fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Mińsk czeka na gości

Prezydent Białorusi w zeszłym roku fotografował się na tle flag krajów b. ZSRR. Teraz będzie miał też partnerów z UE
AFP/Ria-Novosti/Pool
Aleksander Łukaszenko stara się wykorzystać kryzys na Ukrainie do zbliżenia z Zachodem. Z sukcesem.
Nieoczekiwanie stolica Białorusi, kraju borykającego się od lat z sankcjami Zachodu, stanie się w przyszłym tygodniu miejscem poszukiwań rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Do Mińska przybędą przywódcy unii celnej w osobach prezydentów Rosji i Kazachstanu, prezydenta Ukrainy oraz trójki wysłanników UE z Catherine Ashton na czele.

Dyplomatyczna inicjatywa

Spodziewane są też bezpośrednie rozmowy Władimira Putina z Petrem Poroszenką. Wygląda na to, że po fiasku niedawnych rozmów w Berlinie z udziałem szefów dyplomacji Rosji, Niemiec, Francji i Ukrainy prezydentowi Białorusi udało się przejąć dyplomatyczną inicjatywę.
Jest to dla niego szansą przezwyciężenia międzynarodowego ostracyzmu. W końcu nałożone przez Zachód na Białoruś sankcje po wyborach w 2010 roku obejmują 232 członków reżimu Łukaszenki (zakaz wjazdu do UE oraz USA), a także 13 białoruskich firm, których zagraniczne konta zostały zamrożone.
– Organizując obecne spotkanie w Mińsku, Łukaszenko ma nadzieję, że Zachód uhonoruje jego wysiłki na rzecz uregulowania konfliktu na Ukrainie – mówi „Rz" Astrid Sahm z berlińskiej Fundacji Nauka i Polityka.
Łukaszenko od dawna stara się wykorzystać kryzys ukraiński. Zdaje sobie sprawę, że krótkoterminowe korzyści gospodarcze wynikające ze zwiększenia eksportu do objętej sankcjami Zachodu Rosji i jej krokami odwetowymi mogą się wkrótce skończyć. Ani Kazachstan, ani Białoruś tworzące wraz z Rosją unię celną nie zostały jeszcze zmuszone przez Moskwę do wprowadzenia sankcji wobec państw zachodnich. Ale to się może wkrótce zmienić.
– Łukaszenko działa we własnym interesie. Trwała destabilizacja Ukrainy grozi Białorusi katastrofą humanitarną, gospodarczą i także polityczną – mówi „Rz" były eurodeputowany PO Paweł Zalewski. Wystarczy wspomnieć, że Białoruś ma nadwyżkę handlową z Ukrainą sięgającą 2 mld dol. w ubiegłym roku, co umożliwia częściowe pokrycie 6 mld deficytu z Rosją.
W każdym razie, goszcząc przywódców unijnych w Mińsku, prezydent Białorusi jawi się już nie jako ostatni dyktator w Europie, którego wszyscy się brzydzą, lecz jako polityk na drodze do legitymizacji swego panowania. Tym bardziej że śle od pewnego czasu sygnały, iż gotów byłby rozmrozić relacje z Zachodem.
W czerwcu tego roku zwolniony został przedterminowo Aleś Białacki, jeden z czołowych opozycjonistów. Nieco wcześniej Mińsk odwiedzili przedstawiciele UE, negocjując sprawy wizowe, a także przedstawiciel Departamentu Stanu. Jednak wysocy rangą politycy po raz ostatni odwiedzili białoruską stolicę w listopadzie 2010 roku, gdy Łukaszenko gościł szefów niemieckiej i polskiej dyplomacji. Miesiąc później „wygrał" kolejne, czwarte wybory prezydenckie i brutalnie rozpędził manifestacje opozycji. Było to przyczyną powrotu do polityki sankcji przez Unię Europejską.
Tak czy owak białoruski prezydent ma już na koncie jeden sukces dyplomatyczny w sprawie Ukrainy. 31 lipca spotkała się już w Mińsku tzw. grupa kontaktowa ds. uregulowania sytuacji na Ukrainie z udziałem byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, ambasadora Rosji w Kijowie Michaiła Zurabowa, przedstawicieli separatystów oraz OBWE. Doszło wtedy do wzajemnego uwolnienia zakładników przetrzymywanych przez obie strony konfliktu na wschodzie Ukrainy. Łukaszenko sprawdził się jako mediator. Prosił go o to wtedy, podobnie jak w przypadku obecnego spotkania, prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.

Gra Łukaszenki

– Białoruś jest obecnie jedynym krajem w Europie, gdzie mogą się odbyć tego typu rozmowy – mówi „Rz" znany białoruski politolog Alaksandr Fiaduta, niegdyś bliski współpracownik Łukaszenki. – Władze w Mińsku od samego początku opowiadały się za utrzymaniem terytorialnej integralności Ukrainy i potępiały aneksję Krymu – dodaje.
Odwiedzając Kijów podczas inauguracji ukraińskiego prezydenta, Łukaszenko ostro potępił działania prorosyjskich separatystów w Donbasie. – Terrorystów trzeba likwidować, tylko musicie odróżnić ich od swoich – stwierdził wtedy prezydent Białorusi. Równocześnie jednak Białoruś głosowała w ONZ tak jak i Rosja przeciwko rezolucji potwierdzającej integralność terytorialną Ukrainy. To gra Łukaszenki starającego się powtórzyć manewr z czasu wojny rosyjsko-gruzińskiej, gdy wbrew życzeniom Moskwy odmówił uznania niezależności Abchazji i Osetii Płd.
Wtedy zdjęte zostały z Łukaszenki oraz grupy jego współpracowników sankcje wizowe. W niedawnym wywiadzie prezydent Białorusi przyznał, że wstawił się wtedy za nim Micheil Saakaszwili. Teraz liczy na Poroszenkę.
– Unia po raz kolejny następuje na te same grabie, rozpoczynając kolejną grę z Łukaszenką – mówi „Rz" Anatol Labiedźka, szef opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. – Wydarzenie to zostanie przedstawione przez białoruską propagandę jako triumf Łukaszenki, z którym się liczy cały świat i który po raz kolejny przełamuje „mur berliński" – wskazuje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA