fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Nikt nie płacze po Sławomirze Nowaku

Sławomir Nowak
Fotorzepa, Piotr Wittman Piotr Wittman
Wzloty i upadki byłego ministra transportu
Sławomir Nowak miał wszystko, co jest potrzebne politykowi do błyskotliwej kariery – resort transportu, w którym nieźle sobie dawał radę, sympatię premiera, był najbardziej obiecującym politykiem młodszego pokolenia i typowano go na następcę Tuska. Jednak jeden zegarek i jedna rozmowa pogrzebały wszystko.
– Dopóki ja jestem szefem Platformy, Sławomir Nowak do niej nie wróci – oznajmił Donald Tusk na konferencji prasowej, podczas której próbował zażegnać kryzys związany z nagraniami VIP-ów w stołecznej restauracji. Te słowa mogą zmrozić każdego ze współpracowników premiera, którzy uważali, że przyjaźń z liderem partii jest gwarancją, że nic złego nie może im się stać.

Zauroczony Tuskiem

A były minister transportu zaliczał się właśnie do takich ludzi. W pomorskiej PO mawiano – „Tak czy owak zawsze Nowak". Chodziło o to, że niezależnie od układu sił Nowak w kolejnych wyborach zostawał liderem organizacji wojewódzkiej. W gdańskiej Platformie z całą pewnością nikt nawet sobie nie wyobrażał, że rozmowa  z Andrzejem Parafianowiczem będzie gwoździem do jego politycznej trumny.
Jego odejście z PO większość czołowych polityków zapewne przyjęła z ulgą. Po pierwsze, Nowak z dnia na dzień stał się dla partii kulą u nogi, a po drugie – jak można usłyszeć od posłów – w partii nie był specjalnie lubiany.
– Nie słyszałem, żeby ktokolwiek go żałował – mówi jeden z polityków PO.
Dlaczego nie budził sympatii? – Bo był taki jakiś wymuskany i w zbyt wielkich łaskach u premiera – słyszymy. Choć trzeba przyznać, że długo trwało, nim na dobre się w nie wkradł. Paweł Piskorski, dzisiaj lider Stronnictwa Demokratycznego, a dawniej prominentny działacz PO, uważa, że partnerska współpraca Tuska i Nowaka datuje się dopiero od momentu wyrzucenia jego, czyli Piskorskiego, z Platformy w kwietniu w 2006 r.
Wcześniej relacje między nimi były takie, że Nowak wielbił Tuska, a ten traktował Nowaka w najlepszym wypadku jako asystenta. O wiernopoddańczym stosunku młodego polityka do lidera Platformy świadczą jego liczne wypowiedzi.
To Nowak był autorem słynnego powiedzenia, że Tusk jest dotknięty przez Boga geniuszem i nieprawdopodobną intuicją. A było to jesienią ?2009 r. po aferze hazardowej, która wymiotła pół rządu, w tym samego Nowaka.
Zaś Piskorski przytacza historię, która pokazuje, że Tusk do pewnego momentu traktował późniejszego ministra transportu co najmniej lekceważąco. Chodziło o ślub Nowaka, który odbywał się w Gdańsku i na którym nie pojawił się nikt z kierownictwa partii poza Piskorskim.
– Ja przyjechałem z Warszawy, choć byłem wówczas prezydentem miasta i naprawdę nie dysponowałem wolnym czasem, a Tusk, będąc w Gdańsku, się nie pofatygował – wspomina Piskorski. – Dlatego Nowakowi zdarzały się przebłyski rozczarowania Tuskiem, ale szybko mijały.

W czyśćcu

Jednak to było dużo wcześniej. W 2007 r., gdy PO doszła do władzy, kariera Nowaka rozwijała się imponująco. Został szefem gabinetu premiera, a więc jednym z jego najbliższych współpracowników. Co prawda odszedł przy okazji afery hazardowej – medialna plotka głosiła, że wymusił to na Tusku Grzegorz Schetyna, szef MSWiA, który również przy tej okazji stracił stanowisko – ale szybko dostał zadanie poprowadzenia kampanii prezydenta Bronisława Komorowskiego, a później wszedł do jego kancelarii.
W nowym rozdaniu w 2011 r. został nagrodzony za wszystkie wysiłki i dostał we władanie resort transportu. Obserwatorzy sceny politycznej uznali tę nominację za niezwykle kontrowersyjną, oceniając, że Nowak, politolog z wykształcenia, a w partii zajmujący się głównie kampaniami, nie ma kompetencji na to stanowisko.
– Ale ja uważam, że nieźle sobie dawał radę w tym resorcie – mówi Antoni Mężydło. Poseł PO wylicza, że Nowak nie miał wpadek medialnych, zreformował firmy działające na kolei, poradził sobie ze związkowcami, którzy chcieli strajkować. I nawet dawał sobie radę w sytuacjach kryzysowych w zimie.
– A miał chyba więcej pękniętych torów niż jego poprzednik Cezary Grabarczyk – wspomina Mężydło. – Ale gdy pasażerowie marzli w pociągach gdzieś na trasie, on zawsze pojawiał się na mrozie w kusej kurteczce, pewnie modnej, ale wyglądał w niej, jakby marzł, i nie miał problemów z opinią publiczną.
Jednak Mężydło dodaje, że nie żałuje, iż Nowak opuścił szeregi PO. – Ta rozmowa z Andrzejem Parafianowiczem o kontroli skarbowej jego żony dyskwalifikuje go jako polityka – mówi twardo. – Dobrze, że odszedł, bo przynajmniej nie musimy się tłumaczyć z historii, z której nie da się wytłumaczyć.
Chłodny stosunek działaczy PO do dawnego ulubieńca Tuska można zrozumieć, ale dlaczego sam premier, który kilkakrotnie bronił Nowaka przy historii z zegarkiem niewpisanym do oświadczenia majątkowego i zaświadczał o jego osobistej uczciwości, tym razem był tak brutalny?
– Bo chciał zamknąć sprawę, zanim ktoś spyta, jak to możliwe, że jego urzędnicy rozmawiają o powstrzymaniu niewygodnej kontroli skarbowej, i jeżeli coś takiego działo się między Nowakiem a Parafianowiczem, to być może inni ministrowie mają podobne rozmowy na sumieniu – ocenia Piskorski. – Dlatego teraz Tusk zapytany o te sprawy może powiedzieć krótko: sprawy Nowka już nie ma.

Zrzuceni z sań

Nowak nie jest pierwszą osobą, od której odciął się premier Donald Tusk. Na ołtarzu walki o mityczne standardy została złożona Zyta Gilowska, której zarzucono, że zatrudniła w swoim biurze synową, choć najpierw została ona zatrudniona, a później została żoną syna. Wrocławski senator Tomasz Misiak zakończył swoją karierę polityczną po publikacji „Gazety Wyborczej", która zarzuciła mu konflikt interesów. Misiak co prawda sam odszedł z PO, ale gdyby tego nie zrobił, zostałby wykluczony z partii. Choć Misiakowi konfliktu interesów nie udowodniono, przy okazji premier Tusk opowiadał o nowych standardach, które miały polegać na zakazie sprawowania mandatu i posiadania udziałów w firmach. Standardy te nigdy nie weszły w życie.
Z powodu afery hazardowej załamały się kariery polityczne ministra sportu Mirosława Drzewieckiego i szefa Klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego, a przy okazji, bez specjalnego związku z aferą, ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy. Co prawda Chlebowskiego Tusk specjalnie nie cenił, a z Czumą był związany luźno, ale Drzewiecki to był człowiek zaufany, wieloletni skarbnik partii i dostawca luksusowych garniturów dla Tuska.
Sprawa jednak była dużo poważniejsza niż wydumane standardy, gdyż Zbigniew Chlebowski został nagrany, jak rozmawia z przedsiębiorcami z branży hazardowej o korzystnych dla nich rozwiązaniach prawnych. Przy czym rzeczywiście dochodziło do dziwnych decyzji na szczeblu rządowym, sugerujących, że coś było na rzeczy. Zdymisjonowanie przez Tuska większej liczby osób niż zamieszane w tę aferę skutecznie ją zdusiło.
Pisząc o Nowaku, nie można nie wspomnieć jego słów po wybuchu afery hazardowej w wywiadzie dla „Polska The Times". – Takie spisane rozmowy są porażające. Zimne i dosłowne. (...) Widzicie, my na początku wręcz nie mogliśmy w to uwierzyć. To był szok, bo przecież wszyscy się znamy i w pierwszym odruchu pytaliśmy się: coś takiego u nas? Przecież to niemożliwe.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA