fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Sejmowi śledczy: tajne akta bez bomby

Posłowie twierdzą, że akta afery węglowej nie zawierają rewelacji.– Ale są w nich ważne szczegóły – uważają
W przyszłym tygodniu do Warszawy mają przyjechać prokuratorzy z Katowic. Na potrzeby komisji śledczej, która bada okoliczności śmierci Barbary Blidy, odtajnią całość akt, które zebrali w sprawie tzw. afery węglowej. W związku z tą sprawą rok temu wydano decyzję o zatrzymaniu Blidy. Podczas niego była minister popełniła samobójstwo.
Odtajniona może też zostać część akt prokuratury z Łodzi, która bada okoliczności śmierci byłej posłanki SLD.
Czy w tych aktach są jakieś wątki, które rzucają zupełnie nowe światło na sprawę? – Zupełnie nowe nie, ale są bardzo ciekawe wątki – mówi szef komisji Ryszard Kalisz (SLD). – Szczególnie w aktach z Katowic. W każdym razie ja będę je bardzo wnikliwie drążyć – zapowiada.– Wielkiej bomby nie ma, ale jest wiele sprzeczności – przyznaje Tadeusz Sławecki z PSL.
Jeden z sejmowych śledczych podaje przykład znaczącego detalu, który może mieć na myśli Kalisz. – Wątek Barbary Blidy w sprawie afery węglowej badali prokuratorscy asesorzy, a nie doświadczeni prokuratorzy – zdradza. Jego zdaniem powierzenie tak poważnej sprawy osobom o stosunkowo niewielkiej praktyce ewidentnie świadczy o tym, że przełożeni chcieli nimi po prostu manipulować. Tym bardziej że takie właśnie są podejrzenia po rewelacjach, jakie o kulisach zatrzymania Blidy opowiada były szef MSWiA Janusz Kaczmarek. Twierdzi on, że od początku były w niej polityczne naciski.
– Bezpośrednich dowodów na to, że takie niedopuszczalne wpływanie i manipulacje miały miejsce, w aktach oczywiście nie ma, ale sprawa jest ewidentna. Naszym zadaniem jako komisji śledczej będzie to właśnie wykazać – dodaje nasz informator.
Tomasz Tomczykiewicz, wiceszef komisji z Platformy, na temat zawartości tajnych akt rozmawia równie niechętnie jak Ryszard Kalisz. – Mogę jedynie powiedzieć, że pewne interesujące rzeczy można na przykład wyczytać w zeznaniach Barbary Kmiecik– mówi Tomczykiewicz.
To właśnie zeznania bizneswoman zwanej na Śląsku Alexis stały się podstawą wydania decyzji o przeszukaniu i zatrzymaniu Blidy. Wiadomo, że Kmiecik, która była potentatką w handlu węglem oraz przyjaciółką Blidy, zeznała przed prokuratorem, że w 1997 r. dała byłej minister 80 tys. zł na łapówkę dla szefa jednej ze spółek węglowych. Ten co prawda przyznał, że była posłanka SLD zabiegała u niego o względy dla koleżanki, ale zaprzeczył, by przyjął jakiekolwiek pieniądze.
– Są tam pewne drobiazgi, które działają nie na szkodę Blidy, jak to zostało zinterpretowane, ale właśnie na jej korzyść– twierdzi Tomczykiewicz.
Jego klubowa koleżanka Danuta Pietraszewska dodaje więcej. – Jeśli ktoś się spodziewa wielkiego przełomu po odtajnieniu akt, to może się zawieść. Fakty są raczej znane, a w aktach widać tylko pewne rozbieżności z tym, jak to do tej pory było przedstawiane. To są jednak szczegóły, które mają ogromne znaczenie. Jeśli je pokażemy, to całościowy obraz końcowy naprawdę może być wstrząsem – uważa Pietraszewska.
Tego samego zdania jest również Marek Wójcik (PO).
Zasiadający w komisji posłowie Prawa i Sprawiedliwości mają o zawartości akt zupełnie inne przekonanie.
Wojciech Szarama uważa, że w tych aktach nie ma żadnych rewelacji. – Dla mnie to jest raczej klasyczna sprawa korupcyjna i po zapoznaniu się z dokumentami uważam, że ich przedstawienie mogłoby właściwie zakończyć pracę naszej komisji – mówi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA