fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Tadeusz Różewicz i teatr

Tadeusz Różewicz częściej niż na premierach bywał na próbach teatralnych. Lubił wtedy dawać wskazówki, rozmawiać
Fotorzepa, Bartłomiej Zborowski Bar Bartłomiej Zborowski
Pomimo śmierci Tadeusz Różewicz długo jeszcze pozostanie najnowocześniejszym polskim autorem piszącym dla sceny – pisze Jacek Cieślak.
Chociaż nie lubił wypowiadać się w mediach, miałem okazję zapytać Tadeusza Różewicza, co sądzi o współczesnym teatrze.
– Teatr powinien zadbać o zdrowie, ale ja już tego nie zrobię, nie jestem ministrem zdrowia do spraw teatralnych – mówił „Rz". – Radzę przeczytać to, co napisałem, poczynając od „Języków teatru" razem z Kazimierzem Braunem. (...) W zbiorze moich dramatów też są propozycje nowych scenariuszy. Próby wyjścia poza obecny naturalizm czy nawet hipernaturalizm w teatrze, który polega na tym, że ktoś załatwia się w toalecie i wszyscy muszą to podziwiać, bo on umrze za rok na AIDS, raka czy białaczkę – a ma tylko sraczkę. Zostawmy to. Nawet „Kartoteki rozrzuconej" nikt nie przeczytał poważnie, bo gdyby przeczytał, nasz parlament wyglądałby inaczej.

Cyrk pcheł

„Kartoteka rozrzucona" stanowi przykład nieprzemijającej aktualności Różewicza. Zachował się jak didżej, który zremiksował tekst klasyka – w tym przypadku siebie. I wstawiając do niego sample, czyli cytaty, na przykład z kazań Piotra Skargi, postulował w satyrycznej formie naprawę Rzeczpospolitej.
Różewicz uprawiał recykling w sztuce, zanim stał się on modą. Nigdy nie popadał w emocjonalny katastrofizm, wolał dystans i ironię. W „Kartotece" (1960), którą wystawił m.in. Konrad Swinarski z Tadeuszem Łomnickim i Krzysztof Kieślowski z Gustawem Holoubkiem, zerwał z realistyczną formą. Komponował sztukę jak patchwork z fragmentów, które dowolnie można układać i przestawiać. W głównej postaci sztuki stworzył wzór antybohatera, którego życie – zamiast wzniosły dramat przypomina cyrk pcheł. Przedstawił człowieka stłamszonego przez bliskich, pracodawców i rządzących światem, marzącego o świętym spokoju.
Temat wojny w antyheroiczny sposób podjął w „Do piachu", które stało się świeckim misterium biednego wiejskiego chłopca złożonego na stole ofiarnym rzekomego patriotyzmu. Różewicz, który znał partyzanckie życie z autopsji, wywołał oburzenie zarówno moczarowców, jak i akowców, idealizujących oraz mitologizujących wojenną przeszłość.
Kolejny raz wywołał kontrowersje „Białym małżeństwem". W formie parodiującej uduchowiony romantyzm sportretował tabu obnażone dopiero przez specjalistów od gender: zaborczą męską seksualność, upośledzenie kobiet w rodzinie i społeczeństwie, pogranicze pedofilii. Krytykę dramatu, jakiej dokonał sam prymas Stefan Wyszyński, uważał za nieporozumienie. Podejrzewał intrygę „życzliwych" kolegów po piórze.

Gwiazdy są martwe

Innym ważnym tekstem dotyczącym rodziny jest „Moja córeczka", w niezwykle delikatny, a jednocześnie przerażający sposób pokazująca klęskę nieświadomego i idealizującego dzieci rodzicielstwa. A także nadopiekuńczość, której skutkiem może być życiowa niezaradność, nieświadomość, a nawet prostytucja. Dramaturgia Różewicza jest też zapisem obaw związanych z chorobami cywilizacyjnym, które przewidywał jeszcze zanim obwieszczono powstanie globalnej wioski. W „ Stara kobieta wysiaduje" obserwował przerażające procesy związane z przyrostem naturalnym, uprzemysłowieniem kultury i ogólnoświatową fabryką medialnej oraz pseudonaukowej papki, która wraz z kolejnymi modami niszczy zbiorową świadomość.
W „Odejściu głodomora" mamy zapis przebóstwienia ludzkiego ciała, wyglądu, ale też kontestację konsumeryzmu i konsumpcji, która obrasta takimi dolegliwościami jak bulimia czy anoreksja. Jeszcze bardziej dotkliwe jest pokazanie prywatności wystawionej na publiczny widok, nawet w najbardziej intymnym momencie odchodzenia. Warto powtórzyć za Różewiczem, że najważniejsze dla konsumentów masowej kultury jest takie wyobrażenie człowieka, jakie reprezentują gwiazdy i celebryci – synonimy martwoty i śmierci.
Gdy po 1989 r. sztuki Tadeusza Różewicza zeszły z afisza, jego domem stał się Teatr Narodowy. Kazimierz Kutz zrealizował „Na czworakach". Bohaterem dramatu jest poeta, jednocześnie starzejący się mężczyzny owładnięty obsesją odrodzenia się dzięki młodszej kobiecie, nawiasem mówiąc, idiotce. Jerzy Grzegorzewski udowodnił „Duszyczką", spektaklem o odchodzeniu i rozdarciu między piekłem ciała a idealizmem duszy, że Różewicz jest sceniczny – nawet gdy adaptuje się jego poezję.

Tajemnice szuflady

„Kartotekę" przywrócił teatrowi Michał Zadara (2006). Jak wspominał grający Bohatera Jan Peszek, Różewicz nie krył zadowolenia. Był na spektaklu przedpremierowym i w jego trakcie podchodził do aktora podczas sceny, kiedy Bohater przysypia. Peszek szeptał autorowi: „Panie Tadeuszu, nie mogę teraz rozmawiać, bo gram przecież". „Nie szkodzi, nie szkodzi, możemy porozmawiać" – odpowiadał poeta, a w jego słowach były również wskazówki na temat uprawiania teatru, otwierania go nowe formy.
Nawet jeśli teraz sztuki Różewicza nie powrócą w skali znanej z przeszłości, jego ducha można odnaleźć choćby w dramaturgii Doroty Masłowskiej. We fragmencie „Między nami dobrze jest" poświęconym gazetkom reklamowym można usłyszeć echa „Kartoteki", w której Różewicz śmiał się z upadku mediów rozpisujących się o piwku, a także z rosnącego znaczenia pism kobiecych. Arcydziełem pozostaje „Pułapka" inspirowana twórczością Franza Kafki, rzecz o nadwrażliwym artyście wobec świata. Arcydzieła kryć może szuflada pisarza, który pisał m.in. dramat o Walerianie Łukasińskim.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA