fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Markety budowlane w Polsce – kondycja i przyszłość

ROL
Kiedy 17 lat temu w Warszawie na ulicy Popularnej otwierano pierwszy sklep pod szyldem Castoramy, rozpoczęła się tym samym batalia o klienta detalicznej branży budowlanej. Dzisiaj, po dwóch dekadach, obraz rynku hipermarketów budowlanych odbija ogólną koniunkturę powolnego wychodzenia z ogólnoświatowego kryzysu.
Castorama, z rokrocznie powiększającą się liczbą sklepów, jest liderem na polskim rynku hipermarketów budowlanych. Należą do niej również nieliczne już sklepy Brico Dépôt, które z powodu niewystarczającej rozpoznawalności marki zamieniają się w Castoramę (rebranding miał miejsce w sklepach w Stargardzie Szczecińskim, Poznaniu i Skarżysku-Kamiennej). Łączna powierzchnia handlowa sklepów wynosi 450 tysięcy m², a zatrudnienie w nich znalazło ponad 10 000 osób.
 
Początki marketów budowlanych w Polsce
Hipermarkety obsługują branżę budowlaną i DIY (do it yourself, czyli zrób to sam), przeznaczoną dla majsterkowiczów. Pomimo uruchomienia pierwszego tego typu sklepu w Polsce, walka o tytuł lidera była długa i trudna, a akces do rywalizacji zgłosiły takie firmy, jak Obi, Praktiker czy Leroy Merlin, wymieniając tylko największych. Wszyscy gracze znaleźli w Polsce dobry rynek zbytu swoich produktów, a to z tej racji że majsterkowanie, samodzielne remontowanie czy nawet budowanie polski konsument ma we krwi – braki zaopatrzenia i niedostępność rzetelnych fachowców zrobiły w przeszłości swoje.
Właścicielem marek Castorama i Brico Dépôt jest brytyjska Grupa Kingfisher plc. Jej raporty finansowe mówią wyraźnie, że światowy kryzys dotknął również polski rynek branży budowlanej. Łączna sprzedaż sieci w I kwartale 2013 roku wyniosła 240 mln funtów, co obrazuje spadek sprzedaży LfL o 0,8 proc. Spadek w samym tylko marcu o 16,7 proc uzasadniony został niekorzystną aurą pogodową. Biorąc pod uwagę jedynie warunki meteorologiczne zimy przełomu lat 2013/14, rokowania inwestorów powinny być pomyślne.
 
Markety budowlane w Polsce
Najczęściej problemy jednych oznaczają święto drugich – dokładnie taką sytuację możemy zaobserwować na rynku marketów budowlanych w naszym kraju. W połowie poprzedniego roku sieć sklepów Obi liczyła 43 placówki , a jeszcze niedawno Adam Rosiński, członek zarządu marki, mówił, że docelowo w Polsce ma ich być 50. To pozwoli polskiej sieci utrzymać pozycję wicelidera pod względem liczby sklepów na terenie jednego kraju (pierwsi są Niemcy, gdzie jest ponad 330 marketów).
Najpewniej już we wrześniu 2013 roku, kiedy pan Rosiński zdradzał swoje plany, wiedział z jak dużymi problemami boryka się inny popularny w naszym kraju market budowlany: Praktiker. Podczas wakacji ubiegłego roku upadła niemiecka sieć, zaś w Polsce sklepy długo trwały w stanie zawieszenia. Dopiero pod koniec zeszłego miesiąca chęć zakupu tychże placówek wyraziło Obi – w Polsce Praktiker mógł pochwalić się 24 sklepami, co jest wynikiem całkiem niezłym, plasującym markę zaraz za podium (oprócz Obi znajdują się na nim również Leroy Merlin oraz Castorama).
Co ciekawe, raptem kilka dni po zadeklarowaniu przez Obi chęci zakupu sieci Praktikera, podobne życzenie wyrazili polscy włodarze francuskiej marki Leroy Merlin. Złośliwi pewnie powiedzą, że to próba odwrócenia uwagi od złej prasy ciągnącej się za LM od jakiegoś czasu. Leroy Merlin ma o czym myśleć – kryzysy wizerunkowe to w naszych czasach codzienność, jednak nie każdy potrafi sobie z nimi dobrze radzić. Zobaczymy, czy polski oddział tej popularnej, francuskiej sieci marketów budowlanych wyjdzie z niego obronną ręką.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA