fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Nie ma Brazylii bez futbolu

Z Alexem Bellosem, autorem sławnej książki „Futebol. Brazylijski styl życia" o mundialu i historii Brazylii, nie tylko piłkarskiej, rozmawia Dariusz Rosiak.
Rz: W pańskiej książce piłka nożna jest przedstawiona jako centralny punkt życia w Brazylii. Jak to się stało, że ten sport tak się rozwinął, i dlaczego akurat w Brazylii?
Alex Bellos: Chciałem przedstawić portret Brazylii, a  ponieważ futbol jest tak istotny dla brazylijskiej tożsamości, nie da się opowiedzieć historii Brazylii bez opowieści o futbolu. Dlaczego właśnie w Brazylii futbol stał się tak ważny? Trzeba spojrzeć na rasową mozaikę tego kraju i prześledzić, skąd się ona wzięła. Brazylia przyjęła najwięcej niewolników wśród wszystkich krajów obu Ameryk. Ważne jest również, że zniesienie niewolnictwa nastąpiło tutaj później niż gdzie indziej. Przełom XIX i XX wieku to był początek nowej republiki brazylijskiej – czarni niewolnicy uzyskali wolność, ale nie mieli realnych perspektyw dobrobytu. Istniała biała bogata elita i czarna biedota. Futbol pojawił się tu pod koniec XIX wieku – przywieźli go Brytyjczycy. Rozwijał się wśród białej elity, która budowała sobie piękne stadiony i oglądała na nich mecze, ale także wśród czarnych, którzy grali na ulicach, na  polach, na plażach. Czasem nie mieli nawet piłki, gracze używali wypchanych szmatami skarpet. Biali i czarni grali wówczas oddzielnie, ale w tę samą grę. W ten sposób futbol był pierwszą rzeczą, która zjednoczyła Brazylię. Kiedy reprezentacja grała swój pierwszy mecz w 1914 roku, cieszyli się zarówno biali bogacze, jak i czarni biedacy. To było niezwykle ważne, bo Brazylia nigdy nie toczyła wojen, ten kraj nie ma tych wielkich symboli narodowych, które znamy w Europie.
Ale na początku biali i czarni grali swoje mecze oddzielnie. Kiedy to się zmieniło?
Po wprowadzeniu zawodowstwa w latach 20. Od lat 30. następuje zasadnicza zmiana mentalności – ludzie zaczynają patrzeć pozytywnie na fakt, że Brazylia jest krajem wielorasowym. Futbol stał się wówczas lustrem, w którym Brazylijczycy oglądali samych siebie. Ono odbijało te cechy, które uznawali u siebie za najlepsze, dawało im przekonanie, że są szczęśliwym wielorasowym narodem. Ale była jeszcze jedna ciekawa rzecz. Brazylijczycy grali w piłkę inaczej niż piłkarze w innych krajach. To była sztuka, chodziło o to, by stworzyć spektakl, popisać się przed publicznością, pokazać, jak piękna jest ta gra. Właśnie w futbolu najpełniej było widać, jak ta mieszanka ras nadaje Brazylii pewną specjalną cechę. To również wtedy zaczęto wykorzystywać futbol do opowiadania historii Brazylii. Na przykład: dlaczego Brazylijczycy tak lubią się kiwać? Pewien czarny piłkarz wyjaśniał: Ciągle się kiwamy, dlatego że my, czarni, nie chcemy dotykać białych graczy, bo mogą nas pobić. Więc dryblujemy, żeby ich nie dotykać, nie prowokować. ?I tak nauczyli się ich omijać. W ten sposób historia rasowa pomaga wyjaśnić styl gry Brazylijczyków.
Czy naprawdę piękno i radość brazylijskiej piłki bierze się z tego, że kiedyś czarni nie chcieli być dotykani przez białych i odwrotnie?
Myślę, że ta historia to wersja uromantyczniona. Nie da się udowodnić w precyzyjny sposób, dlaczego Brazylijczycy grają tak, jak grają, ale mamy pewne wskazówki. Proszę popatrzeć, jak poruszają biodrami – nawet kiedy idą ulicą. Robią to inaczej niż inne narody. Dryblujący z piłką Brazylijczyk przypomina tancerkę samby. Dlaczego tak się ruszają? Pewnie to ma związek z klimatem, może z ich kodem genetycznym, może z dietą. Być może zaczęło się to od brazylijskiej sztuki walki  capoeira. Jest to w połowie taniec, w połowie walka  wymyślona w domach niewolników. Chodzi w niej generalnie o to, że walczysz z przeciwnikiem, ale nie wolno ci go dotknąć. Najważniejsze są uniki, zwody, bycie elastycznym, a równocześnie silnym. I kiedy spojrzysz na zawodników capoeiry i dobrych brazylijskich piłkarzy, zauważysz podobne ruchy ciała. To capoeira dała piłkarzom technikę i możliwość improwizacji. To jest ważne, bo Brazylijczycy widzą siebie przede wszystkim jako improwizatorów, twórców, artystów. I to właśnie chcą oglądać, kiedy przychodzą na mecze – indywidualną kreatywność.
Opowiadamy o zmysłowości, improwizacji, mieszance ras. Ale w pańskiej książce brazylijski futbol to również  wykorzystywanie piłkarzy, korupcja na niebywałą skalę,  podejrzane typy rządzące futbolem...
Piłka nożna to wiele rzeczy naraz. Jest mecz, kiedy dwie jedenastki wychodzą na boisko, i jest cała struktura organizacyjna. W Brazylii ta struktura znajduje się w stanie katastrofalnym. To jest niezwykłe, że Brazylijczykom udało się osiągać takie sukcesy i szkoli się tu wielu tak wspaniałych graczy przy tak fatalnej organizacji futbolu, niekompetencji, korupcji, chciwości. Brazylijska piłka na poziomie krajowym jest od 30 lat w stanie totalnej degrengolady. Ludzie nie chodzą na stadiony, obiekty się rozpadają – to się oczywiście zmieniło przed mundialem. Wina leży nie po stronie graczy, ale ludzi, którzy organizują rozgrywki.
Pańska książka jest pełna wspaniałych postaci z historii brazylijskiej piłki. Pisze pan o genialnym Garrinchy, o legendarnym bramkarzu Barbosie, którego życie załamało się po bramce puszczonej w finale mistrzostw świata w 1950 roku na Maracanie, przegranym przez Brazylię z Urugwajem. Jest też postać, która jakby prowadzi nas przez książkę. To Socrates, autor wstępu, kończy pan książkę również wywiadem z nim. Jak duży wpływ miał na pana ten człowiek?
Socrates był jednym z pierwszych brazylijskich piłkarzy, o których istnieniu się dowiedziałem. Poznałem go, oglądając mundial w 1982 roku. Wyglądał inaczej niż wszyscy: był chudy i wysoki, nosił brodę. Było w nim coś groźnego. I to imię: większość Brazylijczyków nosi jakieś przydomki, a Socrates to było jego prawdziwe imię. ?I on był naprawdę myślicielem, filozofem. Pochodził z klasy średniej, skończył uniwersytet, został lekarzem. Zresztą to też cecha, która wyróżnia Brazylię: są piłkarze, którzy pochodzą z dołów społecznych, i tacy jak Socrates czy Zico, pochodzący z klasy średniej. Na przykład w Anglii takich graczy w ogóle nie było. Socrates grał zawodowo w piłkę i wykorzystywał swoją pozycję w celach politycznych. W latach 80. sprzeciwiał się publicznie dyktaturze wojskowej, organizując piłkarzy ze swojego klubu Corinthians w coś w rodzaju demokratycznej wspólnoty. On w istocie stworzył w swoim klubie taki mikrokosmos demokracji. Zawsze był niezwykle czynny politycznie, pisał felietony do poważnych gazet, miał pomysły na zmianę polityczną w Brazylii. Niestety, był również chronicznym alkoholikiem. Palił i pił właściwie przez całą swoją karierę. Zmarł w wieku zaledwie pięćdziesięciu kilku lat, bo jego ciało nie wytrzymało.
Fantastyczna postać. Czy Romario przypomina panu Socratesa? Pytam o to oczywiście w kontekście jego działań politycznych wokół mundialu.
Tak i nie. Romario nie jest intelektualistą, Sokrates nim był. Romario jest oportunistą. Socrates może i był wichrzycielem, ale jednocześnie szczerym człowiekiem, w relacjach z nim wiadomo było, na czym stoisz. Tymczasem Romario, zanim został posłem, nigdy nie miał żadnych poglądów politycznych. Ludzie znali go jako patentowanego lenia na boisku, nigdy mu się nie chciało trenować, był skrajnym egoistą, arogantem. Kiedy dostał się do parlamentu, ku zaskoczeniu wielu ludzi stał się liderem ruchu przeciwników korupcji i miłośników demokracji w futbolu. Wielu to się podoba, faktem jest, że naprawdę ciężko pracuje jako deputowany.
Jak pan ocenia to, co się działo w Brazylii przed mundialem? Czy to można określić jako przełom w podejściu Brazylijczyków do futbolu?
Nie, ludzie nie zmienili swego podejścia. Futbol pozostaje największym symbolem narodowej tożsamości Brazylijczyków. Zmienia się natomiast stosunek do władzy. Brazylijskie społeczeństwo ma ogromne problemy. Jest demokracja, ale obok jest też korupcja, wszechwładna biurokracja, zbyt wiele partii politycznych, nie ma dobrego szkolnictwa, dobrej służby zdrowia, nie ma infrastruktury. Brazylijczycy chcą po prostu żyć w lepszym kraju. ?I wykorzystują mundial, aby to żądanie podkreślić. Ale w tym proteście nie chodzi o futbol. Chodzi o politykę wewnętrzną.
Niech nam pan powie coś miłego na temat tych mistrzostw. Coś, co nie będzie o niedokończonych stadionach, strajkach, brutalności policji. Czy to będzie najbardziej ekscytujący mundial w historii?
Jeśli jesteś kibicem Brazylii, możesz się cieszyć, bo wygląda na to, że wreszcie mamy porywającą reprezentację tego kraju. Cztery lata temu Brazylijczycy nie mieli tego jednego gracza, który porywa tłum. Dawniej niemal co roku pojawiał się jakiś brazylijski piłkarz, który wydawał się najlepszy na świecie: Ronaldo, Rivaldo, Romario, Kaka, Ronaldinho. ?I nagle jakieś dziesięć lat temu to się urwało. Przez dziesięć lat nikogo nie było. A teraz znowu mamy taką gwiazdę. To Neymar. On gra jak Brazylijczyk, jest w centrum zespołu. Kibice znowu wierzą nie tylko w to, że Brazylia może wygrać turniej, ale też że może go wygrać w porywający, brazylijski sposób.
A co z organizacją imprezy? Zapewne wielu ludzi rozumie, że nie każdy mundial musi być zorganizowany tak jak w Niemczech, ale niektórzy uważają, że w Brazylii nastąpi totalna klapa organizacyjna. To słuszne obawy?
Wszystko będzie w porządku, mecze się odbędą, będą korki na ulicach miast i kolejki na lotniskach, może Wi-Fi na stadionach nie wszędzie zadziała. Naród stanie za drużyną, kibice z innych krajów będą się czuli wspaniale, bo to jest piękny kraj z gościnnymi ludźmi. Będzie trochę chaosu, ale to się da opanować.
A czy oczekiwania wobec zespołu gospodarzy będą takie jak w 1950 roku? Czy Brazylia musi wygrać, żeby kraj uniknął narodowej katastrofy?
Jeśli Brazylia przegra, to ludzie będą bardzo rozczarowani, ale wszystko zależy od tego, w jakim stylu miałaby przegrać. Ten mundial jest zupełnie inny niż w 1950 roku. Wtedy Brazylijczycy przegrali w decydującym meczu w ostatnich dziesięciu minutach, i to jeszcze z sąsiadem, Urugwajem. Ważne jest też to, że Brazylia nie miała wtedy nic poza futbolem. Futbol to była jedyna możliwość powiedzenia światu: „Patrzcie: jesteśmy, istniejemy!". Dzisiaj świat wie, kim jest Brazylia. To siódma gospodarka świata, kraj dysponujący ogromnymi bogactwami naturalnymi, jeden z największych eksporterów samolotów, co roku przyjeżdżają tu miliony ludzi bez względu na to, czy mamy mundial czy nie. Brazylia jest pewnym siebie krajem i ważnym światowym graczem. Poza tym świat się zmienił: w 1950 roku ludziom wydawało się, że wielkie niespodzianki się nie zdarzają. Brazylia była najlepsza w turnieju, deklasowała po kolei rywali, nie mogła zatem przegrać decydującego meczu – to się po prostu nie mieściło w głowie. Nie można było być najlepszym i przegrać. Teraz ludzie wiedzą, że to tak nie działa, że można np. tak jak Brazylia w 1982 roku w Hiszpanii grać najpiękniej na świecie, a mimo to nie zdobyć mistrzostwa. Brazylijczycy chyba nie są już tak naiwni, by wierzyć bez żadnych wątpliwości, że tylko oni mogą wygrać ten turniej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA