fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Felieton Talagi: Mina pod bezpieczeństwem państwa

Andrzej Talaga
Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala
Afera podsłuchowa zdominowała media oraz sferę publiczną, i to w czasie, gdy sytuacja geopolityczna Polski znalazła się na rozdrożu.
Nie bronimy integralności Ukrainy, nie obchodzi nas sytuacja w Iraku, a więc cena ropy, która może albo pognębić, albo umocnić Rosję, obchodzi nas, co jeden ekonomista mówił o drugim albo jakich wulgaryzmów używał minister spraw wewnętrznych. Oblewamy egzamin ze strategii, a paru chłystków wodzi Polskę za nos.

1

Nikt dziś nie wypomina Piłsudskiemu języka ostatniego chama, przy którym mowa Bartłomieja Sienkiewicza to niewinne pogawędki młodzieży przy pierwszym piwku. Dlaczego? Bo był chamem genialnym i bronił skutecznie polskiej racji stanu. Politycy PO tacy nie są, nie ma wątpliwości, podobnie zresztą jak ich konkurenci z PiS i SLD. Skoro genialnych strategów brak, pytanie brzmi: co jest lepsze dla bezpieczeństwa Polski – stabilność, dotrwanie rządu, jakikolwiek by był, do terminowych wyborów, czy wysadzanie go w powietrze, kiedy trwa wojna na Ukrainie i zaostrza się konflikt energetyczny z Rosją?
Z geopolitycznego punktu widzenia nie ma wątpliwości – to pierwsze. Gdyby okazało się kiedyś, że afera podsłuchowa była robotą obcego mocarstwa, trzeba by się pokłonić z uznaniem dla majstersztyku jego wywiadu. Jeśli jednak mamy do czynienia z dziełem lokalnym, zwykłymi porachunkami polityczno-?-biznesowymi, więcej niż zasadne będzie pytanie do autorów przecieku: Co wy, do cholery, robicie?!
Smutne, że ktoś, podsłuchując polską klasę polityczną i upubliczniając owoce tej kreciej roboty, usiłował wysadzić w powietrze bezpieczeństwo państwa polskiego, a tak wielu polityków i kolegów komentatorów bardziej przejęło się tym, że Belka chciał usunąć Rostowskiego, niż tym, jak przeciwdziałać prawdziwym zagrożeniom. „Wprost" nie opublikował efektów śledztwa dziennikarskiego, to nie jego reporterzy wytropili aferę w państwie polskim, oni dostali materiały operacyjne. Ten, kto je przekazał, miał wszak swoje cele, dla zabawy tego nie uczynił. Nic a nic nie uodporniliśmy się na takie gry, tymczasem epoka drobnych, acz pikantnych aferek minęła, zaczęły się naprawdę prawdziwe wyzwania.

2

Kiedy wybuchł i  rozwijał się skandal podsłuchowy, Amerykanie przebazowali do Wielkiej Brytanii bombowce strategiczne B-2 i B-52. Moskwa przerwała dostawy gazu na Ukrainę, zerwała rokowania na poziomie ministrów spraw zagranicznych, do obwodów ługańskiego i donieckiego zaczął zaś napływać z Rosji ciężki sprzęt wojskowy, w tym czołgi i wyrzutnie rakietowe Grad. Polskę odwiedził  w tym czasie dowódca sił lądowych USA, który doglądał manewrów w rejonie Bałtyku z udziałem amerykańskich sił desantowych oraz prawdopodobnie bombowców strategicznych. Dżihadyści w Iraku rozpoczęli ofensywę na Bagdad, opanowując część północnych pól naftowych, a Waszyngton... zaproponował współpracę Iranowi w rozwiązaniu tego problemu.
Powyższe wydarzenia wpłyną na przyszłość państwa polskiego, być może nawet mamy właśnie okazję współuczestniczyć w powstawaniu nowej strategii amerykańskiej, zwanej czarnomorską, która określi parametry bezpieczeństwa w naszej części Europy. Ale przecież wszystko to „ch... dupa i kamieni kupa", by zacytować fragment słynnego nagrania.
Jeśli kiedyś w przyszłości jakiś naukowiec lub student zechce badać przypadki całkowitego rozjechania się uwagi opinii publicznej z rzeczywistymi problemami kraju, będzie miał w aferze podsłuchowej przykład niemal wzorcowy.

3

Tym razem w „Geopolityce" mniej o strategii, więcej o stanie duszy narodowej, ale to także wyznacznik siły lub słabości państwa. Bodaj najważniejszy. Zwartego, silnie zmotywowanego narodu nie jest w stanie pokonać nawet przeciwnik silniejszy materiałowo i organizacyjnie, to prawda dobrze znana klasykom strategii, choćby Clausewitzowi czy Moltkemu.
Przez ponad 20 lat niepodległości nieźle ułożyliśmy gospodarkę, znośnie politykę, trwa poprawa stanu armii, trzeba jeszcze staranniej poustawiać sobie w głowach gradację celów. Dobrze zorganizowane społeczeństwo nie powinno odpowiadać na prowokacje typu afery podsłuchowej. Dzieje się inaczej. Nie jest to jeszcze tragedia ani stan upoważniający do twierdzenia, że państwo polskie nie istnieje, ale na pewno dzwonek ostrzegawczy.
Autor jest dyrektorem ds. strategii ?w Warsaw Enterprise Institute ?oraz dyrektorem ds. komunikacji ?w Sikorsky Aicraft/PZL Mielec
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA