fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Konrad Piasecki: Lewicy grozi marginalizacja

Konrad Piasecki
Fotorzepa, Dominik Pisarek
Odchodzą pokolenia przesycone PRL-owskimi sentymentami

Polską lewicę może uratować tylko klęska Platformy. Póki partia Ewy Kopacz będzie silna, póki delikatnymi zwrotami ideologicznymi puszczać będzie oko do wyborców z lewej strony, póki będzie kojarzyła się im z jedyną siłą zdolną realnie „powstrzymać PiS" – póty Leszek Miller, Janusz Palikot i wszyscy inni politycy marzący o budowie silnej lewicy skazani będą na wegetację i walkę o przetrwanie. A wybory prezydenckie – jak się dziś wydaje – będą najbardziej widomym dowodem bezsilności i beznadziei panującej po lewej stronie polskiej sceny politycznej.

Podzielona, poróżniona i poobijana lewica jest dziś w najgorszej kondycji od 25 lat. Balansująca na granicy wyborczego progu, debatująca od paru lat nad tym, czy się jednoczyć, czy i jakie sztandary należy zwinąć, a jakie rokują jeszcze szanse na przyszłość, szuka kamienia filozoficznego, który natchnąłby ją świeżością, pozwolił odzyskać formę i atrakcyjność. Szuka – i na razie nie znajduje...

Odmęty konfliktów

Dla Palikota tym kamieniem ma być ciągła zmiana szyldów i przesłań. Ruch swojego imienia przekształcał już w Twój Ruch, by znów odświeżyć starą nazwę, przygarniał, a potem wytracał ludzi, rozstawał się z kolejnymi posłami, inaczej kładł akcenty, bywał porywczy i nieokrzesany, by obwieścić, że dojrzał, po czym znów rzucić się w odmęty konfliktów i napastliwych filipik. Bywał antyklerykałem, lewicowcem, liberałem, nonkonformistą, obrażał SLD, potem wyciągał rękę do zgody, popierał rząd, po czym wypowiadał mu wojnę. Jego wyborcy poczuli się w tym wszystkim tak zagubieni, że najwyraźniej poszukali sobie innych obiektów sympatii.

Miller z kolei uznał, że szyld SLD jest wart tyle, iż trzeba przy nim wiernie stać, nie wplątywać się w niepewne sojusze z Palikotem, co najwyżej próbować ożywić wizerunek zabiegami typu „Ogórek na prezydenta".  Szef Sojuszu wygląda jednak już dziś na człowieka, który wie, że popełnił błąd. I że Magdalena Ogórek jest eksperymentem nieudanym. Zapewne nie przyzna tego przed 10 maja, by nie dobijać własnej kandydatki, licząc, że – mimo wszystkich znaków na niebie i ziemi – jej wynik nie będzie aż tak tragiczny, jak dziś się sądzi. A jeśli nawet będzie, to zwali to na karb jej niedoświadczenia i tego, że „urwała się" w trakcie kampanii SLD. Przedwyborczej pozycji –ani własnej, ani całej partii – całą tą historią nie poprawi, ale zapewne Sojusz doczeka w dzisiejszej formule do wyborów parlamentarnych, by po nich – jeżeli wynik nie zapewni mu miejsca w koalicji rządzącej – przystąpić do rozliczeń i podejmowania decyzji o własnej przyszłości.

Na lewicy, z niewielkim dotychczas powodzeniem, próbują też swych sił i szczęścia różne małe i dla przeciętnego wyborcy kompletnie nierozpoznawalne ugrupowania – Zielonych i Unii Pracy – których „siły" dowiodło niezebranie podpisów pod kandydaturami Anny Grodzkiej i Wandy Nowickiej. Dom Wszystkich Polska Ryszarda Kalisza jest bezkształtną efemerydą, która wydaje się stworzona wyłącznie po to, by dać swemu liderowi karty atutowe w rozgrywkach z Millerem czy Palikotem.

W tle mamy jeszcze próbę budowania, dość niedookreślonej na razie politycznie, pokoleniowej formacji pary Grzegorz Napieralski i Andrzej Rozenek oraz – może – Barbary Nowackiej. Trudno jednak wróżyć tej inicjatywie wielkie sukcesy, zwłaszcza że w politycznym światku uznaje się ją najczęściej za sposób na dobre sprzedanie się obu panów i wpadnięcie w ramiona któregoś z ugrupowań koalicji PO–PSL.

Lewica płaci od paru lat cenę nie tylko załamania się jej rządów w połowie pierwszej dekady XXI wieku, ale przede wszystkim politycznej próżni, w której zdaje się coraz bardziej poruszać. Pokolenia przesycone PRL-owskimi sentymentami odchodzą, modelowy wyborca zachodnioeuropejskiej lewicy, przejęty ideologiczną modernizacją, ma w Polsce najczęściej poglądy liberalne gospodarczo – zatem lewica jest dlań nazbyt socjalna – i głosuje na Platformę, z kolei elektorat socjalny jest bardzo konserwatywny i uznaje, że najlepszą dlań ofertą jest PiS. I tak to lewica musi walczyć o wyborcę, który staje się powoli rzadkością i którego coraz trudniej spotkać. A to sprawia, że pole jej działania się kurczy i wyjaławia.

Wróżenie dziś wyborczej klęski, niedostania się do parlamentu i ostatecznego upadku polskiej lewicy byłoby mocno przedwczesne. Polska polityka, a zwłaszcza jej wyborcy już wielokrotnie dowodzili, że bywają zmienni i kapryśni. Znużenie rządami Platformy może sprawić, że jej dotychczasowy elektorat będzie poszukiwał alternatywy i – odrzucając PiS – zdecyduje się poprzeć którąś z lewicowych inicjatyw.

Scenariusz irlandzki

Ale Miller, Palikot, Kalisz, Napieralski i spółka powinni mieć też przed oczami takie kazusy jak irlandzki. Tam rywalizacja partii konserwatywno-liberalnej z chadecką absolutnie zdominowała scenę polityczną. Partie prawicy wymieniają się władzą, a jeśli tamtejsza Partia Pracy może na coś liczyć, to na rolę mniejszościowego koalicjanta. Zważywszy na pewne podobieństwa między obydwoma narodami – ten scenariusz może się powtórzyć w Polsce.

Walka PO z PiS angażuje nas bez reszty od ponad dziesięciu lat i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Być może więc zapowiedzi budowy drugiej Irlandii składane niegdyś przez Donalda Tuska właśnie w sferze partyjno-politycznej okażą się najbliższe prawdy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA