fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Picasso tanio i prosto do domu

Dzieło Francisa Bacona „Trzy studia do portretu Luciana Freuda” sprzedano za 142,4 mln. dol.
AFP PHOTO
Piotr Mazurkiewicz
Błyskawicznie przybywa sprzedawców dzieł sztuki. Potencjał rynku odkrył właśnie globalny lider, Amazon.
Z czym większości użytkowników może dzisiaj się kojarzyć sprzedaż dzieł sztuki przez internet? Zapewne z plakatami albo najróżniejszej maści reprodukcjami, często fatalnie wykonanymi. Dla większości na tym się kończy przygoda ze sztuką. Ale jest szansa, iż stopniowo dostępność takiego asortymentu będzie rosła, właśnie dzięki internetowi.
Dzieła sztuki po prostu stają się takim samym towarem jak wszystko inne, więc skoro można na tym zarobić, to czemu nie spróbować też ich sprzedawać. Oczywiście trudno wyobrazić sobie sprzedawanie w ten sposób dzieł sztuki bijących dziś cenowe rekordy – płótno za ponad 100 mln dol. jest ciągle zarezerwowane dla nobliwego domu aukcyjnego. Lecz z innym asortymentem można już poszaleć.

Wejście smoka

Poruszenie w branży wywołuje wszystko, co robi Amazon – a skoro ten największy internetowy sprzedawca na świecie zdecydował się na wejście w segment sztuki, to znaczy, że rynek musi mieć potencjał. W jego sekcji Art. można wybierać spośród setek czy nawet tysięcy – podzielonych na sekcje obrazów, fotografii, rycin, portretów. Amazon nie byłby sobą, gdyby nie znalazła się tu także sekcja promocyjna Under 500 – czyli ceny poniżej progu 500 dol.
Warto podkreślić, że nie są to reprodukcje, ale przeważają prace zapewne młodych i zupełnie nieznanych szerzej artystów. Kto może coś takiego kupić? Raczej nie koneser czy kolekcjoner – grupa docelowa to przede wszystkim osoby dobierające obrazy pod kątem zgodności ich kolorystyki z kanapą czy dywanem w salonie. Dlatego szczególnie wyeksponowane są prace w nurcie surrealizmu, wciąż modne w tych kręgach – tak jak widoczki z wiatrakami i jeleniami.
Jednak, jak pisze agencja Bloomberg, można tam znaleźć także okazy, które potencjalnie mogą nawet zyskiwać na wartości. Jedynie za 60 dol. można było kupić zdjęcia jeszcze szerzej nieznanego fotografa Dimitriosa Manousakisa, który ma już na koncie wystawę w nowojorskim Rockefeller Center.
Także prace obecnej supergwiazdy sztuki nowoczesnej Jeffa Koonsa – za „Monkey Train (Blue)" trzeba zapłacić już 40 tys. dol. Magia nazwiska działa, zresztą dla gwiazdy tego formatu sprzedaż przez Amazon to tylko promocja.
Dla debiutantów może to być jedyna szansa na wypłynięcie na szersze wody. Dlatego można bez problemu przebierać w obrazach olejnych za kilka tysięcy czy kilkaset dolarów.
– Internet jest przyszłością rynku sztuki – mówi wprost Charlotte Nichols, dyrektor marketingu UGallery.com z San Francisco. W jej ofercie są tylko prace oryginalne – żadnych reprodukcji. Ceny od 300 dol. za akryl na papierze do ponad tysiąca dolarów za obraz olejny na płótnie. Galeria współpracuje zresztą z Amazonem – za sprzedaż dzieł z jej katalogu serwis dostaje prowizję. – To dla nas doskonałe rozwiązanie – dodaje Charlotte Nichols.
Z dorocznego raportu European Fine Art Foundation z holenderskiego Maastricht wynika, że  sprzedaż internetowa dzieł sztuki dała w 2013 r. już ponad 2,5 mld euro przychodów. Kwota wydaje się spora, ale to zaledwie nieco ponad 5 proc. całego rynku. Zgodnie z prognozami w 2020 r. może sięgnąć już 10 mld euro – w tym samym czasie raczej trudno się spodziewać podwojenia wartości całego rynku. To oznacza, że popularność e-zakupów ma rosnąć bardzo szybko.
Wytłumaczenie jest proste – Amazon ma gigantyczną bazę zarejestrowanych użytkowników i wiele osób poszukiwanie jakiegokolwiek towaru rozpoczyna właśnie od tej strony – u nas jest to zazwyczaj Allegro. Dlatego użytkownik może czasami nawet przypadkiem wejść do działu ze sztuką i może go to zainspirować do zakupu. Dodatkowo amerykański serwis do perfekcji rozwinął system rekomendacji i poleceń – kupujesz album o sztuce, to na pewno zupełnym przypadkiem poleci ci także obraz w podobnym stylu.

Obraz z albumem

Dzięki internetowi galerie mogą też dotrzeć do potencjalnych klientów, których w inny sposób nie miałyby szansy znaleźć. Trafienie do galerii wymaga determinacji, dodatkowo tego typu miejsca – zazwyczaj puste – na wiele osób działają wręcz zniechęcająco, podobnie jak ich pełni arogancji pracownicy, obcesowo traktujący wchodzących jako tylko przeszkadzających im w ich podstawowej czynności – nicnierobieniu.
Z kolei aukcje wymagają innych formalności – zarejestrowania się w systemie, przyjścia w konkretnym czasie. Jedynie osoby zamożne mogą prowadzić je na odległość przez wynajętych pracowników. Jeśli ktoś szuka po prostu czegoś fajnego na ścianę nad kanapę (nawet w niezgodnym z nią odcieniu), raczej się na to nie porwie.
Dlatego branża internetowa, wietrząc pieniądze, rozwija ofertę. Jak podaje Bloomberg,  prawdopodobnie najdłużej istnieje niemiecki Artnet.com, założony już w 1998 r. Poza sprzedażą (także w systemie aukcyjnym) prowadzi wycenę dzieł sztuki, informuje też o ciekawych obiektach z aukcji na całym świecie. Można się dowiedzieć, że np. 14 kwietnia w tokijskiej Mallet Japan będzie można licytować linoryt Pabla Picassa „Kobieta w kapeluszu" – szacowana wartość to ok. 40 tys. dol., ale podpisany przez twórcę obiekt może też osiągnąć znacznie wyższą cenę.
Prowadzenie galerii było długo synonimem idealnego zajęcia dla snobistycznej i niepracującej żony miliardera. Z założenia deficytowe przedsięwzięcie wymaga bowiem systematycznych zastrzyków gotówki – dlatego bogaty mąż tudzież partner życiowy jest niezbędny, podobnie jak niebotycznie drogi lokal w aktualnie modnej dzielnicy.
Dzisiaj jest to dużo prostsze i także tańsze, choć nadal porywają się na to ludzie odpowiednio zamożni. E-galerię Artsy.net otworzyli współzałożyciel Twittera Jack Dorsey i Wendi Deng, ostatnia była żona medialnego potentata Ruperta Murdocha. W ich ofercie są dzieła sztuki z ok. 1,5 tys. galerii – także tych absolutnie najmocniejszych (oczywiście głównie mowa o Nowym Jorku), takich jak Acquavella, Gagosian, White Cube.
Nie zmienia to faktu, że spora część branży jest e-sprzedaży zdecydowanie przeciwna. Jej zdaniem dzieło sztuki trzeba po prostu obejrzeć – transakcja to nie tylko przepływ gotówki, ale także emocje.
Tymczasem wiele e-galerii działa jak hipermarkety – oferują złe prace nawet znanych artystów i kierują ofertę głównie do niewymagającego klienta. Ale czy można odmawiać ludziom prawa posiadania nawet kiepskiego rysunku Pabla Picassa, jeśli sprawia im to przyjemność?

Polacy też kupują

W naszym kraju także można znaleźć oferty sprzedaży dzieł sztuki przez sieć. Internetowe aukcje prowadzi choćby portal Artinfo.pl. Są w nim oferty z wielu galerii i domów aukcyjnych. Także mniej znane prace czy rysunki wielkich artystów, jak wspomniany Picasso i inni.
Z kolei w listopadzie 2013 r.  z wirtualną galerią sztuki wystartował największy internetowy sprzedawca w Polsce, czyli Allegro. Firma podała, że to dla niej perspektywiczny rynek – na Allegro obraz sprzedaje się średnio co siedem minut.
– Młodzi artyści mają szansę pokazania się nie tylko wąskiej grupie pasjonatów, ale i masowemu odbiorcy, który chciałby, ale nie wie, gdzie i jak do tej sztuki dotrzeć – mówiła po starcie projektu Agnieszka Radczak, menedżer ds. projektów strategicznych, odpowiadająca za projekt. Na razie nie wiadomo, na ile się on przyjął i ile osób przegląda obrazy czy je kupuje. Rozpiętość cen jest duża – od 80 zł do nawet kilkunastu tysięcy zł.

Sztuka się ceni, i to coraz wyżej

Światowy rynek dzieł sztuki i antyków w 2013 r. wzrósł o 8 proc., do 47,4 mld euro. Rekord ustanowił w 2007 r., kiedy był wart 48 mld euro. Dane zostały opublikowane przez European Fine Art Foundation z holenderskiego Maastricht. W opracowaniu fundacja podała, że wartość transakcji dziełami sztuki nowoczesnej i powstałymi po II wojnie światowej wzrosła o 11 proc., do najwyższego w historii poziomu 4,9 mld euro. To m.in. zasługa wysokich cen sprzedaży dzieł takich artystów, jak Francis Bacon, Roy Lichtenstein czy Andy Warhol.
Olejny tryptyk Francisa Bacona z 1969 r., ukazujący jego przyjaciela malarza Luciana Freuda, został sprzedany za 142,4 mln dol. Obraz Andy'ego Warhola sprzedano za ponad 280 mln dol. Pozycję lidera światowego rynku umocnili Amerykanie – wartość transakcji w tym kraju wzrosła 25 proc. i odpowiada on już za 38 proc. (+5 pkt proc.) światowego rynku.
Jak mówi ekonomistka Clare McAndrew, większość najdroższych prac została sprzedana na aukcjach w Nowym Jorku – najchętniej kupują tam klienci z Azji i Ameryki Południowej.
Chiny z kolei odpowiadają już za 25 proc. globalnego rynku (spadek o 2 pkt proc.), a Wielka Brytania kontroluje jedną piątą rynku.
Analitycy rynku zwracają uwagę, iż właśnie w Chinach wiele aukcji, mimo zakończenia transakcji, nie dochodzi do skutku, ponieważ osoby licytujące najwyższe stawki ostatecznie próbują się z nich wycofać. Rośnie także liczba aukcji, które nie budzą żadnego zainteresowania kupujących.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA