fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Ukraina: front szykuje się do wiosennych walk

PAP/EPA
Separatyści przygotowują się do „intensywnych działań bojowych", które mogą się zacząć wkrótce, jeszcze przed rosyjskim świętem 9 maja.

Według ukraińskich i amerykańskich wojskowych oddziały separatystów zostały postawione w stan gotowości bojowej. Potwierdził to w rozmowie z „Rz" rosyjski analityk związany ze środowiskiem separatystów Borys Rożin. Jego zdaniem „obecnie trwa formowanie (na terenach opanowanych przez separatystów) oddziałów regularnej armii w związku z oczekiwanymi intensywnymi działaniami bojowymi".

– Oddziały ochotników są przekształcane w normalne brygady i korpusy (ługański i doniecki), które będą miały wspólne dowództwo. Przede wszystkim formuje się artylerię i służbę medyczną – powiedział. Dotychczas atak poszczególnych oddziałów przygotowywali żołnierze rosyjscy, wspierali je z armat i czołgów, a w razie czego sami interweniowali w walce.

Jednocześnie misja OBWE odnotowuje wzrastającą ilość ostrzałów w tej części frontu, która jest obsadzona przez oddziały „donieckie". Tamtejszy „prezydent" Aleksandr Zacharczenko oświadczył, że zamierza walczyć o tereny zajmowane obecnie przez oddziały ukraińskie.

– Problem polega na tym, że musimy przywrócić (naszą władzę) na terenach tymczasowo okupowanych, oczywiście lepiej byłoby zrobić to środkami pokojowymi – powiedział. Chodzi o rejon Słowiańska i Kramatorska oraz port w Mariupolu. Rzecz jasna, Ukraińcy nie zamierzają ustępować ze swego terytorium dobrowolnie.

Seria ostrzeżeń o szykowanym ataku nadeszła w kilka dni po powołaniu przez władze w Kijowie Komisji Konstytucyjnej, która ma przygotować projekt nowej ustawy zasadniczej nieprzewidujący autonomii dla Doniecka i Ługańska – i w ogóle nieuznający tamtejszych „prezydentów".

Amerykański generał Wesley Clark, były dowódca NATO, przestrzegł, że „atak ze wschodu" może nastąpić już po prawosławnej Wielkanocy (12 kwietnia) „i najprawdopodobniej przed (świętem) 9 maja".

Według Rożina jednak proces konsolidacji oddziałów separatystów i przekształcania ich w regularną armię zaczął się już pod koniec ubiegłego roku. – Część oddziałów walczyła na froncie, a część zajmowała się sprawami gospodarczymi (czyli handlem) lub rabunkami. Z Rosji płynęły dostawy żywności, ubrań i parę razy zostały przez nich okradzione. Wtedy z Rosji grzecznie zarekomendowano, by zrobić porządek – powiedział „Rz", choć odmówił odpowiedzi na pytanie, kto „rekomendował".

Do 5 kwietnia w obu „republikach" poszczególne oddziały miały się podporządkować „prezydentom" lub złożyć broń. Nie wszyscy to zrobili. – Teraz zatrzymują tam masę ludzi i wsadzają do więzień – mówi Rożin.

Wcześniej jednak w zamachach i starciach zginęło kilkunastu dowódców, którzy nie chcieli się podporządkować „prezydentom". Obecnie jedynie oddziały rosyjskich kozaków nie uznają władzy „prezydenta Ługańska" i kontrolują prawie połowę terytorium „Ługańskiej Republiki Ludowej". – Trwa tam walka o zasoby ekonomiczne (regionu), ale większość kozaków chce wspólnego frontu i końca anarchii – mówi Rożin.

Tymczasem Amnesty International oskarżyła separatystów o mordowanie ukraińskich jeńców wojennych. Organizacja ma dowody wskazujące na zastrzelenie przez Rosjan co najmniej czterech żołnierzy.

W niedzielę w Kijowie odbył się pogrzeb Ihora Branowickiego, jednego z ukraińskich obrońców lotniska w Doniecku, który został zamordowany 21 stycznia po wzięciu do niewoli przez dowódcę separatystów Arsenija Pawłowa zwanego „Motorola".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA