowy bochen chleba.

Z pomocą przyszła nam Unia Europejska, która zażądała, aby do PKB wliczać dochody z prostytucji i handlu narkotykami. Wywiązując się z tego zadania, GUS wyliczył we wrześniu ubiegłego roku, że w 2013 r. dochody z tego tytułu wyniosły 13 mld 21 mln zł. Powiększyło to nasz PKB o 0,79 proc.

Dlaczego postanowiono w ESA 2010 uwzględniać właśnie te kwoty? Znacznie rozsądniejsze byłoby wzięcie pod uwagę nie czarnej (narkotyki), ale szarej strefy. Oczywiście wyliczenie wartości nierejestrowanej produkcji jest dość trudne. Gdybyśmy chcieli to zrobić, mielibyśmy do wyboru różne szacunki: od 13 proc. PKB (GUS) przez 19 proc. (IBnGR) do 25 proc. (Paweł Wójcik). Jeżeli skromnie przyjmiemy wartość średnią, powiedzmy 20 proc., to możemy dopisać do naszego dorobku 360 mld zł; jest to kwota zauważalna.

Dalej jednak do wymarzonego podwojenia dobrobytu nam daleko. Na szczęście w sukurs przychodzi nam bardzo stara anegdota dotycząca rachunków narodowych. Zgodnie z nią sposobem na podwojenie wyniku jest zatrudnienie przez panią domu do codziennych prac sąsiadki w zamian za identyczną usługę w drugą stronę. Zakładając podobny charakter pracy, nikt by na tym nie stracił (panie płaciłyby sobie tyle samo), a zatrudnienie i PKB wzrosłyby.

W tej anegdocie jest coś na rzeczy. W domu wykonujemy mnóstwo prac, które są wliczane do rachunków narodowych, jeśli są to czynności zlecone przedsiębiorstwom. GUS oszacował wartość produktu wytwarzanego przez gospodarstwa domowe na marginesie badań dotyczących budżetu czasu w 2013 r.

Z wyliczeń wyszło, że każdy Polak powyżej 15. roku życia wytwarza w gospodarstwie domowym produkcję o wartości 1671,63 zł miesięcznie. W skali kraju daje to rocznie kwotę 720,8 mld zł, co stanowi 44,1 proc. PKB. Nadal nie uzyskujemy podwojenia, ale łącznie z produkcją szarej strefy przyrost jest już znaczący. Zwłaszcza że – jak wynika z danych – gospodarstwa domowe są najszybciej rozwijającą się częścią gospodarki. W porównaniu z 2003 r. „produkcja" gospodarstw domowych wzrosła o 67,2 proc. Średnioroczne tempo wzrostu wynosi więc aż 5,3 proc. Dla porównania oficjalny PKB rósł w tym czasie o 1,3 pkt proc. wolniej i powiększył się o 48 proc. (też dużo).

Gdyby takie zestawienie zostało sporządzone za komuny, uznałbym, że Polak pracuje w domu, a odpoczywa w pracy. Dzisiaj jednak pracuje i tu, i tam. Wysoką dynamikę robót domowych przypiszę raczej kolosalnemu postępowi technicznego w zakresie narzędzi wykorzystywanych w domu.

Pięć wieków temu Kartezjusz nakazał badaczom, aby „liczyli wszystko, co policzalne, a niepoliczalne czynili policzalnym". Do dyrektywy tej stosujemy się – z różnym efektem – coraz śmielej. Martwić może tylko jedno: ile byśmy dodali do PKB, to i tak od najbogatszych będzie nas dzielić ten sam 50-proc. dystans.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA