fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ochrona zdrowia

Najłatwiej nogę obciąć

Fotorzepa, Roman Bosiacki
W polskich szpitalach co kilkadziesiąt minut amputuje się dolną kończynę. Bijemy europejskie rekordy, bo system zachęca do nadużywania takich zabiegów.
Krzysztof Maliński, 58-latek z Warszawy, od dziesięciu lat chodzi odcinkami – z kanapy do łazienki, z kuchni do sypialni. Co pięć metrów zatrzymuje go ból w udzie – daje o sobie znać tętnica zatkana blaszkami miażdżycowymi. Coraz częściej zastanawia się nad kupnem wózka inwalidzkiego. Lekarz, który dziesięć lat temu udrożnił mu naczynia, dziś straszy go amputacją.
Podobny wyrok słyszą tysiące pacjentów. Według najnowszych danych w zeszłym roku NFZ zapłacił za 13 227 amputacji, ale według ekspertów co najmniej drugie tyle pacjenci sfinansowali z własnej kieszeni.
Nogi obcina się głównie cukrzykom z tzw. stopą cukrzycową i chorym z niedokrwieniem obwodowym kończyn wywołanym miażdżycą.
Więcej amputacji niż w Polsce wykonuje się tylko na terenach objętych wojną
– To choroby przewlekłe, które trwają wiele lat. Stopa cukrzycowa jest wynikiem wieloletnich zaniedbań, podobnie jak zwężenie tętnic przez blaszki miażdżycowe. Niestety, w wielu mniejszych szpitalach, gdzie chirurg naczyniowy jest niedostępny albo nie ma wystarczających umiejętności, takie kończyny się amputuje – mówi dr Robert Proczka, chirurg naczyniowy z podwarszawskiego Centrum Kardiologii Józefów.
Prof. Radosław Stefan Kiesz, światowej sławy lekarz tej specjalności z Uniwersytetu w Teksasie, dodaje, że sytuacja Polaków z miażdżycą jest katastrofalna. – Problem jest tak wielki jak 15 lat temu z zawałami. Chorzy umierali czekając w kolejkach, bo nie mieli dostępu do leczenia – zauważa.
Polska jest też europejskim liderem pod względem liczby amputacji. Więcej wykonuje się ich tylko na objętym wojną Bliskim Wschodzie. Osiem amputacji na 100 tys. mieszkańców to cztery razy więcej niż w Danii (dwie na 100 tys.) i osiem razy więcej niż w Hiszpanii (jedna na 100 tys.).
Ale też nigdzie amputacja nie jest tak opłacalna dla szpitala. Średni koszt zabiegu to ok. 6 tys. zł. Może go wykonać nawet początkujący lekarz. Do tego dochodzi długa hospitalizacja i rehabilitacja. Dla wielu szpitali to czysty zysk, mimo że w ciągu roku od amputacji co piąty pacjent umiera. Tym, co przeżyją, renty płaci ZUS, a to nie obciąża budżetu NFZ.
– U wielu chorych można ocalić kończyny dzięki aterektomii, metodzie usuwania złogów miażdżycowych przez skórę. Jeszcze tego samego dnia wracają do domu – mówi prof. Kiesz, jeden z wynalazców aterektomii, którą NFZ wycenia na 13,5 tys. zł. To niewiele w porównaniu z kosztami rehabilitacji i wykluczenia z życia zawodowego i społecznego oraz renty po amputacji.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA