fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Hillary chce wrócić do Białego Domu

AFP
Hillary Clinton formalnie zgłosiła w niedzielę chęć ubiegania się o fotel prezydencki w przyszłorocznych wyborach.

Rozpoczęta kampania będzie się różniła od tej sprzed ośmiu lat, kiedy była pierwsza dama przegrała wyścig o – zdawało się – pewną już nominację z ówczesnym senatorem Barackiem Obamą.

67-letnia Clinton oficjalnie poinformowała o swoich planach w samo południe czasu Wschodniego Wybrzeża USA w swoim biurze na nowojorskim Brooklynie. Równocześnie w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie wideo, w którym poinformowała wyborców o swoich planach.

Deklaracja nie stanowiła zaskoczenia, bo nieformalne przygotowania do kampanii trwają od co najmniej dwóch lat. W tym czasie Hillary Clinton, która odeszła ze stanowiska sekretarza stanu USA w administracji Baracka Obamy, wygłaszała dziesiątki przemówień, pracowała na rzecz fundacji charytatywnej Clintonów oraz kompletowała zespół doradców i współpracowników.

W odróżnieniu od sytuacji na prawicy, gdzie o nominację do Białego Domu toczyć się będzie zażarta walka, Hillary Clinton jest zdecydowaną faworytką Partii Demokratycznej. Wygrywa też w większości badań opinii z każdym potencjalnym kandydatem republikanów. Oprócz ośmiu lat spędzonych w Białym Domu jako małżonka prezydenta Billa Clintona może się też pochwalić własnymi sukcesami w służbie publicznej – jako senator ze stanu Nowy Jork oraz sekretarz stanu.

W tych niewątpliwych atutach kryje się jednak niebezpieczeństwo. Spora część Amerykanów sygnalizuje niechętny stosunek do politycznych „dynastii" (np. Bushów, Clintonów czy wcześniej Kennedych). Nieuniknioność nominacji Hillary Clinton może się obrócić przeciwko niej. Jednak jej najpoważniejszy rywal w Partii Demokratycznej, były gubernator Maryland Martin O'Malley, wyraźnie przegrywa w sondażach. Dziś aż 68 proc. wyborców Partii Demokratycznej jest przekonanych o tym, że to była pierwsza dama będzie walczyła o prezydenturę z jednym z republikańskich rywali. Hillary Clinton może też liczyć na poparcie ze strony Białego Domu. Barack Obama oświadczył w sobotę, że jego dawna sekretarz stanu byłaby „doskonałym prezydentem". „Mogę powiedzieć, że poradzi sobie świetnie w każdej dyskusji i debacie na temat polityki zagranicznej – mówił Obama. – Jej osiągnięcia w polityce wewnętrznej świadczą z kolei, że troszczy się ona o pracujące rodziny". Zbyt ostentacyjne poparcie może jednak przynieść pani Clinton więcej szkody niż pożytku, bo obecny prezydent nie cieszy się wśród Amerykanów popularnością.

Przygotowywana kampania ma się zasadniczo różnić od próby wywalczenia nominacji Partii Demokratycznej w wyborach 2008 roku. Wydawało się wówczas, że była pierwsza dama pewnie zmierza do Białego Domu. To jednak Barackowi Obamie udało się pozyskać sympatię partyjnego elektoratu i wygrać prawybory. Pewność siebie i kilka zbyt ostrych wypowiedzi na temat rywala zniechęciły do niej wówczas demokratyczny elektorat. Wyciągając wnioski z tamtej porażki, Hillary Clinton ma teraz skupić się na pozyskaniu sympatii klasy średniej i ociepleniu swojego wizerunku. Służyć temu mają między innymi spotkania z małymi grupami wyborców w dwóch stanach – Iowa i New Hampshire, które tradycyjnie są miejscem pierwszych prawyborów.

O nowym wizerunku Hillary Clinton świadczyć może zmieniony epilog dopisany do jej najnowszej książki „Hard Choices" (Twarde wybory) opowiadającej o okresie, w którym kierowała amerykańską dyplomacją. Pisze w niej między innymi o swoich nowych doświadczeniach wynikających z faktu, że została... babcią. „Jestem bardziej niż kiedykolwiek przeświadczona, że nasza przyszłość w XXI stuleciu zależeć będzie od tego, czy będziemy w stanie zapewnić, by dziecko urodzone wśród wzgórz Appalachów, w delcie Missisipi czy w dolinie Rio Grande miało takie same szanse na osiągnięcie sukcesu, co Charlotte [wnuczka Hillary – przyp. red.]".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA