fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Najwięcej tanich ofert na Białołęce

Fotorzepa, Adam Burakowski Adam Burakowski
Mimo stabilnych średnich cen na stołecznym rynku pierwotnym, podaż tańszych lokali nieznacznie wzrosła ?w tym roku. Trend ten może się wzmacniać.

W Warszawie największa oferta nowych mieszkań w cenie przystępnej dla przeciętnego nabywcy, a więc nie droższych niż 300 tys. zł, czeka przede wszystkim na Białołęce. Sporo tańszych propozycji znajdziemy również na Bemowie, Targówku czy we Włochach.

Według wyliczeń analityków redNet Property Group lokale w tych dzielnicach stanowią ok. 30–40 proc. ofert na rynku pierwotnym.

– Są to zazwyczaj mieszkania jedno- lub dwupokojowe o powierzchni 20–57 mkw.  Zdarzają się w tej cenie także pojedyncze, mniejsze lokale trzypokojowe – mówi Monika Rużańska, analityk z redNet Property Group.

475 mieszkań od dewelopera na Białołęce kosztuje do 300 tys. zł – podaje serwis RynekPierwotny.pl

Jak wylicza Jarosław Jędrzyński, przedstawiciel portalu RynekPierwotny.pl, na Białołęce znajdziemy dziś prawie 0,5 tys. lokali od dewelopera, nie droższych niż 300 tys. zł. Na drugim miejscu pod względem tej podaży plasują się Włochy, w których oferta nieco przekracza 300 lokali. Trzecie miejsce zajmuje Targówek z podażą rzędu 270 nowych M.

W dzielnicach centralnych czy bardziej prestiżowych, takich jak Śródmieście, Żoliborz, Mokotów czy Ursynów, podaż mieszkań do 300 tys. zł jest znikoma. Według szacunków redNet Property Group nie stanowi zazwyczaj więcej niż  1–5 proc. oferty dzielnicy. Oznacza to, że w najdroższych stołecznych dzielnicach na klientów czeka dosłownie po kilka ofert do 300 tys. zł.

– Metraże takich lokali mieszczą się w przedziale 28–46 mkw. i zazwyczaj są to kawalerki. Niekiedy w tej kwocie trafiają się również mniejsze dwójki – zauważa Monika Rużańska.

Jedynie na Mokotowie znajdziemy ponad 40 tańszych ofert, ale, jak zaznacza Jarosław Jędrzyński, pochodzą one głównie z Dolnego Mokotowa, który jest lokalizacją zdecydowanie mniej prestiżową od Górnego Mokotowa.

W sumie, według serwisu RynekPierwotny.pl, w całej Warszawie jest do wzięcia ok. 1,6 tys. nowych M za nie więcej niż 300 tys. zł.

– Na początku bieżącego roku takich lokali było niewiele ponad 1,4 tysiąca. Zatem ich pula powoli rośnie. Wynika to z kilku czynników. Przede wszystkim oferta deweloperska w ogóle w Warszawie i całym kraju powoli się zwiększa, co pociąga za sobą także wzrost oferty lokali cenowo najbardziej dostępnych. Z kolei stawki mieszkań pozostają stabilne i nie rosną – opowiada Jarosław Jędrzyński.

Zwraca uwagę, że na rynek nowych lokali duży wpływ ma ciągle program „Mieszkanie dla młodych", którego limity w Warszawie wymuszają niejako na deweloperach inwestowanie w projekty ekonomiczne. – Lokale z ceną do 300 tys. zł mają obecnie i mieć będą w przyszłości istotny udział w ofercie – zapewnia Jędrzyński.

Również Monika Rużańska przekonuje, że pula mieszkań do 300 tys. zł powinna stopniowo wzrastać, gdyż deweloperzy dopasowują ofertę do preferencji nabywców. A najbardziej poszukiwanymi na rynku warszawskim w ostatnim czasie są mieszkania mniejsze, kompaktowe, o funkcjonalnym rozkładzie, których cena całkowita jest jak najniższa.

– Dodatkowo, zgodnie z wymogami nowej rekomendacji S, w kolejnych latach stopniowemu podwyższaniu ulegać będzie wymagany wkład własny przy kredycie udzielanym na zakup mieszkania. To również oznacza, że nabywcy będą poszukiwać coraz tańszych lokali – zaznacza Monika Rużańska.

Z kolei najtańsze propozycje w stolicy, również do kupienia w „ekonomicznej" Białołęce, kosztują 179–180 tys. zł. Ich liczba jest jednak bardzo ograniczona.

Choć rabaty na dzisiejszym rynku ciągle są dostępne, w segmencie tych tańszych ofert coraz trudniej na nie liczyć. – Mieszkania z ceną do 300 tys. zł są towarem raczej łatwo zbywalnym, zwłaszcza na takim rynku, jaki mamy obecnie. Kupowane są chętnie zarówno na własne potrzeby, jak i przez inwestorów. W związku z tym na duże upusty raczej liczyć nie należy, zwłaszcza że deweloperzy w ogóle w ostatnich miesiącach dość wyraźnie przyhamowali z rabatami na wszelkiego typu lokale. Tak też będzie zapewne przynajmniej do końca roku – przekonuje Jarosław Jędrzyński.

Czy w przyszłym roku będzie równie trudno o rabat na nowe i niedrogie mieszkanie? – Trudno to jednoznacznie stwierdzić, przede wszystkim w związku ze wzrostem wymaganego wkładu własnego do 10 proc. W związku z tym prawdopodobnie popyt na lokale może przez jakiś czas być ograniczony – prognozuje Jędrzyński.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA