fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Kolejne rozmowy grupy kontaktowej ws. Ukrainy

Rosyjskie czołgi na próbie parady zwycięstwa w Doniecku
PAP/EPA
W Mińsku po raz kolejny spotkała się grupa kontaktowa próbująca zakończyć wojnę w Donbasie.

Przed rozpoczęciem spotkania obaj antagoniści – Rosja i Ukraina – dokonali wzmocnienia swoich dyplomatycznych sił przy stole rokowań.

Moskwę przestał reprezentować ambasador w Kijowie Michaił Zurabow. Przeciw niemu podniosła się w rosyjskiej stolicy fala krytyki, choć nie do końca jest jasne z jakiego powodu. Ale minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow pytany był przez dziennikarzy wprost, kiedy go odwoła z Kijowa. „Pod koniec roku dokonujemy oceny pracy dyplomatów i dotyczy to każdego" – uchylił się od odpowiedzi.

Zamiast Zurabowa do Mińska przyjechał były rosyjski ambasador w Syrii Azamat Kulmuchamietow. Odpowiedzialny on był za prowadzenie rosyjskiej polityki w kraju ogarniętym wojną domową, którego władca stał się persona non grata w większości krajów arabskich. W tej prawie beznadziejnej sytuacji Kulmuchamietowowi udało się utrzymać rosyjskie wpływy w Damaszku i choć częściowo wyprowadzić syryjskiego dyktatora z międzynarodowej izolacji. Teraz został wysłany przeciw Ukraińcom.

Ale druga strona również sięgnęła po doświadczonych i twardych polityków. Szef ukraińskiej delegacji, były prezydent Leonid Kuczma, dostał do pomocy dwóch swoich starych znajomych. Pierwszy to były oficer KGB, a potem twórca Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, były wicepremier i premier Jewhen Marczuk. „To jedyny człowiek, który nie bał się (rosyjskiego ministra obrony z czasów Jelcyna) Pawła Graczowa, mimo że ten w czasie dyplomatycznych spotkanie rozmawiał z Ukraińcami jedynie za pomocą wyzwisk. Marczuk był jedynym, który potrafił go przetrzymać" – powiedział o ekskagebiście rosyjski politolog z Kijowa Siergiej Tołstow.

Drugim jest 76-letni Wołodymyr Horbulin, były wieloletni sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa, szanowany w Kijowie przez polityków wszystkich partii (z wyjątkiem ludzi zbiegłego prezydenta Janukowycza).

Mają oni stanąć na czele podgrup grupy kontaktowej, które powinny się zająć uregulowaniem konfliktu w poszczególnych dziedzinach: politycznej, bezpieczeństwa, gospodarczej i humanitarnej. Innymi podgrupami pokierują: była sekretarz prasowa prezydenta Juszczenki Iryna Heraszczenko i Ihor Weremij, odpowiedzialny obecnie za reformę administracyjną. Nie wiadomo, kim będą ich przeciwnicy z rosyjskiej strony. Utworzenia podgrup od dłuższego czasu domagali się separatyści, Poroszenko uległ.

Separatyści z kolei wycofali swe zastrzeżenia wobec OBWE, której przedstawiciele powinni koordynować pracę podgrup. Od lutego organizacja, której misja bardzo się uaktywniła w Donbasie, zdążyła zaleźć Rosjanom za skórę, bez przerwy sprawdzając, kto i dlaczego strzela na linii frontu, choć powinno obowiązywać zawieszenie broni. W przytłaczającej większości wypadków stwierdzano winę separatystów, co tych ostatnich bardzo złościło.

Jednocześnie przed wyjazdem swych przedstawicieli do Mińska Poroszenko zażądał, by omówili tam przysłanie do Donbasu międzynarodowych sił pokojowych. Gwałtownie zaprotestowali przeciw temu separatyści. „To jest polityczny nacisk na proces rozmów" – powiedział o niej jeden z liderów donieckich separatystów Andriej Purgin. „Nie, nie rozmawialiśmy o tym" – powiedział agencji Interfax o propozycji Poroszenki jeden z uczestników rozmów.

Kolejnym mińskim rozmowom towarzyszy coraz bardziej napięta sytuacja na donbaskiej linii frontu. Według informacji sztabu ukraińskiej armii separatyści po kilkadziesiąt razy na dobę ostrzeliwują żołnierzy. Głównie za pomocą dużych moździerzy (których nie obejmuje porozumienie o wycofaniu ciężkiej broni), ale też z wyrzutni rakiet i samobieżnych dział (które szybko mogą ukryć).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA