fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Putin bije kolejny rekord popularności

Prezydent Rosji Władimir Putin
AFP
Czwarty miesiąc z rzędu rośnie aprobata rosyjskiej opinii publicznej dla swego prezydenta. W czerwcu popierało go już 86 proc. Rosjan.
Według opublikowanych w piątek wyników moskiewskiego ośrodka badań socjologicznych „Lewada Centrum" w czerwcu prezydentowi Putinowi znów przybyło zwolenników. W maju aprobatę dla jego działań wyrażało 83 proc. mieszkańców Rosji.
Czerwcowy wynik jest kolejnym rekordem popularności byłego podpułkownika KGB, od czasu gdy latem 1999 roku pojawił się na rosyjskiej scenie politycznej. Jednocześnie stale zmniejsza się liczba jego przeciwników: w maju było to 16 proc., w czerwcu – 13. Konkurencyjne wobec „Lewada Centrum" ośrodki również odnotowują rekordową popularność głowy państwa. Według badań Fundacji „Obszczestwiennoje mnienije" aprobuje jego działaność 80 proc. pytanych.
Jednocześnie 2/3 respondentów chciałoby, by Putin był prezydentem również po 2018 roku (wtedy kończy się jego kadencja). Kolejny ośrodek WCIOM twierdzi, że takich Rosjan jest aż 73 proc.
29 proc. respondentów pytanych przez Fundację dlaczego tak im się podoba Putin odpowiedziało, że z powodu polityki wobec Krymu i Sewastopola, 7 proc. - obecnej polityki wobec Ukrainy. Jedynie 1 proc. wskazuje walkę z jako na jego główną zasługę.
„W warunkach propagandowej histerii obywatel nie chce stać się obiektem krytyki lub donosu, i dlatego – nawet jeśli sądzi inaczej – będzie się starał odpowiadać tak, jak wszyscy" - w radiu „Głos Ameryki" politolog Aleksander Kynjew tłumaczył skąd się biorą tak niebywale wysokie notowania prezydenta. Rzeczywiście, prawie wszystkie rosyjskie media ogarnęła patriotyczna euforia i nie słychać w nich głosów krytycznych wobec obecnej polityki Kremla na Ukrainie.
„Wzrost popularności jest związany ze wzrostem nastrojów paternalistycznych" – uważa z kolei ekspert Konstantin Kałaczew wypowiadający się dla portalu „slon.ru". Według niego stosunek średniostatystycznego obywatela do władzy wygląda dziś mniej więcej tak: „Decydujcie i róbcie wszystko za nas. Delegujemy na was pełnię władzy. Zgodzimy się nawet na absolutyzm ale załatwcie nam i triumf nad Ameryką, i odpowiedni poziom życia, i jego wzrost w przyszłości". Zdaniem Kałaczewa najbardziej spodobało się Rosjanom nie samo anektowanie Krymu, ale to że „nic nas za to nie spotkało złego".
Jednocześnie jednak wskazuje, że badania wszystkich ośrodków były prowadzone nim władze przyznały się, że część pieniędzy z funduszy emerytalnych została skierowana na opłacenie kosztów przyłączenia Krymu. „Nikt nie zamierza tych pieniędzy oddawać, dlatego że wydano je na Krym, na działania antykryzysowe" - oświadczył w środę rosyjski minister finansów Anton Siłuanow.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA