fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Do braci Litwinów - felieton Bogusława Chraboty

Fotorzepa/Rafał Guz
Osobiście uważam, że to skandal, paradoks i absurd, na dodatek z kategorii fundamentalnych, że w ciągu 25 lat po obaleniu komunizmu nie umiemy porozumieć się na linii Warszawa–Wilno, podczas gdy, mimo przerażających faktów ze wspólnej przeszłości, udało nam się doprowadzić do pojednania polsko-niemieckiego i wejść na nową ścieżkę w relacjach polsko-ukraińskich.

Skąd to się bierze i o czym świadczy? Przecież po obu stronach wspólnej granicy za relacje między narodami odpowiadają ci sami ludzie. Ta sama klasa polityczna, która doskonale dogaduje się z Berlinem, Paryżem czy Brukselą, ale na tej jednej newralgicznej linii wykazuje się kompletną niemotą. Czy to jakiś paraliż? Krótkowzroczność? A może stereotypy, z których nie umiemy się uwolnić? Warszawa, wciąż przekonana o tym, że Wilnem powoduje karłowaty nacjonalizm, i Wilno, które postrzega Warszawę wyłącznie przez pryzmat polskiej buty i arogancji.

Jestem przekonany, że krytycyzm i posypanie głów popiołem jest konieczne po obu stronach granicy

Czyż nie najwyższy czas, żeby odciąć się od przesądów, zrozumieć, że jedziemy na tym samym geopolitycznym wózku i w najlepiej pojętym interesie obu państw i narodów jest symbioza? Symbioza między równoprawnymi partnerami? Dlaczego to wciąż niemożliwe? Dlaczego ścieżki Polaków i Litwinów tak dramatycznie się rozeszły, ...

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA