fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Euro: reaktywacja

Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce
Fotorzepa, Pasterski Radek PR Pasterski Radek
Przemawiając z okazji rocznicy 4 czerwca, prezydent Bronisław Komorowski powiedział, że powinniśmy powrócić w Polsce do poważnej dyskusji na temat wstąpienia do strefy euro.
Dodam dla przypomnienia: nie na temat tego, czy w ogóle powinniśmy euro przyjąć, ale na temat tego, w jaki sposób mamy to uczynić. Skoro głowa państwa mówi, obywatelski obowiązek nakazuje mi natychmiast dyskusję podjąć.
Krótki felieton nie jest miejscem dla snucia teoretycznych rozważań na temat ogólnoekonomicznych kosztów i korzyści z przyjęcia wspólnej waluty. Ponieważ jednak mamy w Polsce do czynienia z ogromnym chaosem informacyjnym dotyczącym konsekwencji wprowadzenia euro, chciałbym zwrócić uwagę na kilka punktów o kluczowym znaczeniu, które zazwyczaj umykają uwadze dyskutantów.
Po pierwsze, społeczeństwo polskie jest dziś niezwykle sceptyczne w sprawie przyjęcia euro (przynajmniej w jakiejkolwiek przewidywalnej przyszłości), jest bowiem karmione powierzchownymi informacjami i rzekomymi „eksperckimi analizami" komentatorów-ignorantów dotyczącymi sytuacji w strefie euro. Przeciętny Polak wydaje się wyobrażać sobie, że strefa euro znajduje się w kompletnej rozsypce, bardzo prawdopodobny jest jej rozpad, a walucie grozi bliżej niesprecyzowana katastrofa (nikt nawet nie mówi, na czym ma ona polegać – pewnie na spadku jej wartości?). Jest to oczywista nieprawda – mimo kłopotów kilku krajów (które są w sumie same sobie winne, bo się zbytnio zadłużyły), problemy są rozwiązywane, euro jest twarde jak stal, a zmartwieniem jest raczej to, by nie stało się zbyt mocne, a nie zbyt słabe.
Po drugie, wbrew bajdurzeniom części polityków w sprawie euro Polacy wcale nie obawiają się ani utraty suwerenności, ani niemieckiego dyktatu. Obawiają się tylko i wyłącznie wzrostu cen. A w tej dziedzinie dyskusja powinna raczej dotyczyć technicznych sposobów niedopuszczenia do tego wzrostu (są takie sposoby), a nie rozterek w stylu Wandy broniącej się przed małżeństwem z Niemcem.
Po trzecie, efekty przyjęcia euro są mitologizowane – z sugestią, że od przyjęcia lub nieprzyjęcia zależy cały przyszły rozwój kraju. Tymczasem prawda jest taka, że jeśli kraj ma sprawną i elastyczną gospodarkę i prowadzi odpowiednią politykę ekonomiczną, może dobrze się rozwijać i z własną walutą, i z euro (najwyższy wzrost PKB w Unii w czasie kryzysu odnotowała używająca złotego Polska i używająca euro Słowacja). Euro jest szansą na szybszy rozwój głównie dlatego, że oznacza dostęp do znacznie tańszego kapitału, który może być użyty do sfinansowania niezbędnych inwestycji.
Ale – po czwarte – tu pojawia się najważniejsze ostrzeżenie. Tani kapitał może być zużyty na finansowanie rozwijających kraj inwestycji albo jak w krajach śródziemnomorskich na finansowanie nadmiernej konsumpcji. I to jest prawdziwe ryzyko, z którym będziemy musieli dobrze sobie poradzić po przyjęciu euro, bo nasza gotowość do życia na kredyt i nasze apetyty konsumpcyjne wcale nie są tak małe...
Witold M. Orłowski główny ekonomista PwC w Polsce
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA