fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Mundial dla wszystkich

AFP
Ekwador - Honduras 2:1 | Radość futbolu w wydaniu latynoskim. Dwa gole Ennera Valencii przedłużają nadzieje Ekwadoru
Michał Kołodziejczyk z Kurytyby
To nie prawda, że takie mecze na mistrzostwach świata zapomina się najszybciej. Mundial niby jest zarezerwowany dla najlepszych, jednak przydział miejsc poszczególnym kontynentom powoduje, że szansę gry na pełnych brazylijskich stadionach dostali też ci nieco słabsi od największych potęg. I świetnie, w piątek w Kurytybie zobaczyliśmy wielkie emocje kibiców i całkiem niezły mecz.
Piłkarze Ekwadoru mogli czuć się, jak u siebie w domu. Kibice tej drużyny opanowali niemal cały stadion, byli kolorowi, głośni i śpiewali głośniej od Brazylijczyków. Ekwador w pierwszym meczu na mundialu miał sporo pecha, bo przegrał ze Szwajcarią 1:2 tracąc decydującego gola w ostatniej minucie. Honduras został rozjechany przez rozpędzoną Francję - 0:3 to był najniższy wymiar kary. Piłkarze Luisa Suareza - ale tego trenera, a nie piłkarza Liverpoolu - ścigali się zresztą z czasem: gdyby nie strzelili gola do 37 minuty pobili rekord drużyny, która czekała na bramkę na mistrzostwach świata najdłużej w historii.
Ostatnim zawodnikiem z Hondurasu, który dokonał tej sztuki był Antonio Laing, w 1982 roku. Cztery lata temu reprezentacji tego kraju nie udało się zdobyć gola w żadnym z trzech meczów grupowych na mundialu. W piątek klątwę przełamał Carlos Costly - w 31 minucie. Costly'ego powinniśmy pamiętać, w 2007 roku tak dobrze zaprezentował się na wypożyczeniu w Bełchatowie, że polski klub zdecydował się go kupić za pół miliona euro. Później piłkarz szukał swojego miejsca na ziemi - w Birmingham, Vaslui, meksykańskim Atlasie, Dynamie Houston, a zanim wrócił do Hondurasu zdążył nawet zwiedzić ligę chińską.
Honduras nie cieszył się z prowadzenia długo, bo cztery minuty później Enner Valncia doprowadził do wyrównania. To nie był wielki futbol, na boisku rządził chaos, ale akcje napędzane były emocjami. Widać było, że dla tych piłkarzy rozgrywa się być może najważniejszy mecz życia. Ekwador był lepiej poukładany, Honduras grał radośnie - piłkarze strzelali często, ale za to rzadko z dobrze przygotowanych pozycji. Na ostatni zryw stać ich było jeszcze w pierwszej połowie, kiedy Jerry Bengston skutecznie dobił strzał Costly'ego, tyle że zrobił to ręką.
Remis nie dawał wielkich szans na wyjście z grupy, dlatego obie drużyny walczyły o trzy punkty. Honduras przegrał przez Bońka, Bońka Garcię, który sfaulował Jeffersona Montero blisko pola karnego. Jaimen Ayovi świetnie dośrodkował, a Valencia strzelił swojego drugiego gola. Do ostatniego gwizdka było gorąco, chociaż w Brazylii zaczyna się powoli zima. W Kurytybie jest 30 stopni mniej, niż na północy kraju - w Salvadorze czy Natal, o Manaus już nie wspominając.
O tym, że Ekwadoru nie można lekceważyć boleśnie przekonali się Polacy, który osiem lat temu na inaugurację mundialu w Niemczech przegrali z nim 0:2. Na tym samym turnieju, Anglicy byli w stanie wygrać z tą drużyną zaledwie 1:0. Teraz przed drużyną Reinaldo Ruedy bardzo trudne zadanie, bo po porażce ze Szwajcarią, będzie musiała szukać punktów w spotkaniu z Francją. Być może zwycięstwo nad Hondurasem było ostatnim radosnym momentem tej drużyny w Brazylii. Ale kibice zgotowali swoim piłkarzom taką fetę, jakby zdobyli mistrzostwo świata.
 
 
 
 
 
 
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA