fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

PiS ma szansę na przejęcie władzy - rozmowa z Januszem Czapińskim

Fotorzepa/Danuta Matloch
Kaczyński chce wmówić Polakom, że Ewa Kopacz jest jak Jaruzelski i władzy nie odda – mówi psycholog Janusz Czapiński.

Jak wygląda krajobraz polityczno-społeczny w Polsce po wyborach?

Prof. Janusz Czapiński, twórca „Diagnozy społecznej":
Niewesoło. Wyniki wyborów samorządowych mogą budzić wątpliwości. Powyborcze scenariusze są dwa. Albo zostaną ponownie przeliczone tzw. nieważne głosy i wtedy może się okazać, że struktura procentowa jest inna niż ta, którą znamy dzisiaj.

A drugi scenariusz?


Jeśli nie zostaną ponownie przeliczone głosy nieważne, to w Polsce narastać będzie kolejna teoria spiskowa, która będzie pociągać znaczną część Polaków. A stąd szybka droga do zmiany władzy.

Kto na tym zyska?


Teoria o sfałszowaniu wyborów będzie wehikułem do władzy dla PiS.

Czyli powinno się sprawdzić wszelkie nieścisłości i ponownie przeliczyć głosy nieważne?

A wyobraża pan sobie, co by się stało, gdyby się okazało po przeliczeniu wszystkich książeczek, że  PSL dostał kilkanaście, a nie ponad 23 proc. poparcia? Musiałoby dojść do zmiany składu sejmików. Głównym problemem tych wyborów były książeczki, a nie wyraźne nieścisłości w innych wymiarach. Sejmiki będą obecnie podejmować decyzje dotyczące miliardów złotych, które z nowej perspektywy Unii Europejskiej idą do regionów. To jest ogromne wsparcie dla PSL i wielka władza ludowców w regionach.

To jak wyjaśnić te wszystkie nieprawidłowości?

Jako pierwszy zgłaszam się do analizy tzw. głosów nieważnych. Trzeba sprawdzić, na czym polegał fenomen „wypaczenia" wyborów. Pytanie, która kategoria głosów nieważnych wzrosła. Czy kategoria: nie lubię was, politycy, i przekreślam wszystko? Czy kategoria wynikająca z nierozumienia instrukcji? Od tego należy zacząć. Dalej scenariusz zacznie pisać się sam.

Powinny zostać wprowadzone zmiany w prawie wyborczym?

Nie. Zmiany proponowane przez PiS prowadzą do upolitycznienia PKW i samych wyborów. Wybory prezydenckie i parlamentarne wyglądają inaczej, bo nie ma przy nich książeczki. Zmienianie ordynacji wyborczej na chybcika to byłby zabieg piarowski. Trzeba rozliczyć błędy i uchybienia i nie zmieniać reguł gry na zawołanie opozycji.

13 grudnia, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, PiS organizuje marsz „W obronie demokracji i wolności mediów", który ma być demonstracją sprzeciwu obywatelskiego wobec sfałszowania wyborów samorządowych.

Jeśli Jarosław Kaczyński zadba o to, żeby nie było bijatyk, burd, awantur z policją, to spoi w ten sposób zwolenników PiS. Ale sytuacja jest ryzykowna, bo jeśli dojdzie do zamieszek i PiS straci kontrolę nad tłumem, to zostanie oskarżony o organizowanie zamieszek społecznych.

To dobra data na organizację marszu?

Kaczyński wciąż chce pokazać, że PiS stoi tam, gdzie „Solidarność", a Platforma tam, gdzie stało ZOMO. Data ma wbić w świadomość społeczną analogię między rządami PO–PSL i PZPR. Kaczyński chce wmówić Polakom, że premier Ewa Kopacz jest jak gen. Jaruzelski z czasów stanu wojennego i władzy nie odda. Marsz może się okazać wielkim sukcesem PiS. Utrwalony zostanie kolejny symbol jednoczący prawicę, na czele której stoi partia Jarosława Kaczyńskiego. 13 grudnia jest bardzo mocnym symbolem.

Dlaczego młodzi w przytłaczającej większości zagłosowali na PiS, a nie na inne formacje polityczne?

Młodzi Polacy chcą zmiany i świeżości. Oni nie pamiętają rządów PiS–LPR–Samoobrona. Nie pamiętają premiera Kaczyńskiego i ministra Ziobry. Społeczeństwo się nam bogaci i unowocześnia, więc mentalność ludzi przesuwa się z wartości materialnych w stronę wartości postmaterialnych. Dlatego Polacy powierzyli dwukrotnie władzę SLD, formacji post-PZPR-owskiej, bo głównym powodem oddania im władzy były argumenty materialne – chęć bogacenia się, odkucia, nadrobienia zapóźnienia itd. Gdy Polacy się wzbogacili, a rozwarstwienie społeczne zaczęło się zmniejszać, to na miejsce wartości materialnych śmielej weszły wartości ideowe. W Polsce są to wartości bogoojczyźniane, stawianie na suwerenność narodu, na symbole polskiej państwowości. I to jest wiatr, który dmucha w żagle PiS, partii, która jest postrzegana jako orędownik właśnie tych wartości. PiS rzadko mówi o biedzie i ekonomicznym wymiarze życia. Przekazem PiS, który trafia do Polaków, jest obrona suwerenności państwa. Już nie przed Moskwą, ale przed Brukselą. I to jest grunt dla prawicowej fali, który zaczyna porywać młodych Polaków.

PiS nie zaszkodzi afera madrycka?

Nie, dlatego że decyzja o wyrzuceniu posłów Adama Hofmana, Mariusza Kamińskiego i Adama Rogackiego była błyskawiczna. Jarosław Kaczyński odciął się od madryckiej trójcy i stoi na stanowisku, że jej powrót do partii jest niemożliwy. PiS na aferze nie stracił, ale może zyskać, jeśli się okaże, że w Platformie doszło do podobnych nadużyć, a podejrzani nie zostaną z niej usunięci.

Mówi pan o sprawie marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego, ministra Bartosza Arłukowicza i Sławomira Neumanna?

Brak konsekwencji względem tych osób może zaszkodzić Platformie. PO musi coś z tym zrobić. Nie ma tego czym przykryć. PiS zdecydowanie wygrywa sprawę tematu sejmowych nadużyć finansowych.

Andrzej Duda, kandydat PiS na prezydenta, to symbol nadchodzącej zmiany?

Nie. On nie ma rozpoznawalności, popularności, charyzmy. Nie będzie nawet II tury wyborów. Jedyną osobą, która mogłaby zagrozić Bronisławowi Komorowskiemu, jest Jarosław Kaczyński. PiS powinien był wystawić Kaczyńskiego, jeśli naprawdę chciałby zmiany głowy państwa.

Kaczyński wróci do władzy?

Ma dużą szansę na jej przejęcie. Zużycie materiału po stronie rządowej postępuje.

A „efekt Kopacz"?

Wybory samorządowe pokazały, że nie istnieje coś takiego jak „efekt Kopacz" i „efekt Tuska". Zmiana premiera nie przyniosła Platformie wymiernych korzyści. Wynik wyborów parlamentarnych będzie zależał od tego, co koalicji uda się przez najbliższy rok zrobić. Spadek zaufania do PO i tak nastąpił z dużym opóźnieniem. Utrzymanie sympatii Polaków dla partii rządzącej przez siedem lat to fenomen. Ale ten czas się skończył. Są niewielkie szanse, że przez rok premier Kopacz będzie potrafiła odzyskać dla PO wyborców. Większe szanse na przejęcie władzy ma dzisiaj PiS, który może rządzić nawet z SLD.

Liderzy obu ugrupowań twierdzą, że żadnej koalicji nie ma i nie będzie.

Leszek Miller musi dać coś swojej partii, która od 2005 r. jest odsunięta od władzy. Stąd demonstracyjne spotkanie z Kaczyńskim, które było sygnałem wysłanym Platformie, że SLD może współrządzić z PiS. Za rok nawet wbrew woli Leszka Millera, który teraz nie potrafił przekonać kolegów do Ryszarda Kalisza jako kandydata SLD na prezydenta. To sygnał, że pozycja Millera jest słaba. On stracił zdolność decyzyjną. A partia prze do władzy. Choćby z Kaczyńskim.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA