fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Oni poszli inną drogą

Dick Fosbury - najsłynniejszy sportowy wynalazca trenuje podczas igrzysk w Meksyku (1968). Potem zdobył złoty medal
AFP
Przez lata wszyscy skaczą i biegają tak samo, aż w końcu pojawia się śmiałek, który ma swój pomysł i zmienia sport.
Kierowcy Formuły 1 rozpoczęli sezon z nowymi systemami odzyskiwania energii hamowania i wydechu. Producenci bobslejów analizują dane z igrzysk olimpijskich, by wprowadzić udoskonalenia. Żeglarskie syndykaty przygotowujące się do kolejnej edycji Pucharu Ameryki budują nowe katamarany.
Jednak to tylko technologia,  dużo ciekawsze są rewolucje w dyscyplinach, w których nie maszyna, lecz człowiek odgrywa kluczową rolę.

Student z Oregonu

Rok 1968, igrzyska olimpijskie w Meksyku. Jeden z 27 finalistów rywalizacji w skoku wzwyż nie korzysta z powszechnego wówczas stylu przerzutowego. W ostatniej fazie rozbiegu biegnie po łuku i skacze plecami do poprzeczki. Świat się dziwi, ale okazuje się, że 21-letni student uniwersytetu stanowego w Oregonie Dick Fosbury ma rację – pokonuje 2,24 m i zdobywa złoty medal. Lekkoatletyka stoi w obliczu wielkiej zmiany.
– Pewnie teraz paru chłopaków pójdzie w moje ślady – przewiduje młody Amerykanin ze złotym medalem na piersi. – Nie gwarantuję im powodzenia ani nie rekomenduję nikomu tego stylu. Mówię jedynie, że jeśli dzieciak nie daje rady skakać stylem przerzutowym, niech spróbuje mojego sposobu.
I próbowali. W Meksyku Fosbury był jedyny. Cztery lata później w Monachium nową technikę wykorzystało 28 z 40 zawodników. Tym razem wygrał jeszcze skaczący stylem przerzutowym Jurij Tarmak ze Związku Radzieckiego. Osiem lat później w Montrealu tyko dwóch zawodników skakało starym stylem. Złoto zdobył Jacek Wszoła.
– Skok Fosbury'ego w Meksyku był objawieniem – potwierdza „Rz" dwukrotny medalista olimpijski. – Z tego, co wiem, jeszcze w college'u skakał stylem przerzutowym, ale najwyraźniej mu nie szło. A że studiował inżynierię, opracował założenia nowej techniki, wdrożył ją, wygrał mistrzostwa USA i zakwalifikował się do reprezentacji olimpijskiej.
Fosbury odmienił skok wzwyż bezpowrotnie. – Nie będzie udanych prób znalezienia nowej techniki. Jego styl umożliwia uprawianie tej konkurencji o wiele większej grupie zawodników, także niższych, z niżej umieszczonym środkiem ciężkości – objaśnia Wszoła, dodając, że ułatwia to siła odśrodkowa, która jest efektem rozbiegu po łuku.
Olimpijski skok Amerykanina pojawił się już w kilku kampaniach reklamowych. W jednej z nich bohater mówi: „Skacząc stylem przerzutowym, byłem coraz dalej za rywalami. Nie umiałem tego znieść. I nie mogłem tolerować".

Naturalny styl V

Jan Bokloev odważył się zmienić skoki narciarskie. W 1986 r., gdy skakało się jeszcze z równolegle prowadzonymi nartami, 20-letni Szwed pokazał styl znany dziś jako „V". Narodziny nowej techniki były ponoć dziełem przypadku – podczas treningu skoczek ratował się w ten sposób przed upadkiem. Nie tylko uniknął katastrofy, ale zorientował się, że ułożenie nart w literę V pozwala szybować dalej.
Tak rzeczywiście było, jednak z początku wszystko, co udało się w ten sposób uzyskać, odbierali sędziowie, dając niskie noty za styl. Gdy wreszcie Międzynarodowa Federacja Narciarska zaakceptowała nową technikę, Bokloev zwyciężył w końcowej klasyfikacji Pucharu Świata. Był rok 1989.
– On skakał w ten sposób naturalnie, stopy tak mu się układały – mówi „Rz" Piotr Fijas, który rywalizował ze Szwedem podczas zawodów o Puchar Świata. – Kilku innych zawodników także prowadziło narty w podobny sposób, wśród nich zdobywca brązowego medalu igrzysk z Calgary Czech Jiri Malec. Później ludzie zaczęli się nad tym zastanawiać, badać, trenować. Pierwsi szczegóły dopracowali Szwajcarzy. Na przełomie lat 80. i 90. nowy styl doprowadził ich do światowej czołówki – przypomina polski skoczek.
Samemu Bokloevowi nie szło już tak dobrze – uczniowie prześcignęli mistrza.
Jean Claude Killy zdumiał alpejczyków. Choć tu skala zmian była mniejsza. Zamiast spokojnie, tak jak wszyscy, wyruszyć na trasę, Francuz uniósł się na kijkach, gwałtownie wybił i dopiero wtedy wystartował. Stało się to krótko po wprowadzeniu fotokomórek i miało ścisły związek z nową technologią.
– Chodziło o to, by jak najpóźniej zagarnąć ten patyk, który włączał zegar, i wymyślony przez niego start to umożliwiał. To była duża niespodzianka, ale szybko zaczęliśmy go w tym naśladować – wspomina dla „Rz" Andrzej Bachleda, dwukrotny medalista mistrzostw świata, młodszy o kilka lat od trzykrotnego mistrza olimpijskiego z Grenoble. – Przedtem, kiedy nie było jeszcze fotokomórek, ruszało się po prostu z półki, a stoper włączany był ręcznie. Killy mógł to zmienić także dlatego, że był świetnie przygotowany fizycznie. Ten start to jego cegiełka w naszym alpejskim budynku.
Bachleda przypomina także o cegiełce dołożonej przez innego, mniej znanego Francuza. Jean Vuarnet, który w Squaw Valley (1960) zdobył złoty medal olimpijski w biegu zjazdowym, pokazał światu współczesną sylwetkę zjazdową, zwaną także pozycją „na jajo". Mistrzostwo olimpijskie z 1960 r. potwierdziło jej słuszność.

Podglądanie łyżwiarzy

Fosbury i Bokloev są sportowymi wynalazcami. Fin Pauli Siitonen i Amerykanin Bill Koch jedynie przypomnieli sportowemu światu o technice znanej od setek lat. Już rycina datowana na 1675 r. przedstawia lapońskiego myśliwego na nartach różnej długości. Przypuszczalnie dłuższa służy mu do jazdy, a krótsza – do odpychania się. Lapończyk z łukiem na ramieniu nie wie jeszcze, że jest wynalazcą kroku łyżwowego.
Na przełomie lat 60. i 70. XX stulecia technikę tę wprowadził na sportowe trasy policjant z Helsinek. Pauli Siitonen uczestniczył głównie w narciarskich biegach na orientację i ski-maratonach. Właśnie tam styl łyżwowy zapewnił mu pasmo sukcesów. W kolejnej dekadzie nad rozwinięciem kroku Siitonena – jak nazywano czasem tę technikę – pracował m.in. Amerykanin Bill Koch. Srebrny medalista igrzysk w Innsbrucku w wyścigu na 30 km (wówczas biegało się jedynie stylem klasycznym) też zorientował się, że podglądanie łyżwiarzy może pomóc narciarzom. On także zaczął próbować sił w maratonach. Tam mógł doskonalić styl łyżwowy, który odrzucały władze Międzynarodowej Federacji Narciarskiej – były nawet pomysły stawiania „ścianek" wzdłuż torów do biegu. Postęp zatriumfował w połowie lat 80., gdy utworzono osobne konkurencje narciarskie w technice dowolnej. Siitonen i Koch mają w tym swój udział. Podobnie jak Lapończyk ze starej ryciny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA