fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Film o skutkach śmierci dziecka

Wim Wenders i James Franco
AFP
Berlinale 2015: Reżyser Wim Wenders pokazuje swoją pierwszą od ośmiu lat fabułę.

Młody, przystojny mężczyzna jedzie samochodem po ośnieżonej drodze. Nagle słyszy uderzenie. Z pobliskiej górki, w ciągu jednej chwili, zjechały małe saneczki. Uderzyły w maskę jego auta. Mężczyzna wyskakuje z samochodu. Oddycha z ulgą. Dziecku nic się nie stało, siedzi nieruchomo na sankach, jest tylko oszołomione i przestraszone. Mężczyzna bierze chłopca za rękę i prowadzi do pobliskiego domu. W drzwiach słyszy tylko przeraźliwy krzyk matki: „Gdzie jest Mikołaj?" Jej drugi synek zginął pod kołami.

Całe zdarzenie nagrała przydrożna kamera. Nikt nie ma wątpliwości - nie było tu żadnej winy kierowcy. Ale fakt pozostaje faktem: dziecko nie żyje. Z jego śmiercią będzie musiała się uporać rodzina - matka i brat, ale też nieumyślny zabójca. Nawet jeśli jest niewinny.

W „Every Thing Will Be Fine" Wim Wenders portretuje ludzi, którzy po tym wypadku muszą żyć dalej. Ale potwornej drzazgi długo nie będą mogli się pozbyć. Może nigdy.

— Nie wymyśliłem tego tematu — mówi Wenders. — On sam przyszedł do mnie. Gotowy scenariusz przysłał mi Bjorn Olaf Johannessen, norweski scenarzysta, którego poznałem na festiwalu Sundance. Interesowały mnie pytania: Jak można dość do siebie po takim wypadku, nawet jeśli nie ponosi się za winy? Jakie relacje mają obce osoby, które połączyła ogromna trauma?

Wenders obserwuje swoich bohaterów przez 12 lat. Pokazuje, jak przeżywają ból, jak uczą się od nowa funkcjonować w swoim świecie, który już nigdy nie będzie taki sam. Próbuje zrozumieć, jaki wpływ na ich życie miało tragiczne doświadczenie, którego musieli doświadczyć. Mężczyzna jest pisarzem, po tym, co przeżył jego książki stają się głębsze i ciekawsze. Kobieta zawsze już będzie bała się nagłego warkotu samochodu i - jak w trenie Broniewskiego po śmierci Anki - patrzyła z niepokojem na firankę poruszaną przez wiatr.

Jest w tym filmie trochę delikatnych obserwacji i prawdziwych sytuacji, ale też sporo uproszczeń. Wenders nie wchodzi głęboko w psychikę bohaterów, wszystko każe widzowi przyjmować trochę „na wiarę". Bo niby dlaczego wypadek miał odblokować Thomasa jako pisarza, jak udało mu się stworzyć rodzinę ze spotkaną w windzie kobietą z małą córką, dlaczego brat zabitego w wypadku chłopca chce po latach spojrzeć w oczy człowiekowi, który siedział wówczas za kierownicą samochodu? Relacje między bohaterami są dość sztuczne, plastikowe, kobiety - tak przecież ważne - stanowią jedynie tło, a autorzy filmu nie bardzo chyba wiedzą, jak go zakończyć.

No i jest jeszcze 3D. Wenders nakręcił „Every Thing Will Be Filne" w nowej technologii, w której wcześniej powstała jego „Pina". Można oczywiście zastanawiać się, po co wykorzystywać trójwymiar w opowieści tak kameralnej, opowiedzianej najprostszymi środkami, bez efektów specjalnych. Uczciwie trzeba zaznaczyć, że okulary i głębia obrazu nie przeszkadzają w odbiorze tej historii. Współpracownicy Wendersa operują 3D naprawdę perfekcyjnie. Nie przeszkodziła im nawet kanadyjska, mroźna zima, podczas której kręcona była część zdjęć.

— 3D w cudowny sposób wszystko potęguje, także wrażenia i i odczucia — stwierdził Wenders na konferencji prasowej, ale czy tak naprawdę jest? Złośliwie można by powiedzieć, że nic nie zastąpi perfekcyjnego scenariusza. Choć podczas spotkania z dziennikarzami także odtwórca głównej roli James Franco wychwalał zalety 3D jako środka, który pozwala widzowi „wejść w duszę bohatera" głębiej niż zwyczajny, płaski obraz.

Ten festiwal należy do Franco, który pokazuje tu aż trzy swoje filmy. Poza „Every Thing Will Be Fine" prezentowanym poza konkursem, na seansach specjalnych, można go też oglądać w walczącej o Złotego Niedźwiedzia „Królowej pustyni" Wernera Herzoga i w prezentowanym wcześniej na Sundance, gejowskim „I am Michael" Justina Kelly'ego. W tym samym czasie na ekrany kin niemieckich wszedł oprotestowany przez Koreańczyków „Interview", również z Franco w jednej z głównych ról. Gwiazdor, reżyser, artysta wizualny mówił na konferencji prasowej, że każdy z tych filmów wymagał od niego innego aktorstwa i chwalił sobie współpracę z „pełnym pasji" Wendersem. Samego Wima Wendersa, dla którego „Every Thing Will Be Fine" jest pierwszą fabułą od ośmiu lat, Berlinale wyróżniło w tym roku Złotym Niedźwiedziem za całokształt twórczości.

—Barbara Hollender z Berlina

Źródło: Rzeczpospolita OnLine
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA