fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Państwo się pogrąża - komentarz Bogusława Chraboty

Bogusław Chrabota
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Na naszych oczach spełnia się czarny scenariusz kryzysu państwa z aferą podsłuchową ?w tle.
Premier, któremu wydawało się, że skutecznie „rozmasował" problem podczas poniedziałkowej konferencji prasowej, dał się zaskoczyć absurdalną i w oczywisty sposób szkodliwą dla państwa akcją ABW i prokuratury w redakcji „Wprost". Zdumieni telewidzowie na żywo mogli śledzić akcję bezpardonowej próby przejmowania materiałów z podsłuchu w redakcji tygodnika. Akcję transmitowały główne telewizje informacyjne – siłą rzeczy sojusznicy oblężonej redakcji, dla której decyzja prokuratora o zabezpieczeniu nagrań podsłuchów, czyli dowodów przestępstwa, musiała oznaczać i oznaczała zamach na tajemnicę dziennikarską.
O ile jeszcze w poniedziałek premier Donald Tusk stawał przed dziennikarzami, między którymi miał sojuszników i przeciwników, o tyle po akcji we „Wprost" ciężko będzie znaleźć w środowisku mediów jakiekolwiek ślady poparcia. Powiedziała mu to zresztą w oczy podczas konferencji prasowej Monika Olejnik.
Czy precedensowy w skali ostatniego ćwierćwiecza najazd służb na redakcję niezależnej gazety dokonał się za wiedzą premiera? On twierdzi, że nie, ale trudno kwestionować, że podległe resortowi spraw wewnętrznych służby, nawet jeśli działały, wykonując decyzje niezależnej prokuratury, w tej konkretnej sprawie powinny działać za wiedzą rządu i jego ministrów. Niezależność pionu prokuratorskiego od rządu nie oznacza bowiem zakazu współpracy, co więcej, taka współpraca, nie tylko operacyjna, jest zupełnie naturalna. Dlatego też trudno zakładać, że o akcji we „Wprost" nie wiedział minister Bartłomiej Sienkiewicz – z jednej strony zainteresowany zdobyciem dowodów przestępstwa, ale też w związku z inwigilacją jego osoby, mogący się kierować tyleż profesjonalizmem, ileż emocjami, by – z litości – by nie powiedzieć „zemstą". Czy nie wiedział? Jeśli tak, to mamy kolejny dowód na jego kulawą kompetencję. Jeśli jednak wiedział i nie poinformował o akcji premiera, jest to jego kolejny, coraz bardziej pogrążający rząd, osobisty błąd.
Zastanawia jeszcze w tym wszystkim niefrasobliwość prokuratora generalnego Andrzeja Seremata, który – jak się dowiadujemy – najspokojniej wyleciał w środę po południu na długi weekend. Można się domyślać, że ze spokojnych chwil relaksu wyrwał go dopiero późnowieczorny telefon od premiera, którego skutkiem – jak należy sądzić – było wstrzymanie akcji w tygodniku.
Jak wszystko w tej aferze, sprawa ma tysiąc aspektów. Skupię się na najważniejszych. Nie kwestionuję legalności decyzji prokuratury o natychmiastowym zabezpieczeniu dowodów przestępstwa. W tej jednak sprawie zabezpieczenie dowodów mogło oznaczać konfiskatę materiałów dziennikarskich (lub sądowy zakaz posłużenia się nimi), zatem uderzało w fundamenty wolności słowa. A wolność słowa to główny filar demokracji. W tym sensie prokuratura i służby na ten filar dokonały zamachu. Nie ma i nie będzie zgody wolnych mediów na takie akcje, tym bardziej że dziennikarze ustami Sylwestra Latkowskiego zobowiązali się, że materiały wydadzą po decyzji niezawisłego sądu. Prokuratura mogła i powinna przeprowadzić tę akcję dyskretniej, wzywając choćby dziennikarzy do swojej siedziby. Ci na miejscu wyjaśniliby, że odmawiają podporządkowania się decyzji ze względu na legalną ochronę źródła. Kwestię mógł rozstrzygnąć postanowieniem sąd.
Stało się inaczej. Doszło do kuriozalnego ataku na redakcję, który może przypominać jedynie haniebne wydarzenia po 13 grudnia 1981 roku. W tym kontekście nie dziwią okrzyki „obrońców" dziennikarzy: „Nie chcemy drugiego PRL". Niestety, mleko się rozlało. Tej kompromitacji zatrzeć się nie da i niewątpliwie stanie się ona jednym z czarniejszych symboli absurdów III RP.
Czy premier poradzi sobie z eskalacją kryzysu? Na razie wykazał się refleksem. Konferencję prasową zwołał już kilka godzin po wydarzeniach. Spojrzał w oczy najostrzejszym krytykom. Swoje stanowisko tłumaczył spokojnie, ale i z pewną rezygnacją, świadom, że nie kto inny, tylko on osobiście poniesie koszty polityczne skandalu. Ceni się to, że wezwał do publikacji wszystkich posiadanych przez redakcję materiałów. Zarazem zapowiedział szybką ocenę i sprawdzenie legalności działań służb we „Wprost". Poinformował również, że dokona ponownej oceny działań ministra Sienkiewicza, co trudno było odebrać inaczej niż ponury odgłos pożegnalnego dzwonu. Do dymisji podać się nie zamierza, ale padły z jego ust znamienne słowa: – Jeśli kryzys stałby się zbyt głęboki, to może jedynym rozstrzygnięciem będą wcześniejsze wybory.
Dotąd żaden z polityków koalicji takich słów tym tonem nie wypowiedział. Czyżby coś się kończyło, coś miało zacząć? Scenariuszy na najbliższe dni jest zbyt wiele, by próbować w tej chwili je rozpatrywać, tym bardziej że należy się spodziewać kolejnych niespodzianek. ?Co do jednego nie mam wątpliwości: ta afera to najgłębszy kryzys, z jakim musi się zmierzyć Tusk. I będzie to wyjątkowo trudne.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA