fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Tusk jest na straconej pozycji

ROL
Zamiatanie trudnych spraw pod dywan wychodziło rządowi dzięki życzliwości mediów głównego nurtu. Ale w tej chwili głównym frontem obrony Platformy i premiera ?są jedynie „Gazeta ?Wyborcza", „Polityka" ?i ich okolice, a to trochę ?za mało jak na ?obecną sytuację ?– mówi Elizie Olczyk ?były polityk PO, ?szef SD Paweł Piskorski
Rz: Czy widział pan kiedykolwiek Donalda Tuska w tak trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się obecnie?
Owszem, o poranku po wyborach w 1993 roku, gdy Kongres Liberalno-Demokratyczny je przegrał. Donald był zdruzgotany. Ale obecna afera podsłuchowa stanowi bez wątpienia ogromny cios. Tym większy, że on zapewne wie, iż jest na straconej pozycji. Jedyny scenariusz, który umożliwiłby mu wybrnięcie z tej sytuacji, to taki, że innych nagrań już nie ma. Moim zdaniem to jest nierealne.
Od wybuchu afery podsłuchowej premier kilkakrotnie zmieniał narrację. Zaczął od stwierdzenia „przykra sprawa, nie bagatelizuję tego", a skończył na grupie przestępczej, która terroryzuje państwo. Skąd te zmiany?
Na początku byli w panice i chcieli się odcinać od Sienkiewicza i innych. Potem Tusk zdał sobie sprawę, że to będzie łańcuszek dymisji wymuszonych kolejnymi nagraniami z nim samym na końcu. Zastosował więc niezwykle ryzykowny dla PO, ale jedyny dla niego wariant: „Idziemy w zaparte". Jak w „Misiu": „Ja jestem kierownikiem tej szatni i co pan mi zrobisz". Odwracają więc sprawę. Nieważne, co wynika z nagrań, państwo jest zagrożone przez zamach stanu, zorganizowaną grupę przestępców, pewno inspirowanych przez Rosję albo mafię. Trzeba ich złapać i to załatwi problem. Oczywiście to bzdury, ale na pewno jest kilkanaście procent Polaków tak bezkrytycznych wobec PO, że to przyjmą.
Wydawało się, że Tusk genialnie zarządza kryzysem. Afera hazardowa została rozegrana perfekcyjnie, kryzys związany z katastrofą smoleńską na początku też został dobrze zażegnany. A tym razem chaos.
Afera hazardowa rzeczywiście została dobrze rozegrana, bo Tusk wykorzystał ją do pozbycia się niewygodnych ludzi z rządu. Ale widzieliśmy, jak rozwijały się protesty przeciwko ACTA czy sprawa leków refundowanych. Nikt nie panował nad przekazem. A sprawa smoleńska została puszczona na żywioł. To dlatego Ewa Kopacz opowiadała, że śledczy w Smoleńsku przekopywali grunt na metr w głąb, żeby odszukać wszystkie szczątki ofiar, a sama pilnowała sekcji. Doraźnie odniosła z tego korzyść, ale później przez lata było to przypominane jako kłamstwo władzy. Nie wspomnę już innych spraw, tj, zamiany trumien, odpowiedzi na raport Anodiny itp. Naprawdę nie mam wrażenia, żeby w rządzie działał dobry zespół zarządzania kryzysem.
Podsłuchy to bolesny cios?
Z całą pewnością. To jest uderzenie w jądro nowej elity, którą tworzył Tusk, czyli Sławka Nowaka, Bartka Sienkiewicza, Pawła Grasia. Gdyby to dotyczyło peryferyjnych ministrów, Donald ostentacyjnie odciąłby się od winowajcy. Ale taśmy uderzają w jego centrum sterowania. I to w najgorszym momencie, bo przed wakacjami. Wbrew pozorom to wcale nie jest martwy sezon polityczny. Ze statystyk wynika, że zaledwie 15 proc. wyborców jest w danym momencie na wakacjach, a reszta śledzi informacje. Co gorsza, poważny temat w lecie jest bardziej słyszalny niż w normalnym okresie, gdy wydarzenia gonią wydarzenia. Donald dobrze to wie. W kampanii prezydenckiej 2005 roku przed wakacjami był siódmy w rankingach popularności. Po wakacjach, które przepracował, był już na pierwszym miejscu. Dlatego rozumie, że skoro cała sprawa zaczęła się na początku wakacji, to pod koniec lata jego wizerunek może być całkowicie zdewastowany. Ale nie ma wyjścia. Musi zyskać czas na oddech, stąd się wziął wniosek o wotum zaufania. Jednak to nie zakończy kryzysu.
Skoro mowa o wyborach prezydenckich 2005 roku, to czy możliwe jest, że PO zapłaciła długi komitetu Zbigniewa Religi w zamian za poparcie, jak można było usłyszeć na jednej z taśm? Był pan wtedy w tej partii.
W PO nie ma już minimum zaufania ani współdziałania
Nic na ten temat nie wiem i jestem tym zszokowany. Sądziłem, że działania polityczne mają granice przyzwoitości. A jeżeli byłaby to prawda, to ta granica zostałaby daleko przekroczona. Ponadto oznaczałoby to, że PO dysponowała nielegalnymi funduszami.
Czy premier ma jakieś wyjście z tego kryzysu?
Gdyby PO była normalną partią, to zaczęłaby się rozglądać za innym szefem. Ale w tej PO, którą świadomie zbudował Tusk, to jest niemożliwe. Tam nie ma partnerskiego grona kierowniczego, które mogłoby podjąć taką bolesną decyzję. W latach 90. nieraz omawialiśmy przypadek premier Thatcher, która została obalona w ciągu jednej nocy przez najbliższych współpracowników. Tusk, żeby uniknąć takiej sytuacji, przez lata prowadził politykę eliminowania innych liderów. Ostatni niedobitek, Grzegorz Schetyna, jest właśnie marginalizowany i pozbawiony instrumentów działania. Dlatego Tusk co najwyżej mógłby obalić się sam. Należy do liderów, którzy odchodzą dopiero z całą formacją.
Partia to Tusk. W PO nie ma nikogo, kto mógłby go zastąpić.
Nieprawda. Jest jeden scenariusz ucieczki do przodu. Jerzy Buzek mógłby zostać premierem i ocalić PO przed klęską wyborczą. Cieszy się powszechnym szacunkiem, ma bardzo dobre wyniki wyborcze, no i stwarzałby nadzieje na awans dla marginalizowanych dziś środowisk w PO. Ale z punktu widzenia Tuska jedyny pozytywny scenariusz, stwarzający jeszcze szansę na ciąg dalszy, to taki, że w momencie wyborów parlamentarnych on sam jest premierem, decyduje o listach i negocjacjach. Dlatego będzie się starał przetrwać te kilkanaście miesięcy, a kalendarz polityczny jest dla niego niekorzystny. 16 listopada będą wybory samorządowe, które PO może dramatycznie przegrać, a to doprowadzi do bardzo silnych ruchów odśrodkowych.
Snuje pan czarne scenariusze, które nie muszą się zrealizować. Na razie Tusk zyskał poparcie klubu, koalicjanta i prezydenta.
Taka prosta konsolidacja zaplecza nie wystarcza. Wszystko zależy od dalszych taśm. Jeżeli Paweł Graś przez dziesięć dni był nieobecny w mediach, to znaczy, że gorączkowo sobie przypominał, o czym rozmawiał z Janem Kulczykiem czy innymi biznesmenami.
Czy Grzegorz Schetyna włączy się do gry przeciwko Tuskowi?
Sądzę, że jest włączony, tylko rozsądnie się nie ujawnia. Dobrze wie, że Tusk nigdy nie był tak bliski upadku i że scenariusz należy pisać razem z Bronisławem Komorowskim. Już widać, że prezydent nie daje gwarancji Tuskowi, iż stanie po jego stronie w każdej sytuacji. Podejrzewam, że rozmowy między nimi nie toczą się już w familiarnej atmosferze jak kiedyś, tylko są bardziej formalne. Oczywiście prezydent nie wbije Tuskowi noża w plecy, ale w momencie agonii może mu wyciągnąć poduszkę spod głowy.
Nie uda się zamieść tego kryzysu pod dywan?
To bardzo źle świadczyłoby o polskiej demokracji. Ale nie sadzę, żeby było to jeszcze możliwe. Zamiatanie trudnych spraw pod dywan jest skomplikowaną operacją, która do tej pory im wychodziła dzięki życzliwości mediów głównego nurtu. Ale w tej chwili główny front obrony PO i premiera stanowią jedynie „Gazeta Wyborcza", „Polityka" i ich okolice, a to trochę za mało jak na taką sprawę. Po stronie rządowej brak jest też tematu zastępczego, nad czym chyba bardzo usilnie pracują. Za to partie opozycyjne i media codziennie będą przypominały, co oni tam naopowiadali i jak to o nich świadczy. W rezultacie przez całe wakacje Polacy będą się utwierdzali w przekonaniu, że mamy do czynienia z poważnym kryzysem i niepoważnym rządem.
Hanna Gronkiewicz-Waltz przegra walkę o prezydenturę w Warszawie?
Nawet jeśli wygra, to klub może mieć bardzo mały i PO nie będzie już rządziła samodzielnie w stolicy. Poza tym kluczowe są wybory do sejmików, a te Platforma może sromotnie przegrać. Wtedy rozpocznie się bezładna ucieczka z partii, która pociągnie za sobą dalsze spadki notowań.
Czy Tusk jest w stanie zwrócić się do obozu Schetyny i powiedzieć: pomóżcie, bo inaczej wszyscy zatoniemy?
To jest niemożliwe. Nie ma już w tej partii minimum zaufania ani współdziałania. Widać to było po głosowaniu nad immunitetem Mariusza Kamińskiego.
A dlaczego, pana zdaniem, to głosowanie się nie powiodło? Wydawało się, że PO chciała go postawić przed sądem?
Musi chcieć. Oparła swój sukces wyborczy z 2007 roku na narracji, że PiS to małpa, której trzeba odebrać brzytwę, czyli władzę, i ustanowić nowe standardy.
Dlaczego więc nie dopilnowano tego głosowania?
Pierwszy powód to bajzel. ?W kierownictwie PO panuje taka destrukcja, że nikt nie przyłożył należytej wagi ani do frekwencji, ani do dokładnego poinstruowania posłów, jak mają głosować. Drugi powód to sprawne przeniesienie przez PiS problemu z Kamińskiego na Kwaśniewskiego. Nie liczyło się już, czy były szef CBA popełnił przestępstwo, tylko kto w ciemno chce umierać za byłego prezydenta. A że procedura pozwoliła na manipulację i głos tylko jednej strony, to musiało się źle skończyć. Tusk po raz kolejny musiał powiedzieć: „Z kim ja muszę pracować?!".
To dlaczego sam nie pojawił się na głosowaniu?
Bo to było ryzykowne. A nuż Kamiński odezwałby się bezpośrednio do niego i zapytał o jakiś kłopotliwy fakt, coś, co by go kompromitowało. Nie przychodząc na głosowanie, zmniejszył prawdopodobieństwo takiej sytuacji.
A więc cała ta historia z uchylaniem immunitetu Kamińskiego nie była grą na dobicie SLD? W Sejmie można było usłyszeć taką interpretację.
W sprawie SLD Tusk stosuje zasadę trawnika. Trzeba go przycinać, żeby nadmiernie nie wyrósł, ale nie wolno go zniszczyć, bo jest absolutnie niezbędny. Gdyby Sojusz wypadł z parlamentu, na lewicy mogłoby się narodzić coś nowego, może bardziej nośnego. A po co, skoro stary SLD z Leszkiem Millerem pragnącym zostać wicepremierem idealnie nadaje się na koalicjanta.
To dowodzi, że Tusk mimo wszystko jest wybitnym politykiem.
Jest wybitny, jeżeli chodzi o wygrywanie wyborów, ale nie jest wybitny, jeżeli chodzi o rządzenie i o budowanie formacji. Nie zbudował trwałej partii na wzór CDU, bo po jego odejściu PO będzie się sypać. ?I choć będzie rekordzistą długości rządzenia, to nie jest dobrym premierem i niewiele po sobie pozostawi. Każdy może wydać unijne pieniądze, może nawet lepiej, i udawać, że na tym polega rządzenie. Te 14 lat dwóch budżetów unijnych to jest złoty okres Polski ?i należało go wykorzystać do gruntownych reform systemu finansowego, zdrowotnego, emerytalnego. Tymczasem mamy do czynienia z antyreformą emerytalną prowadzącą do upadku. A Tusk po prostu odsuwa od siebie problemy, tak jak to robili Grecy, którzy w rezultacie omal nie zbankrutowali.
Paweł Piskorski jest przewodniczącym Stronnictwa Demokratycznego. Był bliskim współpracownikiem Donalda Tuska w KLD, UW i PO. Z tej ostatniej partii został wykluczony w roku 2006. W ostatnich eurowyborach startował z listy Europy Plus Twojego Ruchu. W latach 1999–2002 sprawował urząd prezydenta Warszawy
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA