Świat

Polski języczek u wagi

Anna Sińska wyjechała z Polski do Londynu, tak jak tysiące jej rodaków
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
O tym, kto zwycięży w zbliżających się wyborach burmistrza Londynu, mogą zdecydować Polacy. Jeśli tylko pójdą głosować
Główni kandydaci w wyborach, które odbędą się 1 maja, dostrzegli ten nowy elektorat i zabiegają o jego względy. Starający się o reelekcję z ramienia Partii Pracy burmistrz Ken Livingstone kilkakrotnie gościł Polaków w ratuszu. Obiecał, że na Trafalgar Square odbędzie się festiwal polskiej kultury.
Jego główny rywal reprezentujący konserwatystów Boris Johnson też się z nimi spotkał. Brian Paddick, kandydat Liberalnych Demokratów, udziela wywiadów polonijnym mediom. Polacy są bowiem jedyną społecznością, która w dużej ilości zasiliła populację Londynu od czasu ostatnich wyborów burmistrza. Wówczas Livingstone pokonał swego konserwatywnego rywala przewagą około 170 tysięcy głosów. Tyle Polacy mogą bez problemu oddać. Oficjalnie mieszka ich tutaj 150 tysięcy, wiadomo jednak, że faktyczna liczba jest nawet trzykrotnie większa.
Do połowy marca do głosowania zarejestrowało się około 60 tysięcy Polaków. Ta liczba będzie rosła aż do końca terminu rejestracji (16 kwietnia) także ze względu na intensywną kampanię „Polacy głosują” (Poles to polls), która ma na celu przekonanie naszych rodaków, że wybory ich jak najbardziej dotyczą. – Chcemy, żeby ta akcja przede wszystkim pomogła polepszyć wizerunek polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii – wyjaśnia jeden z jej organizatorów Michał Nowak. – Z jednej strony Polacy są postrzegani jako świetnie wykwalifikowana, rzetelna i tania siła robocza, jednak niebiorąca udziału w życiu tego kraju. Z drugiej zaś widoczny jest strach Brytyjczyków przed du- żym napływem Polaków, co przekłada się na negatywne artykuły o Polakach w prasie brukowej – dodaje. Organizatorzy kampanii mają ręce pełne roboty, bo wielu Polaków nie wie, że jako obywatelom Unii i mieszkańcom Londynu (bez względu na długość pobytu) przysługuje im prawo głosu w wyborach lokalnych, w tym burmistrza. Stawka jest duża, bo majowym wyborom będzie się uważnie przyglądać reszta kraju. Będą one bowiem oznaką nastrojów wyborczych, które mogą się utrzymać do spodziewanych na czerwiec 2009 r. wyborów parlamentarnych. Tracącym na popularności laburzystom bardzo zależy na zwycięstwie Livingstone’a. Miałby on na to duże szansem jeśli, jak twierdzi prowadząca z nim wojnę londyńska popołudniówka „Evening Standard”, nie storpedują tego Polacy. Konserwatywny kandydat Boris Johnson liczy na to, że zwłaszcza tak zwana stara emigracja, zarówno ze względu na swoje silnie antykomunistyczne nastawienie, jak i relatywną zamożność nie będzie chciała głosować na „Czerwonego Kena”. Jednak zdaniem niektórych jej przedstawicieli Livingstone nie powinien być kojarzony tylko w takim kontekście. Przypominają oni, że gorąco wspierał „Solidarność”. Z kolei tak zwaną polską nową falę jako imigrantów z prawdziwego zdarzenia może zniechęcać szowinizm przypisywany środowisku konserwatystów. Według sondażu opublikowanego w czwartek przez „The Guardian” konserwatysta Johnson minimalnie wyprzedza Livingstone’a (odpowiednio 42 i 41 procent, a liberalny demokrata Paddick – 10 procent). Nie wiadomo, jak na notowania wpłynie zapowiedź Johnsona, że jako burmistrz zakazałby spożywania alkoholu w metrze.W bitwie o Londyn Polacy mogą się zatem okazać języczkiem u wagi. Zaszokował Brytyjczyków, gdy w czwartek przyznał publicznie, że ma nie dwoje – o czym wszyscy byli przekonani – ale pięcioro dzieci. W dodatku z trzema kobietami. Najstarszy syn ma 15 lat, a jego matką jest nauczycielka. Podobno utrzymują ze sobą regularne kontakty. Dwie córki są już dorosłe – Livingstone poznał ich mamę, zanim zaczął karierę polityczną. Prawdę znała tylko najbliższa rodzina i przyjaciele burmistrza. Gdy w 2002 roku urodził mu się syn Tom, cała stolica była przekonana, że to jego pierwsze dziecko. Gratulowano mu, że w wieku 57 lat pierwszy raz został ojcem. On sam nigdy nie prostował tych informacji. – To, co się dzieje w moim prywatnym życiu, to wyłącznie moja sprawa i nikt nie powinien się w to mieszać – powiedział w wywiadzie dla BBC „Czerwony Ken”. Znany z lewicowych poglądów Livingstone żyje dziś w związku ze swoją menedżerką Emmą Beale. Mają pięcioletniego syna Toma i czteroletnią córkę Mię. Livingstone kocha biologię (kiedyś jej nawet uczył) i hoduje jaszczurki. k.z.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL