fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Dręczyciele z zawiedzionej miłości

Sprawcy stalkingu są skazywani na ozbawienie wolności, ale sądy zawieszają wykonanie kar
www.sxc.hu
W erze komputerów, tabletów, Internetu i portali społecznościowych rośnie liczba nękanych i prześladowanych.
Dzięki nowoczesnym technologiom dziś łatwiej jest nękać innych. Kilkadziesiąt lat temu trzeba było napisać list, trochę później dodzwonić się można było tylko na telefon stacjonarny, od kilku lat wystarczy kliknąć w kilka okienek i można dręczyć do woli.
Liczba zgłoszeń stalkingu rośnie. W ostatnich dwóch latach policja odbiera po 5 tys. zawiadomień złożonych przez nękane ofiary. Połowa takich spraw rzeczywiście jest przestępstwem i kończy się wyrokiem – coraz częściej bezwzględnym więzieniem.

Serce nie sługa

Kilka lat temu, kiedy o stalkingu niewielu jeszcze słyszało, wszystkich poruszyła historia pewnej stażystki dentystycznej. Jesienią 2006 r. przyszła pani stomatolog pomagała w usunięciu zęba młodemu mężczyźnie. Następnego dnia zjawił się u niej pod gabinetem i oznajmił, że się zakochał. Kobieta zignorowała romantycznego pacjenta, choć grzecznie potraktowała. Potem zaczęło się piekło. Mężczyzna nie dał jej żyć. Przychodził pod dom, nachodził w pracy. Oplakatował klatkę schodową wyznaniem miłości. Wysyłał listy, dzwonił, śledził. Kobieta miała dość. Mężczyzna ostatecznie trafił do kryminału.
Mniej szczęścia miała nauczycielka z małej podkarpackiej miejscowości. Zakochał się w niej bez pamięci ojciec jednego z uczniów. Nachodził ją w domu, prześladował, rozwieszał wspólne przerobione Photoshopem zdjęcia z klasowej wycieczki.
Prawdziwy dramat zaczął się jednak dopiero potem, jak mężczyzna się rozwiódł. Wtedy miał już czas tylko dla swojej ofiary. Kiedy ataki na nią nie przyniosły rezultatu, skupił się na jej najbliższych. Narzeczony dziewczyny nie wytrzymał napięcia i zerwał zaręczyny. Kobieta wyprowadziła się do sąsiedniego miasteczka, ale i to na niewiele się zdało. Prześladowca pojechał za nią.
Wśród dręczycieli więcej jest mężczyzn niż kobiet
Sprawą po zawiadomieniu kobiety zainteresowała się policja. W rezultacie dręczyciel dostał zakaz zbliżania się. Złamał go zaraz następnego dnia, co potwierdzili świadkowie. W tym samym czasie sąd ograniczył mu prawa rodzicielskie względem dzieci. Na kilka miesięcy trafił do kryminału, ale wyszedł za dobre sprawowanie. Odnalazł kobietę i rozbił jej kolejny związek. Dziewczyna popadła w depresję, leczyła się przez długie miesiące.

Nie oszczędzają celebrytów

Jakiś czas temu do jednego z sądów trafił wniosek w sprawie ukarania mężczyzny, który złośliwie niepokoił córkę premiera Katarzynę Tusk. Dziewczyna dostawała masę esemesów i była nękana telefonami.
W zbadanych przez śledczych esemesach oraz rozmowach z córką premiera nie pojawiały się wulgaryzmy, groźby czy wyrażenia obsceniczne. Śledczy uznali więc, że w tym wypadku nie doszło do przestępstwa stalkingu (uporczywego nękania), ale do wykroczenia polegającego na złośliwym nękaniu. Umorzyli więc śledztwo i przekazali sprawę do dalszego prowadzenia policji.
Dwóch znanych aktorów młodego pokolenia od wielu miesięcy walczy z fotoreporterami, którzy śledzą każdy ich krok. Wielokrotnie dochodziło do bójek i szarpaniny. Sprawę zgłoszono na policję, śledztwo trwa.

Bezrobotny też nęka

Zdarzają się też prześladowania po zwolnieniu pracownika i zerwaniu przyjaźni.
28-letni mieszkaniec jednej z nadmorskich miejscowości uporczywie nękał byłą przyjaciółkę. Dzwonił, pisał, zostawiał listy z pogróżkami w skrzynce lub u sąsiadów. Wybierał ze skrzynki kobiety całą korespondencję. Ona sama powierzyła mu kiedyś kluczyk, wyjeżdżając na wakacje. Wpędziła się przez to w spore kłopoty. Bank, w którym kobieta ma kredyt mieszkaniowy, wielokrotnie wzywał ją do uzupełnienia stanu konta. Ta, nie wiedząc o niczym, nie spełniła żądań, kredyt wypowiedziano.
Najczęściej wysyłają esemesy z wyzwiskami, obelgami i groźbami
Udręczona zgłosiła sprawę na policji. Pewnego dnia mężczyzna wdarł się na balkon domu jednorodzinnego i wykrzykiwał groźby i obelżywe słowa nie tylko pod adresem byłej przyjaciółki, ale i innych mieszkańców. Policjanci, którzy przybyli, aby mężczyznę sprowadzić na ziemię, wywołali w nim tylko jeszcze większą agresję. Doszło do szarpaniny. Mężczyzna spadł z balkonu na trzecim piętrze. Na długie miesiące z urazem kręgosłupa trafił do szpitala.
Właściciel jednej z małych firm budowlanych znalazł się w trudnej sytuacji finansowej. Ze względu na brak zleceń musiał zwolnić kilku pracowników. Wybór padł na tych z najkrótszym stażem. Jeden z nich nie wytrzymał nerwowo i zaczął prześladować rodzinę biznesmena. Straszył dzieci, nagabywał żonę, samego właściciela jednak omijał. Mężczyzna wynajął nawet ochronę, by zniechęcić intruza.
Motywy, jakimi kieruje się dręczyciel, nie zawsze są całkiem irracjonalne. Tak było w wypadku dwóch pełnomocników właściciela kamienicy w Poznaniu, którzy – zdaniem policjantów – uporczywie nękali lokatorów, próbując ich zmusić do wyprowadzki. Odcinali im prąd, podrzucali robaki, a nawet rozwieszali na klamkach szarfy z napisem „Ostatnie pożegnanie". Mężczyźni usłyszeli zarzut stalkingu. Śledztwo trwa.

Kiedy żart, a kiedy prześladowanie

Nie da się określić liczbowo, że np. pięć esemesów to stalking, a cztery – jeszcze nie. Wszystko zależy od ich treści – zastrzegają policjanci. Ich zdaniem zachowanie prześladowcy nie zawsze musi oznaczać stalking. Czasem wystarczy jeden e-mail, w którym pojawi się groźba, i jego autor może odpowiadać za przestępstwo groźby karalnej, a nie stalkingu.
Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak bardzo ważne jest ustalenie, czy ofiara miała wpływ na prześladowanie, np. sama najpierw podjęła kontakt, a potem chciała go zerwać, na co nie godzi się druga strona. Równie ważne jest poczucie zagrożenia u ofiary, jej obawy.
– Mieliśmy kiedyś zgłoszenie od kobiety, która najpierw na dyskotece rozdawała numer telefonu i zachęcała do kontaktów, a potem oburzała się, że nieznani mężczyźni do niej wydzwaniają – wspomina policjant Maciej Kłos.
Co robić, kiedy dostaniemy kilka niechcianych e-maili, telefonów czy esemesów?
– Najważniejsze, by ich nie kasować. Na dalszym etapie z pewnością przyda się ich wydruk, bo będą to dowody w sprawie. Z wydrukiem trzeba zgłosić się na komisariat albo do prokuratury w miejscu zamieszkania lub w pobliżu pracy. Nie trzeba też od razu przynosić wszystkich wydruków. Wystarczy złożyć zawiadomienie – wskazuje Jarosław Pakoczewski z wydziału zajmującego się stalkingiem.

Wyrafinowane sposoby

Jakie formy przybiera nękanie? Prześladowcy stosują całą gamę sposobów, by dokuczyć swoim ofiarom. Najczęściej wysyłają im esemesy z wyzwiskami, obelgami, a czasem również groźbami. Podobne treści piszą w e-mailach.
Rzadziej były to głuche telefony (choć w kilku sprawach ich liczba dochodziła do 100 dziennie), wystawanie pod domem (jeden z prześladowców grał nawet na gitarze pod balkonem dziewczyny) śledzenie czy nachodzenie w domu lub w pracy.
Sporadycznie ofiary dostawały niechciane prezenty. Dominowały kwiaty i słodycze, ale były nawet biżuteria i bielizna. Najosobliwszy prezent dostał mąż zdradzający żonę. Już po rozwodzie zamówiła trumnę, którą dostarczono mu do domu na urodziny.

Portale w modzie

Wśród prześladowców nastolatków coraz większą popularnością cieszą się portale internetowe. Pewien młodzieniec umieścił w sieci anons towarzyski w imieniu swojej znajomej, podając jej numer telefonu i adres skrzynki e-mail. Kobieta zaczęła dostawać dziesiątki telefonów od osób, które zareagowały na jej rzekome ogłoszenie. Zawiadomiła policję, a ta stalkera namierzyła i zatrzymała.
Inny zaprosił na imprezę do swojej ofiary. Podał jej adres, umieścił mapkę, jak na miejsce dojechać, wymyślił nawet hasło, jakie trzeba podać przez domofon, by zostać wpuszczonym na imprezę. Rodzice nastolatki wezwali policję, ta bada sprawę.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, a.lukaszewicz@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA