fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Andrzej Stankiewicz. Trudna jesień premiera

Donald Tusk będzie musiał zdać rachunek za wszystkie wcześniejsze obietnice
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Przyszłość PO zależy od tego, jak Tusk poradzi sobie w ostatnich miesiącach tej kadencji.
Dziś w Sejmie premier ma wygłosić swe kolejne wystąpienie zapowiadające plany rządu. Trudno już spamiętać, ile ich było. Tylko w tej kadencji Tusk występował z takimi przemowami co najmniej trzykrotnie, sporą część zapowiedzi pozostawiając na papierze.
Dzisiejsze wystąpienie będzie jednak szczególne, bo nigdy wcześniej premier nie miał noża na gardle – tak jak dziś.
Władza ma przekonanie, iż by się utrzymać, musi znaleźć gotówkę osiem miesięcy przed wyborami do Sejmu. A ten moment właśnie się zbliża
Problemy stojące przed Donaldem Tuskiem dotyczą wszystkich najważniejszych elementów rządzenia: polityki, gospodarki i bezpieczeństwa.
Obecne wystąpienie rozpocznie kluczowy rok rządów Tuska – to będzie okres prawdziwego testu jego przywództwa. Czy na końcu tej drogi czai się pierwsza od 2005 r. porażka z PiS czy trzecie z rzędu sejmowe zwycięstwo?

Bunt młodych

Jest ich ponad 2,5 miliona – to buntownicy, którzy pokazali rządowi gest Kozakiewicza i pofatygowali się złożyć deklarację, że pozostaną w otwartych funduszach emerytalnych. Wśród liderów Platformy panuje przekonanie, że to dawni platformiani wyborcy.
To symboliczny sygnał, że PO traci sporą grupę zwolenników, bez których trzecie zwycięstwo parlamentarne nie będzie możliwe. Partyjne badania pokazały, że wielu wyborców PO jest rozczarowanych Tuskiem – sądzą, że nie realizuje wielu obietnic, które im składał przez lata.
W otoczeniu premiera trwają narady dotyczące tego, jak pojednać się z rozczarowanymi wyborcami PO. Niewykluczone, że partia wróci do któregoś z pomysłów, które legły u jej podstaw i zapewniły polityczny sukces.
Jednocześnie premier chciałby pełnymi garściami  czerpać z osieroconego przez SLD oraz Twój Ruch elektoratu socjalnego i lewicowego.
To dla niego przygotowywany jest spory pakiet socjalny, o którym premier ma dziś mówić w Sejmie. Głównie dla niego wydłużono urlopy macierzyńskie i wprowadzono darmowy podręcznik szkolny. Ewidentnie do niego adresowany jest projekt ozusowania umów-zleceń, który znalazł się w Sejmie. „Państwo będzie obecne w rozwiązywaniu problemów ekonomicznych, społecznych i rodzinnych" – deklarował premier w styczniu tego roku, gdy wygłaszał swoje ostatnie wystąpienie programowe.

Kuszenie lewicy

Jednocześnie widać, że po przetrzebieniu wewnętrznych środowisk konserwatywnych Platforma sięga po projekty liberalne światopoglądowo, bliskie lewicy – do konsultacji został właśnie przesłany projekt ustawy o in vitro, a partia ma gotowy projekt wprowadzający związki partnerskie.
Już w wyborach 2011 r., a przede wszystkim w tegorocznych eurowyborach, PO świadomie zabiegała o wyborców lewicy i elektorat socjalny. To do nich wysyłane były komunikaty, że Tusk gwarantuje „bezpieczeństwo", co w sytuacji konfliktu na Ukrainie było zręcznym zagraniem. To im przypominano społeczne działania rządu, w tym przyznanie dodatkowych pieniędzy protestującym rodzicom dzieci niepełnosprawnych. Ani zwycięstwo Platformy w 2011 r., ani tym bardziej w 2014 r. nie byłoby możliwe bez elektoratu lewicy. Dlatego premier będzie próbował go uwieść.

Straszyć PiS-em

Na razie Donald Tusk sięga po sprawdzone metody. Chce postraszyć rozgoryczonych wyborców Platformy oraz zwolenników centrolewicy perspektywą powrotu do władzy PiS.
Jeszcze w lutym premier sprzeciwiał się powołaniu komisji śledczej w sprawie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych za czasów rządów PiS. Tyle że już w lipcu zmienił zdanie.
To nieprzypadkowa wolta. Między pierwszą a drugą wypowiedzią premiera wybuchła afera taśmowa, która nie tylko nadszarpnęła reputację kilku kluczowych polityków PO, ale przede wszystkim pociągnęła notowania rządu w dół.
Powołanie komisji śledczej w sprawie WSI to w tej sytuacji dość przewidywalna zagrywka polityczna obliczona na odwrócenie uwagi i straszenie PiS-em. Konkretnie – Antonim Macierewiczem, który jako likwidator WSI będzie głównym bohaterem takiej komisji.
Czy 2,5 mln buntowników z OFE straszonych Macierewiczem zagłosuje na Platformę? Tego nikt w partii nie wie. Ale w tej chwili w PO nie ma lepszego pomysłu, jak przypomnieć dużej części wyborców, dlaczego na nią głosowali – ze strachu przed PiS-em.
Poparcie dla komisji śledczej dotyczącej rozwiązania WSI sprzed ponad siedmiu lat postawi jednak premiera w trudnej sytuacji. Szef rządu będzie musiał wytłumaczyć, czemu w tej sytuacji – popierając rozliczanie opozycji pod hasłem czystości w polityce – nie zgadza się na współczesne rozliczenia we własnym obozie, a więc komisję śledczą w sprawie afery taśmowej. Wniosek taki przygotowany przez lewicę znajduje się w Sejmie i choć premier za pośrednictwem swej zauszniczki marszałek Sejmu Ewy Kopacz ma spore możliwości jego torpedowania, to nie może tego robić w nieskończoność.

Rachunek za Sowę

Premier dokonał wolty w jednej jeszcze kwestii. W epicentrum afery taśmowej niemal wprost zapowiedział dymisję jednego z jej głównych bohaterów Bartłomieja Sienkiewicza. Tyle że teraz przygotowuje opinię publiczną do pozostawienia Sienkiewicza w rządzie. Budzi to opór nie tylko koalicjantów z PSL, ale także części polityków PO, którzy uważają, że brak kary dla Sienkiewicza przyczyni się do przegranej Platformy w wyborach samorządowych.
Podobnie będzie z wnioskiem PiS o Trybunał Stanu dla rozmówcy Sienkiewicza – Marka Belki. Wedle logiki przyjętej przez Kancelarię Premiera, że afery taśmowej nie było, Platforma będzie musiała Belki bronić. Ale przegra, bo partia Jarosława Kaczyńskiego ma wystarczająco dużo posłów, by samodzielnie rozpocząć procedurę sądu nad Belką.

Seremet jako wróg

Sprawa afery taśmowej będzie miała zresztą daleko szersze konsekwencje dla rządu. Zaognia ona i tak nie najlepsze relacje obozu władzy z prokuraturą. Pod lupą prokuratorów w taśmowym śledztwie znaleźli się nie tylko Sienkiewicz i Belka, ale też sam premier. A to wszak ten sam premier w ciągu kilku najbliższych tygodni musi zdecydować, czy przyjmuje coroczne sprawozdanie prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta czy też je odrzuci. I kluczowe – czy w przypadku odrzucenia rozpoczyna procedurę usunięcia Seremeta ze stanowiska. Ta wojna rządu i prokuratury nabierze konkretnego, bliskiego wyborcom wymiaru już za kilka miesięcy.
Wejdzie wówczas w życie kontrowersyjna rządowa zmiana procedury karnej. Sąd nie będzie już prowadził postępowania dowodowego, tylko będzie rozstrzygał pojedynek między prokuraturą a oskarżonym. Seremet walczy, żeby tę zmianę zatrzymać, bo wie, że to wzmocni pozycję oskarżonych, których stać na dobrych adwokatów. Ale rząd ani myśli ustępować. Tyle że w razie serii porażek prokuratury w głośnych procesach to rząd zapłaci za to polityczną cenę. To nie będzie miły rachunek, zwłaszcza że może zostać wystawiony podczas kampanii wyborczej.

Bilans pustych obietnic

Najbliższe miesiące będą też czasem ostatecznego rozliczania premiera z licznych zapowiedzi składanych w kolejnych jego exposé. Bez względu na to, co Donald Tusk powie dziś w Sejmie, nie ucieknie przed rozliczeniami zapowiedzi z przeszłości.
A sporo z nich okazało się zupełnie pustych. Nie wprowadzono podatku dochodowego dla rolników, a państwo – czyli wszyscy podatnicy – wciąż będzie płacić za nich składki zdrowotne (exposé w 2011 r.).
Państwowa spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe wcale nie stała się motorem polskiej gospodarki (drugie exposé w 2012 r.).
Uchwalona reforma służby zdrowia (wystąpienie ze stycznia 2014 r.) długofalowo może poprawić w niej sytuację, ale na pewno nie przyniesie znaczącej poprawy przed wyborami.
Nie widać żadnych efektów zapowiedzianych na początku roku poprzednich programów adresowanych do wyborców socjalnych – choćby aktywizacji bezrobotnych, wykorzystywania majątku spółek skarbu do kreowania społecznej polityki rządu czy budowy przez państwo mieszkań na wynajem.

Zagłosują portfele

Wygląda na to, że w przyszłorocznych wyborach po raz pierwszy w ćwierćwieczu III RP Polacy zagłosują wedle kryterium czysto ekonomicznego, oceniając działania rządu w ciągu dwóch kadencji przez pryzmat swych portfeli. Dlatego premier chce dosypać z budżetu pieniędzy, żeby kupić sobie poparcie poszczególnych grup interesu.
Pierwszy test już za niewiele ponad dwa miesiące – to wybory samorządowe. Właśnie rusza oficjalna kampania wyborcza, która tak naprawdę potrwa aż do wyborów parlamentarnych.
Analizując treść rozmów liderów PO nagranych podczas afery taśmowej, widać, że władza ma przekonanie, iż aby władzą pozostać, musi znaleźć gotówkę najpóźniej na 8–12 miesięcy przed wyborami parlamentarnymi. A ten moment właśnie się zbliża.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA