fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Kraj, w którym trzeba mieć się na baczności

Rafał Tomański
Fotorzepa
W Chinach zginąć można na kilka sposobów. Nie do końca z własnej winy.
Dramatyczne w skutkach może być zwykłe przechodzenie przez ulicę. Światła drogowe zmieniają się z czerwonego na zielone przeważnie pro forma, samochody nie muszą wcale pędzić, by grozić przechodniom. Jest ich dużo, stoją w korkach, trzeba jak najszybciej zdobywać każdy kolejny metr w drodze do celu. Przechodzący przez ulice ludzie często zawadzają kierowcom.

Rowerowy korek

Kiedyś chińskie ulice korkowały się rowerami. Nie było tyle samochodów i tym samym ludzie nie byli tak często potrącani na przejściach. Rower waży w końcu o wiele mniej niż auto. Obecnie co chwila dochodzi do spektakularnego zderzenia, często z udziałem samochodów ciężarowych i autobusów. Ludzie, którzy dość niedawno przesiedli się z dwóch na cztery kółka, nie mają jeszcze wystarczającego doświadczenia na drogach. W 2013 roku pojawiło się więcej nowych samochodów niż było ogólnie w kraju w 1999 roku. Tempo wzrostu jest bardzo duże, co roku przybywa 15 mln nowych pojazdów.
Miasta zamierają w korkach i być może, gdyby nie one, ofiar na drogach mogłoby być jeszcze więcej. Początkujących kierowców jest w Chinach coraz więcej. Pomagają także wprowadzone stosunkowo niedawno (bo w 2003 roku) przepisy o bezpieczeństwie drogowym nakładające konieczność jazdy w pasach bezpieczeństwa i korzystania z telefonów komórkowych jedynie poprzez zestawy głośnomówiące. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy policyjne statystyki nie są retuszowane, by nie przedstawiać chińskiej rzeczywistości drogowej w czarnych barwach.
Jeżeli nie na drodze, w Chinach zawsze czeka kilka kolejnych zagrożeń. Nie muszą to być ujgurscy separatyści biegający z długimi nożami po zatłoczonych centrach miast. Nie trzeba nawet przebywać w terenach sejsmicznych, ani ryzykować zderzenia z tajfunem o odpowiedniej porze w roku. Wystarczy być głodnym – to też może być ryzykowne.

Na kłopoty, pałeczki

W niedalekiej przeszłości z Chin dochodziły wiadomości o kłopotach z produktami spożywczymi. A to skażone mleko dla dzieci, a to wieprzowina, która świeciła w ciemności. Zdarza się, że można trafić na kucharza, który pomaluje potrawę niejadalnymi substancjami, by potrawa wyglądała lepiej. Dobrze byłoby mieć jakiegoś prywatnego asystenta, który byłby w stanie próbować wszystkiego przed nami, na wzór obsługi na dworach dygnitarzy odpowiedzialnych za sprawdzanie, czy podawane władcy jedzenie nie jest zatrute. Chińska wyszukiwarka Baidu, jeden z liderów rynku, zaprezentowała niedawno inteligentne pałeczki, które taką funkcję spełnią.
Wyglądają jak normalne pałeczki, o być może lekko futurystycznym, metalowo-drewnianym wzornictwie. Nazywają się Kuaisou i są wyposażone w wiele czujników. Wystarczy, że włożymy je do potrawy, by dowiedzieć, w jakim stanie jest jedzenie. Głównym parametrem jest ocena oleju wykorzystanego do gotowania, pałeczki ostrzegą nas, czy nie był stary i szkodliwy dla zdrowia. Jeżeli wszystko będzie w porządku, zapali się na nich niebieska lampka. Jeżeli lepiej będzie nie jeść, zobaczymy czerwone światełko. W przyszłości urządzenie zmierzą także temperaturę dania oraz oszacują jego kaloryczność. Wszystko w połączeniu z urządzeniami mobilnymi. Szef Baidu, Robin Li daje do zrozumienia, że ten wynalazek pozwoli w nowy sposób odczuwać świat.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA